Matej Izvolt to razie jedyny zagraniczny zawodnik w Piaście o którym z czystym sumieniem można powiedzieć, że nie zawodzi. Był ojcem sukcesu Piasta w Gdańsku. Pomógł wydatnie w wygranej nad Jagiellonią. W meczu z Widzewem był jedynym graczem z Gliwic, któremu udawało się łatwo oszukiwać obronę gości. Do szczęścia brakowało mu tylko bramki, którą zdobył w pojedynku z Ruchem. Marne to jednak dla niego pocieszenie, bo Dariusz Trela trzykrotnie został zmuszony do kapitulacji i Piast ostatecznie przegrał z Niebieskimi 1:3.
– Chcieliśmy bardzo wygrać ten mecz i zdobyć wreszcie punkty. Zaczęliśmy dobrze, zgodnie z planem, objęliśmy prowadzenie. Ruch nie potrafił sobie wypracować żadnej sytuacji, ale skrzywdził nas sędzia, który pokazał niesłusznie czerwoną kartkę Fernando… – Od tego momentu, zdaniem Izvotla zaczęło się nieszczęście Piasta – To rozbiło naszą defensywę. Zaraz po przerwie, po stałym fragmencie gry straciliśmy bramkę. Ten gol na 1:1 był przełomowy, bo potem Ruch szybko podwyższył wynik – dodaje Słowak.
Stałe fragmenty gry przestały być mocną stroną gliwiczan, zarówno w ofensywie jak i w defensywie. W starciu z Legią też padł gol po rogu, podobnie jak i w minioną sobotę. Gliwiczanie w starciu z Ruchem wykonywali dziewięć rzutów rożnych, mieli też kilka rzutów wolnych po których można było bezpośrednio uderzyć. Po żadnym jednak z tych elementów gry nie było większego zagrożenia pod bramką Ruchu. Były za to sytuacje stworzone po dobrych akcjach, co przyznaje Izvolt – Nawet, gdy graliśmy w 10, to ten mecz mógł się dla nas inaczej potoczyć. bo też mieliśmy potem swoje okazje. Zabrakło szczęścia i kilku centymetrów – kręci głową skrzydłowy Piasta.
Średnia straconych goli, która wynosi trzy na mecz zespołu z Okrzei jest wręcz przerażająca, dlaczego aż tyle ich wpada do bramki Piasta – Ciężko mi tu coś powiedzieć. To prawda, że łatwo tracimy te bramki, ale w spotkaniu z Ruchem na pewno wpływ na to miała decyzja sędziego o usunięciu Fernando. To rozbiło naszą obronę.
Sytuacje zespołu z Okrzei robi się coraz mniej ciekawa. Podbeskidzie pod wodzą nowego trenera przebudziło się, wygrywając pierwszy od ponad pół roku mecz. Za dwa tygodnie bielszczanie zawitają do Gliwic z zamiarem zmniejszenia dystansu do Piasta, a przedtem jeszcze arcytrudny pojedynek ze Śląskiem Wrocław. – Musimy w tym pojedynku wywalczyć choćby punkt, musimy – podkreśla Matej Izvolt
Opracowanie: Grzegorz Muzi
Fot: Kamil Kwaśnioka





















