Pod koniec spotkania Piasta Gliwice z Widzewem Łódź sędzia przerwał na kilka minut grę. Jak się potem okazało ze względu na rozpylony gaz. Tuż po meczu były dwie wersje – jedna mówiła o tym, że gazu użyła ochrona, a druga wskazywała na kibiców z Łodzi. Okazuje się, że prawdziwa jest ta pierwsza.
– Ochroniarze tłumaczą, że musieli interweniować, dlatego użyli gazu – informuje na łamach Dziennika Zachodniego rzecznik Piasta, Przemysław Plisz.
Kibice Widzewa od początku sprawiali ochronie problemy. Blokowali ciągi komunikacyjne, stali na schodach, siadali na ogrodzeniu. Pewnie więc posypią się na nich surowe kary. Fanów z Łodzi wspierali też kibice Ruchu. Część z nich siedziała na sektorach gospodarzy, ale nie sprawiali problemów. Już po meczu wracający do domu sympatycy łódzkiej drużyny zdemolowali dworzec w Katowicach i pociąg w którym jechali. Doszło nawet do regularnej bitwy z Policją.
Gliwiccy fani, którzy tradycyjnie już nie sprawiali żadnych kłopotów, ciągle kontestują podawaną przez klub frekwencję. Na swej stronie podali, że w sobotę było 8.000 widzów, choć oficjalna liczba to 6.837. W meczu z Wisłą Kraków, według kibiców było 7.500 widzów, a klub podał 6.521… Jak jest prawda zastanawia się Tomasz Kuczyński na łamach Dziennika Zachodniego?
– Zajęliśmy się tą sprawą już po spotkaniu z Wisłą. Podajemy ilość widzów na podstawie systemu rejestrującego wchodzących na stadion. Natomiast frekwencja określana przez kibiców, opiera się na ich subiektywnych odczuciach – informuje Przemek Plisz.
Jakby nie patrząc frekwencja jest przyzwoita, choć zarówno w przypadku meczu z Wisłą jak i z Widzewem w znaczącym stopniu podnieśli ją fani gości. 1/5 stadionu była bowiem wypełniona przez przyjezdnych. W meczu z Ruchem
Źródło własne/Dziennik Zachodni





















