Niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki od tego sezonu znikły reklamy miejskich spółek ze stadionu przy ul Okrzei zarówno te w formie banerów stałych jak i na tzw. ledach z tablicy sponsorskiej oraz z klubowej gazetki. Widać, że referendum w którym gliwiczanie będą decydować o dalszych losach prezydenta Zygmunta Frankiewicza i Rady Miejskiej zbliża się wielkimi krokami.
Od początku reklamowanie się miejskich spółek, choć może było zgodne z prawem, to budziło spore kontrowersje. Pierwsze pytanie jakie cisnęło się na usta, to po co w ogóle reklamują takie przedsiębiorstwa jak ZBM, PEC (zakład dostarczający ciepło) czy Wodociągi. Przecież te firmy nie mają żadnej konkurencji, a więc gliwiczanie czy im się to podoba czy nie i tak muszą korzystać z ich usług. Prawa ekonomi też są takie, że jeśli są koszty, a reklama jest kosztem, to trzeba znaleźć na to pokrycie z przychodów. Prezesi tych Spółek z pewnością nie wyciągnęli z własnych kieszeni pieniążków na promocję tylko zapłacili ze środków przedsiębiorstwa. Te natomiast żyją ze sprzedaży towarów i usług mieszkańcom Gliwic, a więc gliwiczanie czy chcą czy nie chcą tą drogą dofinansują profesjonalny klub. Idąc dalej tym tropem, skoro są wolne środki na reklamę, to znaczy, że firmy te osiągają przychody większe niż potrzebują na pokrycie kosztów, a przecież tego typu przedsiębiorstwa z założenia mają generować jak najmniejsze koszty, aby mieszkańcy płacili za wodę i czy ciepło jak najmniej.
Przypomnijmy, że Piast w tym roku dostał rekordową dotację z miejskiej kasy na działalność w wysokości 12,5 mln zł. Ile przepłynęło z miejskich spółek? tego niestety nie wiemy.
Grzegorz Muzia





















