Drużyna Piasta Gliwice lubi grać seriami, a przynajmniej tak było jesienią, jak słusznie zauważa redakcja oficjalnej strony klubu z Białegostoku. Pomiędzy 31 sierpnia, a 1 października gliwiczanie wygrali cztery mecze z rzędu. Najpierw wyższość niebiesko-czerwonych musiało uznać „trio z północy” Pogoń (1:0), Lechia (2:1), Jagiellonia (2:0). Potem w Gliwicach popłynęła Wisła (2:0). Potem niestety nastąpiła czarna seria, czterech porażek z rzędu. Przełamanie przyszło w meczu ze Śląskiem Wrocław.
Pierwszy remis bezkompromisowo grający Piast zanotował tuż przed zakończeniem pierwszej części sezonu w starciu z Polonią Warszawa. Drugą część sezonu gliwiczanie zaczęli podobnie, choć nieco lepiej, bo nie dali sie ograć Zagłębiu Lubin.
Jagiellonia odwrotnie. Białostoczanie albo wygrywają, albo przegrywają. Podopiecznym Hajty nie udało się jeszcze wygrać dwóch spotkań z rzędu, ale podobno tym razem ma być inaczej. – Wierzę, że w końcu uda nam się złapać dobrą serię i uda się wygrać kilka meczów z rzędu. Naprawdę ciężko pracujemy, nie można się tłumaczyć kontuzjami i nieobecnością takich zawodników jak Nika Dzalamidze, Ugo Ukah czy Dawid Plizga. W Gliwicach musimy zrobić wszystko, żeby wygrać, nie widzę innego rozwiązania. Piast to na pewno drużyna, którą w normalnej dyspozycji jesteśmy w stanie pokonać. – deklaruje trener Białostoczan.
Cóż ma innego powiedzieć Tomasz Hajto. W końcu „Jaga” to nie San Marino, której to reprezentacji zawodnicy cieszą się, gdy przegrywają mniej niż 0:5. Nie tylko jednak statystyki, ale i inne czynniki wskazują jako faworyta tego pojedynku na Piasta.Własny stadion, wsparcie kibiców, a co ważne zespół Marcina Brosza nie musi pokonywać 500 km, aby rozegrać mecz.
Opracowanie własne/Jagiellonia.pl





















