Jedną z największych niespodzianek minionego tygodnia był powrót do treningów i do gry Wojciecha Lisowskiego. Jeszcze kilka dni temu wypożyczony z Legii Warszawa obrońca mówił, że będzie walczył z trenerami o to, by zabrali go na zgrupowanie do Hiszpanii, ale o normalnych treningach tylko marzył. Lekarze dali mu jednak zgodę na powrót na boisko. Zagrał nawet w grze kontrolnej przeciwko Śląskowi Wrocław.
– Radość jest wielka, bo to jest mój pierwszy mecz po tak długiej przerwie. Cieszę się że wreszcie dołączyłem do drużyny i mogę przygotowywać się do rundy rewanżowej – nie kryje radości „Lisu”.
Na jego powrót czekali nie tylko kibice, których to sympatię Lisowski zaskarbił sobie kapitalnymi uderzeniami z rzutów wolnych, ale i z pewnością trenerzy. Największy bowiem problemem Piasta w rundzie jesiennej była gra w obronie. Nie jest on jedynym piłkarzem, który w polskiej lidze borykał się z problemami sercowymi. Jesienią pauzował również Marek Saganowski, były reprezentant Polski, a teraz napastnik Legii Warszawa – Rozmawiałem z Markiem, bo on miał ten sam problem w tym samym czasie. U mnie jednak to była wada wrodzona. Kiedyś nie było takiej techniki, aby to wykryć, a teraz wyszło to przy rutynowych badaniach. Marek miał przeciążone serce, więc to zupełnie inna sprawa – tłumaczy Lisowski.
Najważniejsze w tym wszystkim jest, że Lisowski wrócił do pełni sprawności. Miejmy nadzieję, że jego problemy to już historia. Jest to młody, perspektywiczny zawodnik i dobrze by było dla niego i polskiej piłki, gdyby mógł teraz tylko kupić się na wlace o miejsce w składzie.
Opracowanie: Grzegorz Muzia
Cyt. za Orange Sport





















