Marcin Kamiński wrócił do składu Lecha w związku z kontuzją Manuela Arboledy. Młody obrońca Kolejorza już przed meczem zapowiadał, że jego drużyna pokona Piasta ich bronią, czyli konsekwentną grą, pressingiem i walka na całej długości szerokości boiska. Do tego doszły jeszcze indywidualne umiejętności czołowych graczy Lecha – Cały czas graliśmy tak, jak chcieliśmy. Czyli wysoko, pressingiem, tak, aby Piast nie mógł swobodnie rozegrać piłki – potwierdza Kamiński.
Gdy oba zespoły schodziły na przerwę do szatni, nic nie zapowiadało, że w drugiej części meczu gospodarze zaaplikują gościom aż cztery gole i nie stracą przy tym żadnego. – W pierwszej połowie brakowało ostatniego podania i skuteczności, wiedzieliśmy o tym. W przerwie powiedzieliśmy sobie, że jak wykorzystamy jakąś okazję, strzelimy bramkę, to wtedy worek się otworzy i tak się właśnie stało – wyjaśnia obrońca Lecha.
Zawodnicy Lecha zaimponowali precyzją przy dośrodkowaniach. To po idealnych wręcz podaniach z lewej strony boiska Piast stracił dwie bramki – Przed tym meczem mówiliśmy sobie, żeby te dośrodkowania były piłkami do zawodnika, a nie przypadkowymi zagraniami w pole karne. I tak to wyglądało dzisiaj, wszystkie dośrodkowania były do zawodnika, z tego padły dwie bramki – potwierdza Kamiński
0:4 to wysoka porażka, ale takie wyniki w polskiej lidze to wcale nie rzadkość. Otwarty futbol w końcówce meczu w wykonaniu gliwiczan mógł jednak skończyć się dla nich dużo gorzej. – Ważne, że wygraliśmy 4:0, mogło być więcej, ale przecież nie będziemy narzekać – uśmiecha sie zawodnik z Poznania.
Opracowanie: Grzegorz Muzia
Cyt. za Ekstraklasa.net.
fot. Waldemar Wylegalski





















