Śląsk – Piast, analiza szans

W sobotę o godz. 15:45 na Stadionie Miejskim, ale we Wrocławiu, Piast zmierzy się z aktualnym mistrzem Polski – Śląskiem Wrocław. Po serii czterech porażek z  rzędu w głowach gliwiczan jest pewnie  tylko jedna myśl – przełamać się i obojętnie jak, ale zdobyć chocby punkt. Z takim też zamiarem do stolicy Dolnego Śląska pojechali gliwiczanie. Gospodarze, po blamażu w meczu z  Zagłębiem Lubin, pokonali na wyjeździe Pogoń Szczecin i w sobotę wyjdą na murawę z przekonaniem, że również i w starciu z Piastem, zaliczą wygraną. Czy im się to uda?

Wrocławianie w zeszłym sezonie mieli bardzo dobrą jesień i słabszą wiosnę. Nie przeszkodziło im to jednak w sięgnięciu po tytuł mistrzowski. Ten sezon rozpoczęli od porażki z Widzewem Łódź, ale w kolejnych meczach już punktowali. Włodarze klubu nie byli jednak zadowoleni ze stylu jaki prezentował  Śląsk i zdecydowali się zmienić trenera. Jak się okazało nie było to złe posunięcie. Wygrana nad silną Polonią Warszawa i zwycięstwo w Gdańsku nad Lechią, pozwoliło drużynie prowadzonej już przez Stanislava Levego doskoczyć do czołówki. Marsz ku samej górze przerwało Zagłębie Lubin, ale już w miniony poniedziałek wrocławianie zdobyli ponownie komplet punktów. 6 zwycięstw, 1 remis i 3 porażki  na razie daje im 5 lokatę w tabeli, ale do drugiego miejsca, zespół, który ma swoją siedzibę przy ul Oporowskiej traci tylko 1 punkt.

Siłą gospodarzy sobotniego starcia jest Sebastian Mila. To nieprzeciętny i mogący sam  przesądzić o wygranej piłkarz o czym przekonała się niejedna już drużyna. Śląsk zawsze też słynął z bardzo dobrej gry skrzydłami. Boczni pomocnicy i teraz są ważnymi postaciami drużyn.  Z ich strony, oprócz Mili należy spodziewać się największego zagrożenia.  Wrocławianie nie mają natomiast zbyt szczelnej obrony o czym świadczy 13 straconych goli.

Drużynę Piasta można określić jako swojego rodzaju ewenement w tym sezonie. Od początku tych rozgrywek gliwiczanie grają ładną, płynną i miłą dla oka piłkę. W czterech przypadkach przyniosło to efekt w postaci kompletu punktów. Sześciokrotnie jednak gliwiczanie schodzili z boiska pokonani. 13 zdobytych  i 17 straconych goli to bilans oczywiście gorszy od Śląska.

Ostatnie dwie porażki, to jednak głównie efekt upartego wystawiania na boku obrony Marokańczyka. „Mido” we Wrocławiu już jednak na pewno nie zagra, bo nawet tam nie pojechał. Szkoda jednak, że dopiero medialna ofensywa przekonała Marcina Brosza, aby przynajmniej na razie odpuścił sobie tego zawodnika. Jeśli  Zbozień pojawi się na murawie, to Piast może wreszcie zagrać w obronie tą czwórką zawodników, którym przez cztery mecze z rzędu udawało się nad wyraz skutecznie hamować zapędy graczy  drużyn przeciwnych. Warto chyba też wrócić do koncepcji gry z ustawionym za plecami Kędziory –  Rubenem Jurado, bo choć Hiszpan nie błyszczy już tak, jak to miało miejsce I lidze, to i tak ten warian sprawdzał się najlepiej.

Gliwiczanie nie mają zbyt miłych wspomnień, jeśli chodzi o wizyty na wrocławskich stadionach. Jeszcze wcześniej, gdy Śląsk grał na Oporowskiej, głównie wygrywał z Piastem, ale raz i to w Ekstraklasie udało się  tam ograć wrocławian.

Tym razem faworytem będzie Śląsk. Za tą drużyną przemawia w zasadzie  wszystko, ale w myśl zasady, że każda seria i ta dobra i ta zła kiedyś się kończy, zasiądziemy na trybunach Stadionu Miejskiego  lub przed telewizorami  z wiarą i nadzieją, że to wojownicy z Okrzei będą bardziej zadowoleni po końcowym gwizdku sędziego.

Grzegorz Muzia

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze