Dwa miesiące temu, po pucharowym meczu w którym Piast pokonał Widzew, obaj trenerzy w zupełnie innych nastrojach wchodzili i opuszczali salę konferencyjną. W minioną sobotę role się odwróciły. Radosław Mroczkowski mógł odetchnąć z ulgą, bo jego zespół powiększył dorobek o kolejne trzy punkty i znów jest w ścisłej czołówce. Marcin Brosz musi natomiast kombinować jak wygrać z Legią.
Radosław Mroczkowski (Widzew): Po takim meczu mogę powiedzieć, że plus jest taki, że zdobyliśmy trzy punkty. Jeżeli popatrzymy na całe spotkanie to dopisało nam szczęście, bo mogło być różnie. Zespół walczył do końca, ale mieliśmy problemy w drugiej odsłonie, a kontuzje drobne piłkarzy nie pomagały. Plus naprawdę duży dla drużyny, że indywidualny rajd Rybickiego dał trzy punkty.
Marcin Brosz (Piast): – Wynik zły dla nas, bo przegrywamy. Mogło to się potoczyć zupełnie inaczej, niestety zostaliśmy skarceni rzutem karnym. To nie są przyjemne rzeczy, bo uciekają nam punkty, które nie musiały. Pretensje mamy w większości do siebie. Mieliśmy sytuację, a jeżeli marzymy o utrzymaniu w lidze, to musimy takie okazje wykorzystywać. Czeka nas praca nad poprawieniem skuteczności. Czasem decydują niuanse, mówię tutaj o kontuzji Damiana Zbozienia. Jego zejście odbiło się na naszej grze. Niestety na przerwę schodziliśmy z bagażem jednego gola. Po przerwie zamiast walczyć o wygraną myśleliśmy o remisie. Podobnie było w Poznaniu. Co do karnego, staram się nie oceniać decyzji sędziów. Mam pretensje o przerwę 6-7 minutową. Mógł od razu powiedzieć, że spowodowana jest rozpylonym gazem, a nie skurczem piłkarza Widzewa. W tym momencie prowadziliśmy grę i mogliśmy strzelić gola.





















