Sobotnie starcie Piasta z Podbeskidziem, to przede wszystkim walka o ligowe punkty, których pożądają zarówno w Bielsku jak i w Gliwicach, choć z innych powodów. Górale walczą o ekstraklasowy byt, niebiesko-czerwoni o prawo gry w eliminacjach do europejskich pucharów. Temu pojedynkowi można przypisać kilka podtekstów, albo jak kto woli smaczków. W tle pojawia się nawet słowo korupcja.
Na pierwszy plan wysuwa się sylwetka Marcina Brosza. Obecny trener Piasta w latach 2007-2000 prowadził Podbeskidzie. Nie wiele mu zabrakło, aby wywalczyć wtedy awans do Ekstraklasy – Przecież gdyby nie minusowe sześć punktów, awans byłby nasz. To najlepszy trener w historii Bielska-Białej” – wspomina dziś na łamach „Sportu” jego pracę – Jerzy Wolas, były prezes Podbeskidzia.
Brosz, jako trener Górali, w sezonie 2007/08 „pomógł” też Piastowi w wywalczeniu, pierwszego, historycznego awansu do Ekstraklasy. W ostatniej kolejce tamtego sezonu, prowadzone przez niego Podbeskidzie, pokonało Znicz Pruszków 1:0. Gdyby nie ta wygrana, to zespół z Pruszkowa w następnym sezonie grałby w elicie. Brosz już jako trener Piasta wrócił na Rychlińskiego, a było to w maju 2011 roku. Tamten mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Teraz taki rezultat nie byłby dla żadnej z drużyn pożądanym wynikiem.
W sobotę z pewnością chciałby zagrać Adrian Sikora. W poprzednim sezonie napastnik ten reprezentował klub z Bielska. W trakcie rozgrywek został jednak przesunięty do rezerw. Przygarnął go Piast, a w zasadzie Bogdan Wilk, obecny manager Piasta, Sikora jednak ma małe szansę na występ w Bielsku. Ostatnio bowiem nie łapie sie nawet do zespołu Młodej Ekstraklasy.
Wilk jeszcze niedawno pełnił funkcję drugiego trenera Podbeskidzia. Po prawie pięciu latach pracy w Bielsku został nagle zwolniony – Przez cztery i pół roku pracowałem w Podbeskidziu. Zaczynałem jeszcze za trenera Krzysztofa Tochela, później pomagałem Marcinowi Broszowi i Robertowi Kasperczykowi. Wydaje mi się, że czas, w którym byłem w klubie, był dla niego najlepszy w historii. Z trenerem Broszem pasmo sukcesów, nie licząc jednego sezonu. Z obecnym szkoleniowcem najpierw utrzymanie w lidze, później awans do ekstraklasy. I teraz po siedmiu kolejkach muszę odejść. Jestem podłamany… – mówił we wrześniu 2011 roku dla Sportu Śląskiego Bogdan Wilk. Dodajmy, że Wilka do Piast ściągnął Brosz.
Kibice z Bielska do dziś nie mogą wybaczyć zarówno swojej drużynie, jak i gliwiczanom porażki odniesionej w maju 2004 roku. Piast, który walczył wtedy o utrzymanie w II lidze, wygrał na Rychlińskiego 3:0. Potem w kontekście tego pojedynku pojawiły się korupcyjne oskarżenia że mecz ten był ustawiony.
W grudniu 2012 roku funkcję prezes Podbeskidzia objął Wojciech Borecki, były bramkarz, a w 2004 roku trener Piasta. W Gliwicach rezygnowano z jego usług zaledwie po dwóch miesiącach, choć wyniki miał nie najgorsze. Borecki miał wtedy żal do szefów klubu z Okrzei za tą dymisję. Zespół po nim przejął Jacek Zieliński.
Na koniec podtekst nie związany bezpośrednio z Piastem, ale z ligą. Podbeskidzie w rundzie jesiennej spisywało się bardzo słabo, przegrywając prawie wszystkie mecze. Wiosną natomiast bielszczanie niespodziewanie pokonali, i to w przekonywujący sposób, zarówno Górnika Zabrze jaki i Ruch Chorzów. W środowisku kibicowskim i piłkarskim, po tych wynikach, zaczęła krążyć informacja, że zawiązała się śląska spółdzielnia, która za cel postawiła sobie spuścić z ligi Pogoń Szczecin, z uratować Podbeskidzie. Piast wygrywając lub choćby remisując w sobotę sprawi, że plotka ta umrze śmiercią naturalna, w co mocno fani z Okrzei wierzą.
Opracowanie: Grzegorz Muzia






















No to chyba zapomnieli Ruchowi powiedzieć o tej „spółdzielni”… A ten mecz w 2004 roku był cuchnącą szwindlem parodią sportu, co z bólem przyznaję, jak naoczny świadek.