Zima nie odpuszcza

Tak długo trzymającej zimy nie pamiętają nawet starsi kibice o trenerach już nie wspominając  – Nie przypominam sobie, żebym jako zawodnik czy teraz trener spędzał Święta Wielkanocne w aurze Świąt Bożonarodzeniowych” – mówi dla oficjalnej strony klubu Wisły – Tomasz Kulawik, szkoleniowiec Białej Gwiazdy.

Rzeczywiście, mimo że mamy już dawno kalendarzową wiosnę, to codziennie boiska zasypywane są kolejną porcją białego puchu, i w konsekwencji na południu Polski wszystkie naturalne murawy, które nie posiadają podgrzewania, nie nadają się  do trenowania.

Daleki, zagraniczny wyjazd na tak krótki okres też w rachubę nie wchodzi, a nawet na Węgrzech zima też jeszcze panuje. W tej sytuacji drużyny są zmuszone do korzystania ze sztucznych nawierzchni. Zarówno Wisła jak i Piast dysponują dostępem do takich obiektów. W Krakowie mają nawet ten mały komfort, że  sztuczna murawa  przykryta jest  balonem. Piast trenuje w Kamieniu, pod chmurką.

Oba zespoły będą miały jednak okazję, przynajmniej  choć raz przed niedzielnym meczem  pobiegać po naturalnej nawierzchni, na swoich głównych płytach. Tych jednak też nie można zbyt intensywnie eksploatować, aby nie uległy zniszczeniu. Ta w Gliwicach była ostatnio nawet intensywniej eksploatowano, bo w środę grały tam reprezentacje, a w sobotę odbył się mecz ligowy.  Mimo to bardziej narzekają w Krakowie – Taka pogoda bardzo komplikuje nam przygotowanie do niedzielnego meczu z Piastem Gliwice. Zawodnikom aplikujemy inne niż zaplanowane jednostki treningowe. Potem, by zagrać mecz, wychodzimy na normalną murawę, taką jak w Gdańsku, wówczas braki w rozegraniu stają się widoczne. Piłka wręcz nam przeszkadzała – dodaje trener Kulawik.

Gdy się nie da trenować, to można zmienić styl gry. Zawodnicy Piasta dla przykładu  w ostatnich meczach nie kombinują zbytnio z piłką. Przyjęli prostą taktykę, czyli kop jak najdalej do przodu i może coś z tego będzie. Jak się okazuje, przynosi to efekty. Wygrana z Pogonią i Lechią, remis z Jagiellonią, a gdyby był wykorzystany rzut karny, to nawet byłoby zwycięstwo.

Narzekamy, ale jeszcze w  trudniejszych  warunkach miał już okazję ćwiczyć bramkarz Wisły – Sergei Pareiko. który grał na Nizinie Zachodniosyberyjskiej.  – Do Tomska przyleciałem pierwszy raz w maju. Na zewnątrz było minus sześć stopni Celsjusza i dużo śniegu. Mógłbym te warunki porównać do tych, które panują obecnie w Krakowie. Jednak Tomsk jest miastem syberyjskim, świadomość tego pozwalała łatwiej znosić panujące tam warunki, tutaj zaś powoli staje się to trudne do udźwignięcia, zwłaszcza bramkarzowi, który w czasie meczu głównie stoi między słupkami. – opowiada  krakowski bramkarz.

Warunki jednak są porównywalne dla obu ekip. Dlatego też drużyna, ktora w niedzielę nie spełni oczekiwań trenerów i kibiców nie będzie mogła zwalać winy na pogodę.

Opracowanie własne/wisla.krakow.pl

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze