Tym razem w niedzielę przyjdzie rywalizować Piastowi o ligowe punkty. Równo o godz. 17:00 w Warszawie, na nowym stadionie przy ul Łazienkowskiej Piast zmierzy się z kandydatem nr 1 do tytułu mistrzowskiego – stołeczną Legią. Faworytem tego meczu będą gospodarze, ale beniaminek z Gliwic nie jest bez szans. Aby jednak wywieźć ze stolicy choćby jeden punkt, muszą niebiesko-czerwoni zagrać lepiej w defensywie niż w ostatnim meczu Widzewem i skuteczniej w ataku.
Legia to zespół z największym budżetem, największa liczbą przychodzących na stadion kibiców i najskuteczniejszym aktualnie strzelcem polskiej Ekstraklasy – Danijelem Ljuboja. Serb ma na koncie już 6 trafień. Jego i Jakuba Koseckiego musi się najbardziej wystrzegać Dariusz Trela, bo trzeci ze snajperów Legii – Marek Saganowski w tym meczu na pewno nie zagra.
W Warszawie najbardziej obawiają się Wojciecha Kędziory. Napastnik Piasta wprawdzie ma tylko trzy trafienia na koncie, ale potrafi wypracować kolegom idealne wręcz sytuacje bramkowe. „Kędi” współpracował już z Janem Urbanem – kiedy obecny szkoleniowiec Legii rozpoczynał pracę w Zagłębiu Lubin. Wtedy jednak Kędziora nie miał miejsca i rzadko grywał w pierwszym zespole. – On bardzo dobrze czuje się w systemie preferowanym przez trenera Brosza, w którym Piast chce długo utrzymywać się przy piłce i prowadzić grę – powiedział o zawodniku gliwickiej ekipy trener warszawiaków. Urban chwali też Podgórskiego i Rubena. Wie, że są to zawodnicy, którzy mogą przesądzić o losach meczu.
Marcin Brosz natomiast liczy, że oprócz wymienionych zawodników w bramkę wstrzeli się Matej Izvolt – Oczywiście, żałuję, że Matej w tych sytuacjach, które miał z Widzewem nie trafił, ale samo to, że się w nich znalazł stanowi dla nas pozytyw. Proszę mi wierzyć, ten chłopak ma bardzo mocną psychikę i prędzej czy później się przełamie – zaznacza trener Piasta.
Obaj trenerzy nie będą mieli do dyspozycji wszystkich swoich podopiecznych. Jan Urban wydaje się mieć jednak mniej zmartwień niż Marcin Brosz. Szkoleniowiec z Gliwic nie ma alternatywnego zawodnika dla Rubena Jurado, który nie jest w stanie dotrwać na pełnych obrotach do końca meczu. Ze składu wypadł też na to spotkanie Damian Zbozień.
Legia ostatnie dwa mecze wygrała i przewodzi w tabeli, ale w Warszawie zdają sobie sprawę, że aby sięgnąć po mistrzostwo Polski, to szczególnie w spotkaniach u siebie trzeba punktować. Gliwiczanie ostatnie dwa spotkania do udanych zaliczyć nie mogą. Dwie porażki, siedem straconych goli i tylko jeden zdobyty z pewnością popsuły humory zawodnikom i kibicom. 12 wywalczonych punktów w poprzednich meczach to wciąż jednak pokaźna zdobycz, jak na ten etap rozgrywek. Dlatego też bez presji o zwycięstwo i bez zmiany taktyki mogą podejść do tego pojedynku gliwiczanie. – Trudno byłoby nam zmienić tak nagle naszą mentalność. Od dłuższego czasu jesteśmy nastawieni na ofensywne granie i dziwnie czulibyśmy się oddając pole rywalom. Musimy być skuteczniejsi niż z Widzewem – stwierdza Mariusz Zganiacz.
Legia po ośmiu kolejkach, obok Górnika Zabrze pozostaje jedną z dwóch niepokonanych drużyn w T-Mobile Ekstraklasie. W polskiej lidze w ostatnich latach nie zdarzyło się jednak, aby jakaś drużyna zakończyła sezon bez porażki. Legia, choć rzadko przegrywa u siebie, to jednak czasem gubi przy Łazienkowskiej wszystkie punkty i na to liczą fani z Gliwic, którzy wybierają się na to spotkanie.
Cyt za Legia.com/Sport
Grzegorz Muzia





















