Artur Jędrzejczyk, obrońca Legii wrócił do składu po pauzie za kartki. Miał być poważnym wzmocnieniem zespołu na mecz z Piastem. W 30 min tego spotkania zagrał on jednak piłkę do Kędziory, który zaraz potem minął Kuciaka i podwyższył rezultat na 2:0. Po tej akcji telewizyjni komentatorzy nie zostawili suchej nitki na Jędrzejczyku. Sam antybohater tej akcji też nie mógł sobie tego darować.
– Po takich zagraniach, jak przy bramce Kędziory, to do Machaczkały szybko nie pojadę. Szkoda, że tak się stało. Mam nadzieję, że nie popełnię już tak skandalicznego błędu. Lepiej byłoby wykopać piłkę w aut… Najważniejsze, że zdobyliśmy jednak trzy punkty – palił się ze wstydu zawodnik
Poniedziałkowe media rozpisują się o niefortunnym zagraniu gracza Legii, bo na takim poziomie i z aspiracjami gry w reprezentacji narodowej, takich rzeczy na boisku wyprawiać nie wolno. Nie mniej jednak Jędrzejczyk przynajmniej częściowo zamazał a pamięci fanów swój kiks, strzelając wyrównującą bramkę –
Myślę, że więcej prezentów z mojej strony już nie będzie. Cieszy ta bramka, bo zrehabilitowałem się za podanie do Kędziory. Trochę mnie to podbudowało, ale jednak najważniejsza jest wygrana. Dawno nie strzeliłem bramki, odbiła się ode mnie futbolówka i wpadła do siatki – już na spokojnie mówi Artur Jędrzejczyk,
Dlaczego Piast nie wygrał tego meczu, choć prowadził 2:0 ? – Na początku graliśmy za mało agresywnie. Rywale czuli się zbyt swobodnie. W drugiej połowie staraliśmy się już naprawić te błędy. Nie możemy pozwalać żeby rywale klepali sobie piłkę przy Łazienkowskiej. Dostaliśmy w przerwie uwagi od Jana Urbana i trener kazał nam grać szybciej piłką i bliżej podchodzić do rywala i to przyniosło efekt – wyjaśnia Jędrzejczyk
Opracowanie: Grzegorz Muzia
Cyt za Legia.net
Foto: Miłosz Nasierowski

Artur Jędrzejczyk strzela wyrównującego gola



















