Na hiszpańskiej ziemi – podsumowanie zgrupowania

W poniedziałek drużyna Piasta wraca z dwutygodniowego zgrupowania w Hiszpanii. Za wyjątkiem czasem wiejącego zbyt mocno wiatru, żadnych niespodzianek pogodowych nie było. Trenerzy i zawodnicy nie mieli  więc problemu z realizacją wszystkich zaplanowanych zajęć i jednostek treningowych.  To co jednak kibiców najbardziej interesuje, to gry kontrolne. Gliwiczanie rozegrali sześć sparingów i niestety żadnego nie wygrali. 

W pierwszym meczu w Hiszpanii rywalem Piasta był zespół z Lichtensteinu –  FC Vaduz. W spotkaniu  tym szansę pokazania się dostali prawie wszyscy zawodnicy, którzy pojechali na zgrupowanie. Pojedynek  ten zakończył się bezbramkowym remisem, co można uznać za małe rozczarowanie. Vaduz bowiem na co dzień występuje w drugiej lidze szwajcarskiej i nie  należy do drużyn, które rządzą i dzielą w tej lidze.  Trzeba jednak zaznaczyć, że gliwiczanie przystąpili do tego spotkania już w drugim dniu swojego pobytu na Półwyspie Iberyjskim. Mogli więc jeszcze  nie zdążyć się  zaaklimatyzować i przyzwyczaić do dodatniej temperatury.

W drugim sparingu  Piast zmierzył się z Reprezentacja AFE. Jest to związek zrzeszający hiszpańskich zawodników, którzy czasowo pozostają bez klubu. Gliwiczanie przegrali ten mecz 1:2.   Wojciech Kędziora tłumaczył potem, że zawodnicy z AFE spokojnie poradziliby sobie w polskiej Ekstraklasie i nie należy na nich patrzeć jak na graczy, którzy nie wiedzą na czym polega gra w piłkę na wysokim poziomie.

Kolejnym rywalem naszej drużyny był czwarty zespół ukraińskiej ekstraklasy – Metalist Charków. Poprzeczka powędrowała więc wyżej, ale gliwiczanie sprawili niespodziankę, remisując 2:2. W tym przypadku trzeba Piasta pochwalić za mądrą grę i przyjętą taktykę. Nie było radosnego futbolu i wymiany ciosów,  jak to często oglądaliśmy w lidze.

Niespodzianki już nie było w starciu z Szachtarem Donieck. Mistrz Ukrainy i ćwierćfinalista Ligi Mistrzów dał gliwiczanom prawdziwą lekcję futbolu. Porażka 0:3 była najmniejszym wymiarem kary, ale trzeba też wyraźnie zaznaczyć, że niebiesko-czerwoni  też mieli okazje na strzelenie gola.  Sportowo  mecz może nie wyszedł, ale marketingowo miał ogromny oddźwięk. Większość europejskich agencji sportowych odnotowało fakt, że Piast zagrał z Szachtarem. Po raz pierwszy więc poza granicami naszego kraju pojawiła się nazwa klubu z Okrzei w tak szerokim wymiarze.

Następnym sparingpartnerem Piasta był hiszpański trzecioligowiec – CD Alcoyano. Zespół Marcina Brosza prowadził już 2:0 i wydawało się, że pewnie wygra to starcie, ale w drugiej połowie  miejscowi strzelili dwa gole, oba z rzutów karnych. Tłumaczenia, że jedenastki były wątpliwe nie powinny mieć miejsca. Takich sytuacji trzeba unikać, a gdy prowadzi się 2:0, warto też dobić rywala, strzelając albo trzecią bramkę, albo nie dopuszczając do straty gola.

Na koniec niebiesko-czerwoni powalczyli z piątą drużyną chińskiej ekstraklasy – Dalian Aerbin. Przed meczem tak naprawdę nikt nie wiedział,  co potrafią Chińczycy. Zespół z kraju smoka okazał sie jednak wymagającym  sparingpartnerem. Remis należy uznać w tym przypadku za dobry wynik.

Pierwszy wniosek po tych grach kontrolnych  nasuwa się taki, że wciąż Piast traci za dużo bramek. W lidze, gliwiczanie nadrabiali to, strzelając sporo goli, co przekładało się na punkty. Owszem można bronić trenerów i zawodników, że to tylko sparingi i wynik nie jest najważniejszy, ale z drugiej strony, gry kontrolne są po to, aby poprawiać te elementy gry, które szwankują.

Ani razu na listę strzelców w oficjalnym meczu nie wpisał się Wojciech Kędziora. To martwi, ale miejmy nadzieję, że wiosną w lidze będzie  już lepiej.  Mile za to zaskoczył Pavol Cicman. Słowak zdobył trzy z siedmiu strzelonych przez Piasta bramek.

Bardzo cieszy również powrót do gry i formy Rudolfa Urbana. Rodak Cicmana też strzelił dwa gole, a co ważniejsze, wytrzymywał na boisku co najmniej przez 45 minut.   Zaskoczeniem było też, że treningi i to na pełnym obciążeniu wznowił już Wojciech Lisowski. Chyba wszyscy czekają na jego powrót na boisko.

Od początku zgrupowania trenerzy wystawiali w obronie Marokończyka „Mido” i pozyskanego z LZS Piotrówka, gracza rodem z Ghany – Franka Adu Kwame. Czy przekonali do siebie trenerów, zobaczymy już niebawem, gdy rozpoczną się rozgrywki.  Generalnie jednak gra w obronie wciąż pozostaje piętą achillesową Piasta.

Grzegorz Muzia

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze