Od czasu jak Rudolf Urban nabawił się kontuzji, Mariusz Zganiacz wcielił się w rolę rozgrywającego. To od niego zaczynało się wiosną większość akcji, na nim też sporo się ich kończyło. „Zgani” grał jak z nut, a do pełni szczęścia brakowało tylko gola. Udało się to w meczu z Górnikiem. To on otworzył wynik, dając fanom z Gliwic nadzieję na zwycięstwo – Cieszy gol, ale jest żal, że nie wygraliśmy – tak skomentował to wydarzenia strzelec bramki.
Zganiacz bardzo długo czekał na tego ligowego gola. Ostatni raz na listę strzelców w meczu o punkty wpisał się 19 kwietnia 2008 roku. Będąc zawodnikiem Korony Kielce pokonał wtedy bramkarza Zagłębia Sosnowiec. Korona wygrał to spotkanie 2:0 była więc i radość z wygranej.
„Zgani” w meczu z Górnikiem był jednym z najniższych na boisku graczy, ale gola zdobył głową i to po pięknym precyzyjnym strzale, po którym piłka zanim wpadła do bramki najpierw odbiła się od słupka, a potem od pleców
Skorupskiego
– Ostatni raz udało mi się zdobyć bramkę głową grając jeszcze w Odrze Wodzisław. To był taki trochę przypadkowy gol. Stałem obok muru, kolega który uderzał nabił mnie w głowę. Ja zmieniłem tylko kierunek lotu piłki i ta wpadła do bramki – wspomina Zganiacz.
Górnik wyszedł zwycięsko z tego pojedynku, bo zaprezentował dojrzalszy futbol i bezlitośnie wykorzystał osłabienie Piasta – Czy ja wiem? Ciężko powiedzieć czy doświadczenie zadecydowało o tym, że zabrzanie wygrali ten mecz. Na pewno wpływ na końcowy wynik tego pojedynku miała czerwona kartka Mateusza. Chyba nie powinien wchodzić wślizgiem. Gdybyśmy grali w jedenastu, to jestem przekonany, że byśmy to spotkanie wygrali. Dodam jednak, że w mojej opinii to nie był faul na czerwoną kartkę,
Do tego momentu, czyli wykluczenia Matrasa z gry Piast prowadził 1:0, choć trzeba zaznaczyć, ze dość szczęśliwie, bo Górnicy w pierwszej połowie albo pudłowali, albo świetnie bronił Trela. Grając w 10 gliwiczanie dali sobie wbić dwa gole, które zadecydowały o ich wygranej – Ten mecz powinien zakończyć się remisem, Górnik nie wygrał zasłużeniem bo sędzie pochopnie pokazał czerwoną kartkę – nie mógł pogodzić się z porażką „Zgani”.
Ten pojedynek przechodzi już do historii, ale co będzie dalej z Piastem w Ekstraklasie? – Przede wszystkim nie można ulec emocjom. Trzeba spokojnie przeanalizować ten mecz, co było dobre, co złe. Jeśli prawidłowo wyciągniemy wnioski, to w następnym spotkaniu mam nadzieję, że powalczymy o zwycięstwo – podsumowuje urodzony w Wodzisławiu Śląskim piłkarz.
Opracowanie: Grzegorz Muzia
Foto: Michał Duśko





















