T-Mobile Ekstraklasa, podobnie jak i w poprzednim sezonie, tak i w tym jest mocno nieprzewidywalna. Każda kolejka przynosi zaskakujące wyniki zarówno dla kibiców jak i fachowców od futbolu. W sobotę w Poznaniu na stadionie przy ul Bułgarskiej Lech Poznań zmierzy się z Piastem. Gliwiczanie przed tym meczem plasują się na trzecim miejscu w tabeli, Lech jest piąty, co jest pewnym zaskoczeniem, ale za sensację uznać już tego nie można, bo…
Lech w przerwie letniej mocno odchudził kadrę i było to spowodowane głównie oszczędnościami. Odszedł król strzelców poprzedniego sezonu Artjoms Rudņevs (22 gole). Nie ma też już w kadrze innych gwiazd poznańskiej piłki: Siergieja Kriwieca i Semira Štilićia. Ci co przyszli w ich miejsce, to nie byli zawodnicy znani z pierwszych stron gazet, nawet w naszym kraju. W tej sytuacji Lech został skreślony z listy głównych kandydatów do tytułu
mistrzowskiego. Początek sezonu wskazywał jednak, że może być inaczej. W I kolejce poznaniacy zmierzyli się z Ruchem Chorzów, gromiąc niebieskich 4:0. W następnym meczu Kolejorz wywiózł komplet punktów z Warszawy, wygrywając na Polonii. W trzeciej kolejce w meczu u siebie poznaniacy bezbramkowo zremisowali z Górnikiem Zabrze. Potem pokonali 1:0 na wyjeździe Bełchatów, który jednak pełni rolę czerwonej latarni w lidze. Wydawało się, że Lechici na stałe już zadomowią się w pierwszej trójce, ale przyszedł niespodziewany remis z Pogonią 1:1 i zaskakująca porażka z Lechią Gdańsk 0:2. Poznańska lokomotywa zwolniła więc ostro tempa w tych ostatnich dwóch tygodniach. Inna sprawa, że za kadencji Mariusza Rumaka Kolejorz rozegrał już dziewięć spotkań u siebie i w żadnym z nich nie zaznał goryczy porażki. Ostatnie dwa spotkania zakończyły się jednak remisami, a to dla Lech strata czterech punktów, a nie zdobycie dwóch.
Piast po dwóch przegranych zanotował cztery wygrane z rzędu i awansował na trzeci stopień podium. Co ważne, w tych ostatnich czterech meczach gliwiczanie stracili tylko jednego gola. Niebiesko-czerwoni nie grają skomplikowanego futbolu. Ich taktyka jest przejrzysta, ale skuteczna. Polega na grze ofensywnej i pressingu przez całe 90 minut. Drużyny przeciwne w tej sytuacji zamiast myśleć o ataku, skupiają się na obronie i próbach rozegrania piłki, a że im to nie wychodzi, to nie strzelają bramek, a za to je tracą. Lech nie ma już w swoich szeregach takich indywidualności jak choćby Wisła Kraków. Mariusz Rumak ma więc spory zgryz, jaką taktykę zastosować, by znaleźć sposób na Piasta.
Obaj trenerzy nie będą mogli skorzystać ze wszystkich swoich podopiecznych. W Lechu za brutalny faul został zdyskwalifikowany Mateusz Możdżeń. Pod znakiem zapytania stoi też występ Manuela Arboledy. Kluczowy obrońca Lecha nie trenuje już od kilku dni. To najpoważniejsze straty gospodarzy sobotniego starcia.
Marcin Brosz nie zabrał do Poznania Jakuba Świerczoka, Alvaro Jurado i Wojciecha Lisowskiego. Cała ta trójka nie będzie brana pod uwagę przy ustalaniu składu do końca tej rundy na pewno. Do autokaru nie wsiadł też Mateusz Matras, który także boryka się z kontuzją, ale mniejszego kalibru. Jeszcze nie w pełni sił jest Rudolf Urban, choć nie wykluczone, że zobaczymy go już w meczu Młodej Ekstraklasy. O osłabieniach, mimo braku tych zawodników w przypadku Piasta raczej mówić nie można, bo wszyscy ci zawodnicy, którzy pokonali Wisłę są do dyspozycji szkoleniowca z Gliwic.
„Wiara Lecha”, czyli kibice to kolejny atut gospodarzy. Kto był na Bułgarskiej, to wie jak trudno tam się odnaleźć zawodnikom gości. Wojownicy z Okrzei przyzwyczajeni są jednak do głośnego dopingu, a i też mogą liczyć na solidne wsparcie ze strony swoich fanów. Mimo wszystko na pewno własny stadion to atut poznaniaków.
Lokomotywa Lecha nie pędzi tak szybko jak w poprzednich sezonach. Czołg z napisem „Piast Gliwice” jedzie może niezbyt szybkim tempem, ale skutecznie rozbija kolejnych rywali. Jak widać zarówno Lech jak i Piast mają swoje atuty. Szanse w tym meczu są wyrównane, a o zwycięstwie mogą decydować szczegóły.
Opracowanie. Grzegorz Muzia





















