Jagiellonia tej wiosny gra wyjątkowo chimerycznie przyprawiając swoich kibiców do arytmii serca. Podopieczni Tomasza Hajto potrafili przegrać 0:4 z przedostatnim zespołem w tabeli, by już w następnej kolejce pokonać na wyjeździe faworyzowanego Górnika 2:1. W kolejnym spotkaniu znów drużyna z Podlasia przegrywa i to z ekipą z którą sąsiaduje w tabeli, by tydzień później pewnie pokonać wciąż wysoko notowaną Polonię Warszawa 2:0. Do tego starcia drużyna przygotowywała się na specjalnym zgrupowaniu za które zapłacili sami zawodnicy.
– Ciężko powiedzieć, czy to pomogło, ale jeśli zagraliśmy na zero z tyłu to pewnie te kilkudniowe zgrupowanie miało znaczenie. Mecz dobrze nam się ułożył, bo już na początku strzeliliśmy bramkę, a jeśli my otwieramy wynik to najczęściej wygrywamy spotkania. Tak też się stało – tłumaczy Maciej Gajos, współautor gola w tym meczu dla Jagi.
Trenerzy Piasta też lubią zgrupowania. Gliwiczanie w tym tygodniu gościli na Węgrzech, ale za ich zagraniczny pobyt zapłacił klub. Tyle, że akurat wojownicy z Okrzei zasłużyli na taki dar, bo wygrali dwa ostatnie mecze, a za dobre wyniki należy się nagroda.
Opracowanie własne/Kurier Poranny
Foto: Kurier Poranny






















Za Węgry zapłacił Piast ale za użyczenie boisk treningowych i stadionu dla kadry Polski i Włoch zapłacił PZPN, więc w kasie klubu jeszcze kasiora została, więc nie ma co roztrząsać sprawy.