W połowie grudnia w klubowym biuletynie ukazał się obszerny wywiad w którym Zygmunt Frankiewicz wyraził niezadowolenie z pracy Zarządu Piast S.A. – W tej chwili musimy skupić się na samej organizacji i zarządzaniu spółką, które nie spełnia moich oczekiwań. Będę wymagał poprawy sytuacji – powiedział prezydent Gliwic.
Wydawało sie, że będzie to tylko ostrzeżenie i doping dla Zarządu do bardziej wytężonej pracy, ale ledwie kilka dni później stanowisko prezesa stracił Józef Drabicki, a zastąpił go Jarosław Kołodziejczyk. To już była niespodzianka dużego kalibru, porównywalna do zwycięstwa Piasta nad Śląskiem Wrocław w minionej rundzie. Nawet w otoczeniu samego prezydenta, decyzja Rady Nadzorczej była zaskoczeniem.
Stołek prezesa klubu, jak zauważa Michał Trela na łamach sportslaski.pl, to najbardziej chybotliwy mebel w regionie. Trudno temu zaprzeczyć. Sternicy klubów tracą posady na Śląsku szybciej niż trenerzy. Podobnie jest i w Piaście. Jarosław Kołodziejczyk będzie trzecim prezesem od czasu utworzenia Spółki Akcyjnej, a ta raptem żyje trzy i pół roku. Średnio więc na razie, przynajmniej szef klubu w Gliwicach zmieniany jest co rok.
Sytuacja ta jednak może się zmienić, dlaczego? Krzyżanowski został prezesem, bo tak było w umowie ze Stowarzyszeniem gdy tworzono Spółkę. Przy pierwszej okazji pozbyto się go jednak. Drabicki został prezesem, by był pod ręką. Jego przygotowanie merytoryczne i fachowość nie miało znaczenia. Stracił pracę, gdy Jarosław Kołodziejczyk zapoznał się z podstawami prowadzenia klubu sportowego. Kołodziejczyk to jednak człowiek blisko związany z władzami Gliwic, a więc z dużą dozą prawdopodobieństwa będzie swoją funkcję pełnił do czasu sprywatyzowania klubu, a na to się na razie nie zanosi.
O finanse czy wiele innych rzeczy nowy prezes martwić się też nie musi, bo miasto swoich spółek córek bez opieki i wsparcia nie zostawia. Cóż takiego jest atrakcyjnego, że wszyscy chcą być prezesami Piasta? Bezdyskusyjnie są to pieniądze. Prezes spółki miejskiej ma zagwarantowane co miesiąc 12 tys. zł pensji, a i na inne profity może liczyć. Oprócz kasy niewątpliwie popularność. O klubach piłkarskich, szczególnie tych, co grają w najwyższej lidze dużo się mówi i pisze, a to świetna trampolina do zbudowania sobie ogólnie pojętej popularności. Jarosław Kołodziejczyk to przede wszystkim polityk. Do politycznego życia potrzebuje więc rozgłosu.
Są jednak wątpliwości. Do niedawna zarząd Piasta liczył dwie osoby. Aby podjąć jakąkolwiek decyzję, pod umową czy fakturą potrzebne były dwa podpisy. Z jednej strony było to hamulcem w zarządzaniu, z drugiej pozwalało zminimalizować skutki złych decyzji. Teraz dla przykładu pod każdą fakturą czy umową będzie podpisywała się tylko jedna osoba.
Oprócz pieniędzy czy splendoru jest jeszcze jedna korzyść. Kto z nas nie marzył o tym, by decydować o zarządzaniu piłkarskim klubem. Twórcy gier komputerowych wyszli na przeciw takim oczekiwaniom, tworząc dziesiątki programów o charakterze piłkarskim. Można się wcielić w rolę trenera, managera czy zawodnika. Wirtualna rzeczywistość to jednak nie to samo, co reality show, Tu się obraca prawdziwymi pieniędzmi, decyduje o ludzkich losach. Nie można zacząć gry od nowa, czy cofnąć do ostatniego zapisu.
Jaki będzie Piast, i w którym kierunku podąży pod rządami Jarosława Kołodziejczyka? To pytanie zadają sobie chyba wszyscy sympatycy niebiesko-czerwonych. Na odpowiedź musimy jednak trochę poczekać.
Grzegorz Muzia





















