Miasto Gliwice od pewnego czasu po cichu już szuka potencjalnego nabywcy większościowego pakietu akcji w spółce znanej nam jako Piast Gliwice S.A. Efektów jednak to nie przyniosło. Gmina w tej sytuacji zdecydowała się dać ogłoszenia w prasie. Jeszcze niedawno nikt w magistracie głośno o konieczności zbycia akcji nie mówił, skąd więc taka zmiana myślenia?
Włodarze Gliwic decydując się w 2009 roku objąć większościowy pakiet akcji liczyli, że Piast S.A. będzie przynajmniej samofinansującym się przedsięwzięciem. Pierwszy zespół grał wówczas w Ekstraklasie, a wkrótce miał powstać nowy stadion. Połączenie tych dwóch czynników miało przynieść pożądany efekt. Decydenci nie wzięli jednak pod uwagę czynnika sportowego. Piast rok później spadł z Ekstraklasy. Automatycznie znikły więc wpływy z praw do transmisji. Na dodatek budowa nowego stadionu ze względów proceduralnych przeciągała się w czasie, a bez stadionu nie ma marketingu i spodziewanych z tego tytułu korzyści.
Przez jakiś czas klub żył ze sprzedaży Kamila Glika i Kamila Wilczka. Pierwsza próba powrotu do Ekstraklasy nie udała się, co niosło ze sobą konsekwencje finansowe. W klubowej kasie było pusto, a zadłużenie rosło.
Miasto jako większościowy akcjonariusz zostało podstawione pod przysłowiową ścianą. Albo ogłosi upadłość, (co od razu zostało wykluczone) lub będzie dalej finansować klub. W Ratuszu jednak nie przewidziano (albo zabrakło wyobraźni), że aby utrzymać drużynę na poziomie najpierw I ligi, a potem Ekstraklasy, trzeba będzie wpompować w klub kilkanaście milionów złotych. Jeśli jednak powiedziało się „A’, to trzeba powiedzieć „B”. W roku 2011 z miejskiej kasy na konto klubu wpłynęło ponad 4 mln zł. Aby wyjść z I ligi od góry miasto przekazało kolejną transzę w wysokości 5,5 mln zł. Dodatkowo poszły jeszcze ukryte środki w postaci reklam ze spółek komunalnych, co od początku budziło mocne kontrowersje. Awans do Ekstraklasy nie tylko, że nie zmniejszył kosztów, a wręcz przeciwnie. Wzrosły wymagania trenerów i zawodników. Na drugie półrocze 2012 roku trzeba było przeznaczyć dotację w wysokości aż 7 mln zł.
Gliwice są miastem zamożnym i stać je na takie fanaberie, ale z drugiej stron prezydent – Zygmunt Frankiewicz, który w polityce jest od 20 lat, doskonale zdaje sobie sprawę, że dofinansowując profesjonalny sport, blokuje sobie możliwość podejmowania trudnych decyzji w mieście (np. zamknięcie szkoły, podwyżki czynszów, etc).
Gra w Ekstraklasie nie przyniosła jednak spodziewanych korzyści. Sponsorów, którzy by wyłożyli dużą kasę brak. Na stadion przychodzi mniej ludzi niż w końcówce poprzedniego sezonu, gdy Piast występował w I lidze. Pieniądze z Canal+ do klubu trafiają w transzach z trzymiesięcznym poślizgiem, a w tym czasie trzeba z czegoś żyć…
W tej sytuacji już od pewnego czasu z Ratusza dochodziły sygnały, że Piast zaczyna być coraz większym obciążeniem i zarazem politycznym problemem dla władz. Również i radni coraz bardziej nieprzychylnie wypowiadali się o tak wysokim udziału budżetu miasta w finansowaniu profesjonalnego klubu.
Chętnego na przejęcie pakietu akcji po cichu szukano w całym kraju. Nie udało się jak widać go znaleźć. Stąd w ostatnim czasie ukazały się ogłoszenia.
Józef Drabicki, prezes Piasta w rozmowie ze „Sportem” zapewnia jednak, ze presji i ciśnienia nie ma – Umowa jest taka, że kiedy pojawi się poważny akcjonariusz to miasto zgodzi się sprzedać część swoich akcji. Ale żadnych ram czasowych, żadnych nacisków nie ma – zapewnia sternik klubu.
Czy aby tak jest naprawdę? Wydaje się to być wątpliwe. Zbliża się koniec roku i niedługo rozpocznie się dyskusja nad przyszłorocznym budżetem. Złudzeń mieć nie można. Utrzymanie Piasta w przyszłym roku nie będzie kosztowało mniej niż w tym. Kolejne 12-14 milionów będzie trzeba przekazać na Okrzei, zakładając, że drużyna utrzyma się Ekstraklasie.
Euforia po awansie minęła. Coraz więcej osób w Gliwicach zastanawia się czy jest to moralne, że trener może w przedsiębiorstwie finansowanym w większości z pieniędzy podatników zarobić 70 tys. zł miesięcznie (z premiami),. To, że w drużynie jest 11 zagranicznych zawodników, którzy dostają co miesiąc też spore kwoty również budzi coraz większy sprzeciw. Nie wszyscy mieszkańcy Gliwic są kibicami, nie wszyscy więc z tym stanem rzeczy się będą godzić.
Spółka Piast Gliwice S.A. to dziś w pełni wypłacalne przedsiębiorstwo. Jest nowy stadion, jest Ekstraklasa. Czy to jednak wystarczy, aby przyciągnąć inwestora? W Polsce nie ma klubu na tym poziomie, który by na siebie zarabiał. Nawet Legia, której przychody roczne sięgają 70 mln zł jest zależna od pożyczek z ITI.
Gliwice nie są jedynym miastem Polsce, które dofinansowuje profesjonalny sport, ale wydają na ten cel najwięcej.
Grzegorz Muzia
Wydatki na profesjonalny futbol w ostatnim czasie
Gliwice – 12,5 mln zł
Wrocław – 6 mln zł
Bydgoszcz – 2,6 mln zł
Białystok – 3 mln zł
Zabrze – 3 mln zł (2011)
Tychy – 2,8 mln zł
Sosnowiec – 2 mln zł
Rybnik – 0,9 mln zł
Łódź (Widzew) 1,15 mln zł,
ŁKS – 970 tys. zł.
Za http://www.sport.pl





















