W ostatnich dwóch latach na zakończenie sezonów zarówno kibice jaki zawodnicy Piasta przeżywali prawdziwą huśtawkę nastrojów spowodowaną niepewnością, kto będzie lub nie grał w następnym sezonie w niebiesko-czerwonych barwach. Na szczęście, klubowym władzom i trenerom Piasta sprzyjała sytuacja na piłkarskim rynku.
Finansowy kryzys, który również dotarł do klubów, brak sukcesów na międzynarodowej arenie reprezentacji Polski, wszystko to spowodowało zmniejszeniem zainteresowania piłkarzami, a co za tym postępuje, spadek ich wartości i wymagań kontraktowych. M.in. dzięki temu rok temu z klubu nie uciekli Wojciech Kędziora, Tomasz Podgórski, Łukasz Krzycki czy Ruben Jurado. Z pierwszą trójką zresztą już wtedy zawarto nowe, długie już, bo trzyletnie kontrakty. Wciąż jednak Piasta nie było stać na zatrudnienie klasowych, krajowych zawodników.
W tej sytuacji po raz kolejny wzmocnień, albo jak kto woli uzupełnień poszukano za granicą. Ściągnięto nieznanych, ale obiecujących graczy. Kadrę uzupełnili też młodzi, perspektywiczni zawodnicy, którzy zostali wypożyczeni z innych klubów. Taką sytuację trudno było wciąż nazwać komfortową. Budowany naprędce i trochę chaotycznie zespół przez ekspertów skazywany był na walkę o utrzymanie. Z upływem czasu okazało się jednak, że transfery zagraniczne , przynajmniej w części okazały się trafione, a polskie wypożyczenia, szczególnie w przypadku Oleksego czy Zbozienia, to były strzały w przysłowiową dziesiątkę.
Zespół prowadzony przez Marcina Brosza zadziwił wszystkich, plasując się na koniec rozgrywek na czwartym miejscu, które dało prawo gry w europejskich pucharach.
Taki system może się sprawdzić jednak tylko przez okres przejściowy. Dobrzy piłkarze, jak zresztą wszyscy dobrze wykonujący swoją robotę pracownicy, chcą nie tylko przyzwoicie zarabiać, ale i mieć gwarancję zatrudnienia.
Przy Okrzei musiała się więc zmienić filozofia zatrudnienia zawodników. Tego lata zwrot jednak nastąpił o 180 stopni, bo z każdym, praktycznie nowym zawodnikiem zawarto trzyletnie umowy. Długość kontraktu nie jest tu bez znaczenia zarówno dla piłkarza jak i klubu. Piłkarze schodzą z finansowych oczekiwań na rzecz właśnie dłuższych umów, a w Piaście przyjęto zasadę, ze zasadnicze pensje podstawowych graczy nie będą przekraczać 25 zł brutto. Wypracowanie więc pewien płacowo-terminowy kompromis. Umowa na dłuższy okres oznacza też, że można na piłkarzu zarobić, jeśli ten będzie się wybijał.
Każdy kij ma jednak dwa końce. Nie wszystkie transfery będą trafione, to rzecz tak pewna, jak to, że po nocy przychodzi dzień. Wtedy rozstania są bolesne, szczególnie dla klubu pod względem finansowym oczywiście. Taką politykę stosowała swojego czasu Polonia Warszawa, w konsekwencji czego powstał słynny „Klub Kokosa” do którego trafiali gracze z ważnymi kontraktami, ale nie chciani w kadrze przez trenera lub właściciela klubu.
Mimo wszystko nowo przyjęty system wydaje się być lepszym rozwiązaniem niż poprzedni, szczególnie, że klub krzepnie pod względem organizacyjnym i finansowym.
Zmianę myślenia zapowiada też Marcin Brosz – Chcemy wrócić do śląskich korzeni Piasta, dlatego w tym okienku pozyskaliśmy urodzonego w Świętochłowicach Patryka Dytko, Kamila Wilczka z Wodzisławia, Krzysztofa Króla z Radlina i Łukasza Hanzela z Cieszyna. Od początku mówiłem, że mój pomysł na klub to fundament mocno osadzony w regionie. Od obcokrajowców nie uciekam, ale szukamy takich, którzy dodadzą nam jakości – mówi w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego trener Piasta.
Takie podejście trenera można tylko pochwalić, ale brakuje nam jeszcze deklaracji, że będą dostawać szansę gry w pierwszym zespole wychowankowie Piasta. Gliwicka młodzież , szkolona przez miejscowych trenerów, to nie są chłopcy do bicia o czym świadczy niedawny sukces w „Coca Cola Cup” juniorów. Z niecierpliwością czekamy teraz na wyniki podjętych działań i zobaczymy czy nowe rozwiązania przyniosą oczekiwany efekt, jakim są zadowalające wszystkich wyniki. .
Grzegorz Muzia






















Bardzo mądry i wyważony komentarz, bez osobistych wycieczek. Brawo Panie Grzegorzu!!!. Takie samo mam odczucie, podejrzewam inni też. Jestem za podpisywaniem kontraktów co najmniej 3-letnich. Jest to ryzyko, ale też większy komfort dla szkoleniowców.
Więcej takich artykułów.
P.S
Czeski błąd w artykule :”przekraczać 25 zł brutto”. Pewnie mówimy o tysiącach.
pozdrawiam
Witam !
Też uważam, że trzeba dawać szansę tym młodym chłopcom z Gliwic. Może wreszcie ktoś z Gliwic dostanie sie do kadry.
Pozdrawiam.
Pod względem finansowym nawet opłaca się inwestować w młodzież. Wiadomo,że będą tańsi i mniej wymagający finansowo od graczy co grali w nie jednym klubie. Dla tego dziwi mnie,że w Gliwicach oprócz szkółki dla najmłodszych prowadzonej przez Kaszowskiego nie ma jeszcze jednej takiej profesjonalnej jak maja np kluby w Niemczech. Każdy kręci nosem na Niemców a trzeba przyznać,że ich wieloletnia inwestycja w młodzież się opłaciła. Jeżeli ktoś naprawdę interesuje się piłką niech przejrzy składy Niemieckich klubów i sprawdzi ilu Reprezentantów kraju gra w Bundeslige.