Od czasu, kiedy polskie zespoły zaczęły rywalizować w europejskich pucharach, kibice Piasta z zazdrością spoglądali na stadiony w Zabrzu czy Chorzowie, gdzie regularnie gościły drużyny znane fanom starego kontynentu. W Gliwicach dwukrotnie w historii rodziła się nadzieja, na to, że choć jeden raz zagramy z zespołem z innego kraju w oficjalnym meczu. Było to w 1978 i 1983 roku, kiedy Piast docierał do finału Pucharu Polski. Fani niebiesko-czerwonych śpiewali wtedy – Chcemy grać z Ajaksem – wówczas piłkarską potęgą Europy
Przegrane z Zagłębiem Sosnowiec i Lechią Gdańsk sprawiły jednak, że marzenia o grze w tych rozrywkach trzeba było odłożyć na innych czas. Sport ma jednak do do siebie, że lubi sprawiać niespodzianki. Piast wywalczył sobie prawo gry w Pucharze Europy, gdy nikt się tego nie spodziewał. Skazywany na walkę o utrzymanie zespół, zostawił za sobą w tabeli takiego tuzy polskiej piłki, jak Górnik, Ruch czy Wisłę Kraków.
Dziś – 18-lipca 2013 o godz. 18:00 polskiego czasu w Baku, gliwiczanie rozegrają pierwszy mecz w ramach eliminacji do Ligii Europy. Faworytem nie są, ale? – Karabach ma na koncie ponad 30 spotkań w Lidze Europy. W pierwszym meczu na dodatek jest faworytem, ale wątpię, żeby piłkarzom Piasta towarzyszyła jakaś trema czy niepotrzebne nerwy. Tutaj nie ma nic do stracenia. Piast ma wyjść na boisko i pokazać się jak tylko najlepiej potrafi. Mogą zapisać się w kartach historii i niech do tego dążą. Nie będzie żadnego stresu. Będzie piłka, którą kopią od lat i na tym mają się skupić, a nie zaprzątać sobie głów „nerwami” – mówi Janusz Bodzioch, były manager Piasta.
– Do każdego z tych pierwszych meczów podchodziliśmy ze spokojem, optymizmem i pewnością siebie. Teraz jest podobnie. Takim nastawieniem chcemy górować nad Azerami – dodaje Tomasz Podgórski.
Piast może nie ma tak dobrze technicznie wyszkolonych zawodników jak Karabach, ale za to góruje nad rywalami wzrostem. To ma znaczenie, szczególnie przy stałych fragmentach gry, a wykorzystując ten element, gliwiczanie wygrali w lidze sporo spotkań.
Atutem gospodarzy ma być to, że są w swoim kraju, przyzwyczajeni do morderczego wręcz dla Polaków klimatu. Będą mieli za sobą doping kibiców i większe doświadczenia. Marcin Brosz nie widzi tu jednak problemu – Są różnice w pogodzie miedzy naszym krajem a Azerbejdżanem, dla nas jednak to nie jest utrudnienie. Wiedzieliśmy jaka tutaj panuje temperatura i wilgotność i do tego się przygotowaliśmy, więc nie uważam, że jest to atut dla gospodarzy – komentuje trener Piasta.
Za Azerbejdżanami przemawia też to, ze maja za sobą dwa mecze o stawkę. Zespół z Agdam dwukrotnie już w ramach I rundy Ligi Europy potkał się z Metalurg Skopje, wygrywając oba te spotkania po 1:0.
W obozie Piasta, przygotowania do tego pierwszego meczu przebiegły bez większych zakłóceń. Było jedynie trochę zamieszania ze sparingpartnerami, którzy kilkakrotnie się zmieniali, ale udało się rozegrać kilka gier kontrolnych z wymagającymi rywalami. Wyniki wszystkich tych spotkań mogą napawać optymizmem, bo Piast przegrał tylko raz i to nieznacznie.
Za problem natomiast można uznać brak w bramce Dariusza Treli. Zdecydowanie nr 1 tej pozycji w ostatnim czasie jest kontuzjowany i do Baku nie poleciał. W Gliwicach niespodziewanie został też Krzysztof Król. Kandydat nr jeden na lewą obronę. Do zdrowia jeszcze nie wrócił Wojciech Kędziora, a klub nie zdążył jeszcze zakontraktować nowego napastnika.
Mimo wszystko gliwiczanie wydają się być mocniejsi niż w zeszłym sezonie. Przyszedł bardzo solidny i ograny obrońca – Csaba Horváth, nie mniej wartościowy pomocnik Łukasz Hanzel, co potwierdza Janusz Bodzioch – Zakontraktowano porządnych zawodników i na papierze wygląda to nieźle, ale ci gracze muszą jeszcze wyjść na murawę i pokazać, że w tym przypadku to co na papierze, nie różni się od tego, co w rzeczywistości – ocenia były manager klubu Okrzei.
Zarówno Hanzel jak i Horváth, pewnie dziś zadebiutują w niebiesko-czerwonych barwach. Marcin Brosz ma jeszcze w składzie utalentowanego Patryka Dytko, wychowanka Borussii i oczywiści całą grupę sprawdzonych w boju zawodników. Atutem gliwiczan będzie więc zrozumienie, zgranie i wiara we własne możliwości.
Puchary mają też do siebie, że rządzą się swoimi prawami. Nawet dwubramkowa porażka nie przekreśli szans gliwiczan na awans do następnej rundy. Ważne, aby zdobyć gola na wyjeździe, który w tych rozgrywkach jest ceniony podwójnie. Oczywiście jeszcze lepiej wygrać i w radosnych nastrojach oczekiwać na rewanż.
Opracowanie Grzegorz Muzia/cyt za sportlaski.pl.piast-gliwce.eu





















