Śląsk ma w swoich szeregach zawodnika, bez którego wrocławianie nie byliby z pewnością tak wysoko w tabeli. Sebastian Mila, bo o nim mowa to jedna z gwiazd polskiej Ekstraklasy i najlepiej podający piłkarz w tym sezonie na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Jak wyliczyli statystycy, tylko w lidze Mila ma na koncie już pięć asyst, a gdy weźmiemy pod uwagę pozostałe rozgrywki w których uczestniczył Śląsk, ich liczba zwiększa się do dziewięciu.
Urodzony w Koszalinie zawodnik nie tylko otwiera kolegom drogę do bramki. Sam też zdobywa gole. W tym sezonie już trzykrotnie wpisywał się na listę strzelców w rozgrywkach ligowych i raz w Pucharze. W ostatnim meczu z Pogonią to on poprowadził Śląsk do zwycięstwa, asystując przy dwóch golach i sam strzelając jednego. Milę jest wyjątkowo
trudno zneutralizować, bo cóż można zrobić przy perfekcyjnie bitych stałych fragmentach gry,
Marcin Brosz ma jednak w swoim zespole nie mniejszy atut, którym jest Wojciech Kędziora. Gliwiczanin z krwi i kości w klasyfikacji kanadyjskiej licząc tylko , co to wydarzyło się w lidze, ma tyle samo punktów co Mila. Na to konto składają się cztery asysty i cztery gole. Jedna z tych asyst to wywalczenie rzutu karnego. „Kędi” jednak do tej pory skuteczniejszy był na własnym stadionie. Z czterech trafień, tylko jedno przydarzyło mu się na boisku rywala.
Obaj zawodnicy prezentują zupełnie inny styl gry i walory. Mila nie jest ani szybki, ani silny. Jak lubią mówić komentarzowy ma za to świetnie ułożoną nogę i wykazuje się najwyższym, piłkarskim ilorazem inteligencji. Kędziora natomiast to prawdziwy lis pola karnego, potrafiący przewidzie, gdzie wyląduje piłka, a gdy trzeba, siłą wywalczyć sobie miejsce do oddania strzału, ale bez przekraczania przepisów. Kto z tej dwójki będzie zadowolony po końcowym gwizdku sędziego? – przekonamy się o tym w sobotę.
Grzegorz Muzia





















