Mateusz Bodzioch jeszcze trzy miesiące temu był piłkarzem Piasta. Jako jedyny z drużyny, która wywalczyła awans do Ekstraklasy nie dostał nowego angażu. Potem został również pomijany przy ustalaniu meczowej osiemnastki. To był wyraźny sygnał, że w Gliwicach go już nie chcą. Szybko jednak znalazł nowy klub, a jest nim Korona. W miniony piątek nie miał jednak udziału w wygranej kielczan, bo…
– Ostatnio leczyłem kontuzję pleców. Jeszcze nie jestem w pełni sił – wyjaśnia Bodzioch junior.
Były zawodnik Piasta, jak na razie miał okazję tylko raz zagrać w barwach Korony, kiedy to wystąpił w pucharowym meczu przeciwko Ruchowi Chorzów. W lidze wciąż czeka na swoją szansę. – Ciężko jest się przebić do pierwszego składu. Na lewej obronie gra Tomek Lisowski, a że spisuje się bardzo dobrze, trener nie ma powodów by coś tu zmieniać. Na treningach czasem trener ustawia mnie na środku obrony, ale i tu w Koronie jest kilku świetnych zawodników. Trzeba uzbroić się w cierpliwość, ciężko pracować i czekać, ale mam nadzieje, że w końcu zadebiutuję.
Korona w piątek rozbiła Piasta i to w stosunku, jakim się chyba nikt nie spodziewał – Po wynikach i miejscu w tabeli spodziewaliśmy się, że będzie dużo trudniej. Wrażenie zrobiła szczególnie wygrana na Śląsku Wrocław. My jednak u siebie też jesteśmy bardzo groźną drużyną, co potwierdziliśmy w piątek, wygrywając pewnie, i myślę że w pełni zasłużenie.
Leszek Ojrzyński w przedmeczowych zapowiedział zaznaczał, że dobrze zna się z Marcinem Broszem i Dariuszem Dudkiem. Równie dobrze rozpracował też prowadzoną przez ten duet drużynę – Cały ten tydzień był poświęcony przygotowaniom do meczu z Piastem. Wiedzieliśmy, gdzie należy uderzać. Mieliśmy grać na parę stoperów Cuerda – Polak. Trener, analizując mecz z Podbeskidziem uznał ich za najsłabsze ogniwa Piasta i się sprawdziło. Pierwszy nie wytrzymał presji, a drugi popełnił błędy, konsekwencją których były zdobyte przez nas dwa gole – zdradza Mateusz Bodzioch.
Korona bardzo szybko objęła prowadzenie. Pierwszy gol padł dokładnie w 75 sekundzie meczu. Czy to zadecydowało o końcowym wyniku? – Pierwsza bramka zawsze ustawia mecz, ale nie przesadza o wyniku. Dopiero drugi gol, który zdobyliśmy na początku drugiej połowy pozwolił nam już w pełni kontrolować sytuację – wyjaśnia obrońca.
Mimo wszystko, rozmiar wygranej Korony, albo jak kto woli porażki Piasta zaskakuje – Może i tak, ale zasłużyliśmy na te cztery gole, a mogło być ich więcej, bo jeszcze przecież poprzeczka uratowała Piasta – podkreśla Bodzioch
Piłkarzom Korony zarzuca się, ze grają ostro, często przekraczają przepisy i dzięki temu wygrywają mecze, szczególnie u siebie – Nie gramy ostro, tylko po męsku. W tym meczu, to Piast zobaczył więcej żółtych kartek i częściej falował
Mateusz Bodzioch dobrze czuje się w Kielcach, choć pierwszy raz tak daleko gra i mieszka od domu – Takie życie piłkarza. Na razie mam umowę do czerwca. Mam jednak nadzieję, że uda mi się na dłużej zakotwiczyć w Koronie, bo to dobry klub z tradycjami. Atmosfera też tu jest bardzo fajna – kończy Bodzioch.
Rozmawiał Grzegorz Muzia





















