W sobotę Piast zmierzy się z Legią. Dla obu drużyn będzie to 24. w tym sezonie pojedynek o ligowe punkty. Faworyt jest jeden i chyba nawet nie trzeba mówić, że jest nim drużyna z Łazienkowskiej. Podopieczni Jana Urbana są na wysokiej fali. Wiosnę wprawdzie zaczęli od porażki i remisu, ale w kolejnych spotkaniach wygrywali w mniej lub bardziej efektowny sposób. Legioniści nastrzelali już rywalom 38 goli, najwięcej w lidze. Stracili 21 bramek, co dla odmiany nie jest najlepszym rezultatem. Solidniejszą defensywę ma Lech. Jakimi argumentami może posłużyć się więc Piast w starciu z takim potentatem?
Przede wszystkim wiara we własne możliwości i to, że można Legię pokonać. Już jesienią w paszczy lwa, bo na Łazienkowskiej, gliwiczanie prowadzili 2:0 i gdyby nie proste błędy w defensywie, może by i podopieczni Marcina Brosza wracali do domu przynajmniej z punktem. Na obronę jednak w sobotę nie ma co liczyć. Ta formacja, nawet jeśli gra w swoim optymalnym składzie, to i tak popełnia sporo błędów.
Gospodarzom w grze obronnej będzie więc potrzebne szczęście, tak jak to miało miejsce w pojedynku z Lechią Gdańsk, kiedy to goście seryjnie marnowali okazje na pokonanie golkipera z Gliwic lub fart przy egzekwowaniu rzutów wolnych (mecz z Wisłą Kraków). Ważne jest też, aby formę z tych raptem niedawno rozegranych spotkań odzyskał Dariusz Trela. Ostatnio tak chwalony bramkarz minimalnie, ale obniżył loty.
Drużynie powinien też pomóc stadion. Wiemy już, że na trybunach zasiądzie komplet widzów. Z tego 9 tysięcy będzie wspierało gospodarzy. Niesieni takim dopingiem niebiesko-czerwoni wojownicy powinni mieć dodatkową motywację. Trzeba też liczyć, ze Ruben na ten mecz powróci do swojej optymalnej dyspozycji i będzie zagrywał do Marcina Robaka, tak jak to czynił , gdy na murawie przebywał wcześniej Wojciech Kędziora czy potem Tomas Docekal. Jeśli Hiszpan nie podaje, to bramkowych sytuacji jest znacznie mniej. Jeden Podgórski to za mało, by pokonać Legię. Ataki trzeba odpierać daleko przed linią pola karnego. Każde zbliżenie się napastników Legii w pobliże bramki gospodarzy, będzie bowiem pachniało golem.
Innych argumentów gospodarzy trudno się doszukać, ale kto by przypuszczał jeszcze kilka dni temu, że Borussia w drobny mak rozbije Real, a Lewandowski strzeli cztery gole? Może taki cud zdarzy się w sobotę nad Kłodnicą
Grzegorz Muzia






















Nie, nie stanie się. O tym, że nie chcemy walczyć o puchary powiedział już Dudek i była to jednoznaczna wypowiedź (pewnie w imieniu klubu ). Puchary to dla wielu polskich klubów niepotrzebne koszty ( podróży itd. ) i jak widać wiele drużyn odpuszcza pod koniec sezonu.