Za nami 8 spotkań o mistrzostwo Ekstraklasy. Piast radzi sobie ze zmiennym szczęściem. Po słabym początku, przyszedł bardzo dobry wrzesień. W październiku znów przyszły mniej udane występy. Mecze z Lechem i z Widzewem pokazały, że zespół z Okrzei mają problemy z napastnikami. Jedyny, który nie zawodzi z tej formacji, a nawet spisuje się lepiej niż przypuszczano, to Wojciech Kędziora. Gliwiczanin nie tylko strzela gole, ale i wypracowuje ku temu okazje kolegom. Ruben Jurado nie jest typowym napastnikiem, więc w tej analizie nie będzie brany pod uwagę.
Oprócz Kędziory do szpicy ataku byli przymierzani Jakub Świerczok, Tomas Docekal i Adrian Sikora. Świerczoka z którym wiązano największe nadzieje na wzmocnienie tej formacji wyeliminowała kontuzja, której nabawił się w meczu reprezentacji młodzieżowej. Uraz jest na tyle poważny, że całkiem realne jest, że do gry napastnik wypożyczony z Kaiserlautern wróci dopiero za pół roku, czyli, gdy będą kończyć się rozgrywki w Ekstraklasie.
Tomas Docekal był zapowiadany przez trenerów Piasta jako czeski Zlatan Ibrahimovic. Po 10 miesiącach pobytu w Piaście nie ma na jego koncie ani jednego strzelonego gola w pierwszym zespole. Nie błyszczy również w drużynie
Młodej Ekstraklasy. W przerwie letniej próbowano go wypożyczyć, ale nie chciał go żaden klub. Zawodnik ten podpisał trzyletni kontrakt i stał się już poważnym balastem finansowym dla Piasta, bo z umowy wywiązywać się trzeba, szczególnie, że Docekal ćwiczy, trenuje i stara się jak może, a że nie potrafi, to już wina bardziej tych, co ocieniali jego umiejętności.
Kolejnym napastnikiem, który nie potrafi odpalić w tym sezonie jest Adrian Sikora. Były reprezentant Polski i bardzo doświadczony gracz, gdy pojawia się na boisku, nie stanowi na razie zagrożenia dla drużyn przeciwnych – Mówimy o zawodniku, który ma już swoje lata. Oczywiście, doświadczenie to duży atut, tyle że na samym doświadczeniu daleko się nie zajedzie. Poza tym z czasem traci się szybkość, a to na tym elemencie Adrian Sikora zawsze bazował. Taki Tomasz Frankowski jest co prawda znacznie starszy i wciąż radzi sobie bardzo dobrze, ale ma też łatwiej – kiedy na „Franka” w Jagiellonii Białystok stawiają, Sikorze wyraźnie brakuje meczowego rytmu, a wiem po sobie, że w pewnym wieku to już naprawdę poważny problem. Pamiętam, jak wystarczało, że opuściłem jeden trening i już czułem różnicę. To zupełnie inna sytuacja niż z młodym chłopakiem, którego można wyciągnąć z łóżka o północy i będzie biegał po murawie aż miło – ocenia grę Sikory dla Przeglądu Sportowego Marek Majka, były zawodnik i trener Piasta.
Sikorę można porównywać parametrami do Adriana Świątka, którego pozbyto się dość brutalnie przed sezonem. Tyle tylko, że „Święty”, mimo że wchodził na końcówki, to robił sporo wiatru i nawet udawało mu się strzelić kilka goli.
Sikora pewnie dostanie jeszcze niejedną szansę, ale jeśli ich nie wykorzysta, to zimą może nawet stracić miejsce w 18-stce.
W klubie na pewno bowiem zdają sobie sprawę, że jeden Kędziora, to za mało, by nie tylko straszyć bramkarzy rywali, ale też i zmuszać ich do wyciągania piłki z siatki. Praktycznie nie ma takich graczy , którzy są w stanie wysoką formę przez cały sezon i jeszcze aby omijały ich kontuzje czy kartki.
W kadrze Piasta jest jeszcze dwóch zawodników, którzy dobrze czują się w ataku. Są to Tomasz Bzdęga i Pavol Cicman. Na razie jednak trenerzy konsekwentnie stawiają na Adrian Sikorę. Oby ta strzelba wypaliła.
Grzegorz Muzia/Cyt za przegląd Sportowy
Cały artykuł o Adrianie Sikorze (TUTAJ)





















