Narodowa katastrofa

Co się wydarzyło w miniony piątek, 22 marca na stadionie narodowym w Warszawie, wiedzą chyba wszyscy fani piłki nożnej.  Dla przypomnienia napiszę, że reprezentacja Polski przegrała zasłużenie z Ukrainą 1:3.  Nie był to jednak  mecz towarzyski, ale starcie o punkty w eliminacjach do Mistrzostw Świata. Porażka ta nie przekreśla całkowicie szans biało-czerwonych na wyjazd do Brazylii, ale mocno je ograniczyła. Za tą przegraną gromy spadły na piłkarzy, na trener Fornalika też. Czy jednak słusznie, przeanalizujmy?

 

Zawodnicy z pewnością wyszli na boisko z zamiarem wygrania tego starcia. Takie były zapowiedzi i plany. Boisko brutalnie jednak zweryfikowało te zamierzenia. Konsekwencją porażki nie będzie tylko strata oczek i miejsca w tabeli. Prawie pewne jest, że cześć wkurzonych  brakiem oczekiwanego sukcesu kibiców nie pojawi się za tydzień na stadionach ekstraklasy, nie zasiądzie przed telewizorami zrażona miernotą, którą zobaczyli w piątkowy wieczór na najnowocześniejszym stadionie środkowej Europy.

Niestety smutne to jest, ale poziom naszych rozgrywek ligowych odzwierciedla to, co gra reprezentacja, ba nawet jest gorzej, bo przecież   kadrę tworzą głównie zawodnicy występujący  w zachodnich klubach, silniejszych ligach. Mimo to nie dali rady Ukraińcom, którzy na co dzień grają w swojej, narodowej lidze.

Nie piszę tych słów jednak, aby się wyżalić, czy rozładować złość po porażce, tylko po raz kolejny zwrócić uwagę, że kierunek, które przez lata tolerował PZPN i obrało większość polskich klubów pierwszoligowych i  ekstraklasy, w tym i Piast, to droga do  sportowej miernoty.

Dlaczego tak się dzieje?
Popatrzmy po raz kolejny na kadry drużyn. Znaczna część, czasem nawet i połowę tworzą je zawodnicy z obcym paszportem. Nie są to jednak gracze, którzy w swoich krajach osiągnęli sukces, a wręcz przeciwnie. Często nie łapali się nawet do składu ekip  w których występowali. Polska liga jednak ich przygarnęła, zapewniła opiekę, pensję, a co jest najbardziej szokujące, część z nich stała się gwiazdami. Przerażające, bo to oznacza, że nie ma w kraju, w którym mieszka 38 mln ludzi, a piłkę uprawia setki tysięcy chłopaków, kilkunastu zdolnych Polaków, którzy mogli stworzyć drużynę potrafiącą bez wsparcia zza granicy osiągać sukcesy, choćby nakrajowym podwórku.

A może są, tylko nikt nie jest zainteresowany ich konsekwentnym, mądrym i mozolnym wdrażaniem do dorosłego futbolu. Łatwiej i  taniej  przecież jest sprowadzić  Czecha czy Słowaka z III ligi, albo kogoś z Afryki, choć ci zaczynają się cenić.

Nie po raz pierwszy zadam to pytanie. Kto jest zainteresowany promocją wychowanków? Powinien być klub, bo może na nich zarobić, sprzedając ich np. do ligi ukraińskiej.  Niby tak, ale konsekwentnie i z uporem maniaka wręcz zarządy , trenerzy, managerowie lansują zagranicznych graczy. Tłumaczeniem najczęściej jest to, że są tańsi, a często lepsi. Kibicom  to nie przeszkadza. Dla nich najważniejsze jest zwycięstwo swojej drużyny w danym momencie.

Tyle tylko, że nawet jeśli oglądamy wygrane ukochanej drużyny, to te zwycięstwa osiągane są w stylu nie zasługującym na słowo profesjonalizm. Dalego wstecz nie trzeba sięgać. Przypomnijmy sobie ostatni mecz Piasta z Lechią. Gdańszczanie urządzili koncert nieskuteczności i nieporadności niegodny ekstraklasy. Gliwiczanie zagrali mądrzej, dzięki czemu wygrali, ale wszyscy byli zgodni, że gra Piasta daleka była od tego, co można nazwać futbolem.

Podobnie zresztą było i w innych meczach. Za katastrofę należy uznać, jeśli trener drugiej w tabeli drużyn, która bezbramkowo zremisowała  z ostatnią ekipą ligi, mówi, że to było to  jedno z najtrudniejszych spotkań dla jego podopiecznych w tym sezonie.

Za dwa miesiące ktoś zdobędzie mistrzostwo Polski, ktoś zagra w eliminacjach do europejskich pucharów. Będą nadzieje i za chwilę rozczarowanie, bo cud się nie stanie. Czas najwyższy dawno już minął, aby to zmienić. Teraz trzeba radykalnych i nieszablonowych działań.  Miejmy nadzieję, że Zbigniew Boniek, niedawno wybrany prezes PZPN, który już przyznał, że ciężko będzie awansować do Mundialu, zmieni to, że w polskiej lidze już wkrótce będą grali głównie młodzi, zdolni Polacy, a jeśli będą pojawiać się obcokrajowcy, to  naprawdę będą to ponadprzeciętni piłkarze.

Dla przykładu, jak to się robi we Włoszech
Seria „A” wciąż pozostaje jedną z najmocniejszych lig świata, a w tamtejszych   drużynach większość stanowią zawodnicy urodzeni w Italii. Stworzono tam barierę zniechęcającą do zatrudniania przeciętniaków zza granicy, zgodną z prawem unijnym i krajowym. Jeśli klub chce zatrudnić piłkarza zza granicy, to musi zawrzeć z nim kontrakt na sumę nie mniejszą niż 400 tys. Euro rocznie.  Rozwiązanie proste i skuteczne, aby odrzuć piłkarski szrot już na wstępie.

Zdaję sobie sprawę, że w przypadku polskiej piłki, kiepscy gracze  z innych krajów  to nie jedyny problem, ale jeśli nie stworzy się długofalowego planu i systemu stawiającego na klubowych wychowanków, czy absolwentów tzw. piłkarskich akademii, to oglądając mecze  naszej reprezentacji czy polskich drużyn,  będziemy nie tylko się wściekać, ale i zrażać do tego, by zasiadać przed telewizorami lub przychodzić na stadiony.

Grzegorz Muzia

3 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Czytelnik

To jest najmądrzejszy artykuł jaki kiedykolwiek został przeze mnie przeczytany. Zgadzam się w 100%.

Czytelnik

Przepraszam, korekta: jaki kiedykolwiek został przeze mnie przeczytany na tej stronie.

replay

Nie czytałem jeszcze w życiu takich bzdur