Toporna dyskusja

O tym, że poziom rozgrywek polskiej ekstraklasy jest coraz niższy, nikogo już chyba nie trzeba przekonywać. Widać to nie tylko po tym, jak ekstraklasowi gracze często  nie potrafią po prostu przyjąć piłki czy celnie podać, ale też i po frekwencji. Systematycznie spada liczba widzów na trybunach. Do kiepskiej  gry zespołów, dobrą minę robią  marketingowcy i ludzie, którzy żyją z komentowanie polskiego futbolu, puszczając w eter informacje, że przynajmniej jest ciekawie.

I rzeczywiście zarówno na murawie, na trybunach,  jak i po meczach jest coraz barwniej. Zaskakujące wyniki, zwycięstwa drużyn „gorszych”, porażki pewniaków do miejsc medalowych.  Zawodnicy prześcigają się  w szukaniu określeń na udane i nieudane zagrania. Trenerzy natomiast, jeśli nie muszą liczyć się ze słowami, gdy obok siedzi szkoleniowiec drugiej drużyny też mówią, co im leży na sercu. Taki przykład mieliśmy na ostatniej konferencji prasowej, która odbyła się na Okrzei. Bogusław Kaczmarek zwalił winę za przegraną na Piasta za to, że ten grał topornie. Marcin Brosz bronił się, że nie ma w składzie takich zawodników, jak grają w  Barcelonie, więc wirtuozerii kibice nie zobaczą. Na tym jednak dyskusja się nie zakończyła, tyle z klubowego budynku przeniosła się na łamy mediów.

We wtorek temat kontynuje Dziennik Sport  w którym czytamy :

– Piast Gliwice nas niczym nie zaskoczył, grał toporną piłkę. Rzuty z autu i rożne, generalnie stałe fragmenty – to była cała jego gra. Sytuacji stworzyliśmy sobie tyle, co w trzech – czterech wcześniejszych spotkaniach, bo po każdej lepiej dogranej przez nas kontrze pachniało bramką. Gdybyśmy objęli prowadzenie, gospodarze przegraliby dwoma – trzema bramkami – powiedział na konferencji  prasowej Bogusław Kaczmarek, szkoleniowiec Lechii.

Gra toporna, oparta jedynie na stałych fragmentach? Zarzut na tyle poważny, że nie sposób przejść obok niego obojętnie. Nasuwa się więc pytanie: słowa Kaczmarka były trzeźwą oceną boiskowej niesprawiedliwości czy jednak tylko frustracją z powodu porażki? – Trudno byłoby zdobyć 29 punktów, grając toporną piłkę – tak na słowa opiekuna gości zareagował – jeszcze „na gorąco” – Marcin Brosz, a Dariusz Dudek, drugi trener Piasta, dodaje: – Jeśli nazwalibyśmy naszą grę w ten sposób, to postawę Lechii musielibyśmy określić jeszcze gorszym słowem, bo wynik odzwierciedla to, co działo się na boisku. Ale nie chodzi o to, by się sprzeczać. Trener Kaczmarek to bardzo doświadczony szkoleniowiec, który potrafi się barwnie wypowiadać, i tak to zostawmy, bo z tym, że zagraliśmy topornie, na pewno się nie zgadzamy. Przede wszystkim natomiast cieszymy się z tego, że w tak ważnym dla nas meczu udało się nam zgarnąć komplet punktów. Po prostu szukamy pozytywów.

Skoro więc obydwie strony mają zupełnie odmienne zdania, o szukanie w poczynaniach Piasta Gliwice tychże pozytywów zapytaliśmy jeszcze człowieka „z zewnątrz”, Remigiusza Jezierskiego. – Do słów trenera Kaczmarka – przynajmniej w jakimś stopniu – mogę się przychylić. Zwłaszcza że pamiętam Piasta z rundy jesiennej, kiedy to w wielu meczach jego linia pomocy – z kreatywnym Mariuszem Zganiaczem – wyglądała naprawdę bardzo dobrze. W poniedziałek z kolei było inaczej. Nie chcąc ryzykować strat w środku pola, obrońcy często pomijali pomocników, grając długie piłki bezpośrednio do napastników, a to nie jest najbardziej efektowna metoda – zauważa były piłkarz m.in. Ruchu Chorzów, a dziś ekspert stacji Canal Plus.

Trudno też oprzeć się wrażeniu, że choć w dyskusji tej pada tylko nazwa Piasta Gliwice, to w rzeczywistości odnosi się ona do większości klubów ekstraklasy. Jeśli bowiem pojawia się tak negatywna ocena gry szóstej drużyny ekstraklasy (i piątej w tabeli wiosny), o tych, którzy plasują się za nią, świadczy to – delikatnie rzecz ujmując – nie najlepiej. – Coś w tym jest. Oczywiście, ja też bym chciał, żeby polskie zespoły grały piłkę ładną dla oka, ale. zbyt długo byłem w środku tego piekiełka, by nie wiedzieć, jak ono funkcjonuje. Presja na trenerów jest ogromna, a dobra gra, ale nie poparta wynikiem, doceniona nie będzie. Zwłaszcza że w naszych klubach nie brakuje prezesów, którzy na piłce tak naprawdę się nie znają. Dla nich wyznacznikiem tego, jak w danym meczu zaprezentował się zespół, jest tylko wynik. Stąd trenerzy często wybierają najprostsze i jednocześnie najmniej ryzykowne środki. Zresztą, w poniedziałek taktyka Lechii, bazująca na kontrach, specjalnie finezyjna również nie była. – wskazuje Jezierski.

źródło: Dziennik Sport

1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Kibic

Gdyby w Polskiej piłce były pieniądze takie jak w Ligach Niemieckich,Angielskich,Hiszpańskich czy Włoskich to sprawa była by prosta. W Polsce są piłkarze utalentowani ale uciekają za granice bo tam dostana nawet 3/4 razy więcej niż w Polsce. Więc niestety jak wszyscy chcą poziomu jak w tych Ligach to musi się coś zmienić. A puki co kibice zwłaszcza Piasta nie powinni wybredzać tylko jak maja taka możliwość chodzić na mecze w końcu gramy o coś więcej niż tylko utrzymanie. W 1 Lige z zespołami mniej znanymi chodziło was o wiele więcej.