Jan Urban jeszcze w 43 minucie tego spotkania chyba nie wierzył, że jego zespół przegrywa i to 0:2. Po bramce Danijela Ljuboji, szkoleniowiec Legii też jeszcze nie był pewny, że po raz piąty już jako trener ogra Piasta. Druga połowa to już jednak koncert gry i skuteczności jego podopiecznych. Marcinowi Broszowi na pocieszenie pozostaje to, że jego podopieczni polegli z honorem i z podniesioną głową wyjeżdżali ze stolicy.
Marcin Brosz – trener Piasta.
Może zacznę od tyłu… Do 81. minuty wydawało się, że nie jesteśmy w stanie stracić tych punktów. Stały fragment gry sprawił, że Jędrzejczyk zdołał pokonać Trelę. Mamy do siebie pretensje za trzeciego gola, bo to nie powinno się nam dzisiaj przytrafić. Nie możemy zostawiać Legii tyle miejsca, szczególnie na jejterenie.
Szkoda, że nam punkty uciekły, ale głowę trzymamy wysoko. Już za tydzień mecz z Ruchem i jesteśmy optymistami. Jesteśmy beniaminkiem i udowadniamy, że piłka jest na Śląsku nie tylko w tych doskonale znanych miastach, ale też w Gliwicach.
Tracimy zbyt dużo bramek i musimy zrobić wszystko, aby to powstrzymywać. Nie mieliśmy dziś równowagi między postawą w obronie, a w ataku i stąd konsekwencje w postaci utraty punktów z Legią.Ja Urban – trener Legii
– Nie trzeba mówić chyba, że nie weszliśmy dobrze w ten mecz. Przede wszystkim, kryliśmy na radar, a z taką drużyną, jaką jest Piast tak nie można grać. Gliwiczanie pokazują od początku sezonu, że grają piłką, że nie ma żadnej „wybijanki” i są wierni swojemu stylowi. Dziś też pokazali, że potrafią grać w piłkę wtedy, kiedy nie ma agresywnego krycia i pressingu. Całe szczęście, że strzeliliśmy kontaktowego gola przedprzerwą.
W drugiej połowie Legia była to już zupełnie inna drużyną, walcząca ze wszystkich sił o zwycięstwo. Wiem, że nie pokazaliśmy dziś dobrej piłki, ale za wolę walki, starania i chęć należą się zespołowi słowa uznania. Wiem, że to nie była taka Legia, jaką wy i ja chcielibyśmy oglądać, ale udało się wygrać i to jest najważniejsze.
W końcówce musieliśmy zaryzykować, drużyna postawiła wszystko na jedną kartę. Z Legią zawsze są emocje – raz dobra gra, raz odrabianie strat. Dziś to nam wyszło i z tego się cieszymy.
Wydaje mi się, że w tym sezonie żaden przeciwnik nie był pod względem fizycznym lepszy. To pozwala wierzyć chłopakom, że wygrają każdy mecz przy dużej intensywności. Zmusiliśmy Piasta do cofnięcia się w końcówce i to pozwoliło nam na przechylenie szali zwycięstwa na swoją stronę.
I z teorii, i z praktyki wiem, że o wiele łatwiej gra się drużynom, które mogą, ale nie muszą wygrać. Z takiej pozycji startował dziś Piast.
„Jędza” nie grał od dłuższego czasu i dzisiaj zagrał słabszy mecz. To nie był Artur, którego znamy. Błąd przy drugim golu sprawił, że grał jeszcze bardziej nerwowo. W przerwie powiedziałem mu, że to jeszcze on może trafić do siatki – poskutkowało.























