Damian Zbozień to jeden z dwójki obrońców, który zasilił tą formację Piasta w przerwie letniej. Ostatnim klubem w którym występował był GKS Bełchatów. Wcześniej bronił barw Sandecji Nowy Sącza, ale nominalnie jest zawodnikiem Legii Warszawa. Ten 23-latek ma już ekstraklasowe doświadczenie i nawet zdobył gola na tym szczeblu rozgrywek. Po meczu z Górnikiem był jednak mocno niepocieszony
– Przegrywamy i to u siebie, nadzieje były duże. Był to pierwszy mecz w Ekstraklasie w tej rundzie. Myślę, że byliśmy w stanie zdobyć dziś jeśli nie komplet, to przynajmniej punkt – kręcił głową Zbozień.
Nowy nabytek Piasta pochodzi z Łącka, ale w piłkę uczył się grać w Sandecji, a więc w piłkarskiej szkole, która wychowała wielu świetnych piłkarzy. Ten ledwie 23-letni zawodnik rozegrał dobre zawody przeciwko Górnikowi, ale
jego koledzy nie ustrzegli się błędów, czego efektem były dwa stracone gole – Zdawaliśmy sobie sprawę, że był to dla nas pierwszy mecz i widać było to spięcie. Na początku zdecydowanie nie weszliśmy w to spotkanie. To Górnik miał przewagę, ale stworzyliśmy jedną sytuacje i od razu strzeliliśmy bramkę. Wtedy ta gra bardziej nam się poukładała, ale nie dowieźliśmy korzystnego wyniku. Zbyt dużo jednak popełniliśmy błędów, a przeciwnik stworzył sobie zbyt wiele sytuacji. W konsekwencji przegrywamy i jest z nam tego powodu naprawdę przykro – podsumowuje swój występ i kolegów były piłkarz GKS Bełchatów
Zdaniem wielu obserwatorów tego spotkania, kluczowym momentem tego pojedynku była czerwona karta, którą zobaczył Matras w 65 min meczu – Zdecydowanie ta kartka nas rozbiła. Nie powinno jej być Mateusz cofał te nogi na koniec. Więc jeśli już to żółta kartka, bo nogi nie były wyprostowane. Mateusz uciekała wręcz nimi. To był błąd sędziego. Po tej kartce za bardzo się cofnęliśmy, praktycznie z pierwszej akcji dostajemy bramkę. Na pewno był to więc moment w którym wszystko się posypało. Potem dostaliśmy drugiego gola i nie wiedzieliśmy już za bardzo co zrobić – przyznaje Zbozień.
Opracowanie: Grzegorz Muzia
Foto: Michał Duśko





















