Jakub Szmatuła jest jednym z tych piłkarzy, który ma najdłuższy staż w Piaście. Ten pochodzący z Poznania piłkarz do Gliwic trafił jesienią 2008 roku, czyli tuż po awansie do Ekstraklasy. W pierwszym sezonie był nr 2. Grywał głównie w Młodej Ekstraklasie i Pucharze Ekstraklasy. Po odejściu Grzegorza Kasprzika został na jakiś czas nr 1. Bronił do feralnego spotkania z Koroną Kielce, kiedy to gliwiczanie prowadzili 2:0, by przegrać ten mecz 2:3. W przerwie zimowej wypożyczono Szmatułę do Górnika Zabrze. Okazało się to najpoważniejszym błędem klubu w tym sezonie.
Mający go zastąpić Rafał Kwapisz został usunięty z zespołu za problemy alkoholowe, Maciej Nalepa w ważnym momencie zobaczył czerwoną kartkę. Gliwickiej bramki w najważniejszych meczach musiał strzec 17-letni ledwie wtedy Tomasz Kasprzik. Efekt był tego taki, że Piast spadł do I ligi. W sezonie 2010/11 Szmatuła był już podstawowym bramkarzem. Zagrał w 25 meczach.
Dopiero pod koniec sezonu zastąpił go między słupkami Krzysztof Kozik.
Obecny sezon też zaczął jako nr 1, ale kontuzja wyłączyła go na jakiś czas z treningów i kadry, co wykorzystał Dariusz Trela wskakując do bramki, a że wychowanek Wisły Kraków dobrze się w niej spisywał, tak zostało aż do minionego piątku. Zycie lubi płatać figle, a historia kołem się toczyć. Trela już w pierwszej połowie został sfaulowany przez Dziedzica i musiał opuścić boisko. Zastąpił go Jakub Szmatuła – Pewien dreszczyk emocji był. To w końcu mój debiut na nowym stadionie, ale byłem przygotowany na wejście. Zawsze jest tak, że rezerwowy bramkarz rozgrzewa się z pierwszym, by w przypadku wystąpienia takiej sytuacji mógł jak dziś mógł szybko wejść w mecz – tuż po piątkowym starciu mówił Szmatuła.
Były piłkarz m.in. Warty Poznań czy Zagłębia Lubin prawdziwej próbie został poddany w 50 min, kiedy stanął oko w oko z Grischokiem. Wybronił jednak strzał napastnika gości oddany z 5 metrów. – Za wiele tych sytuacji w tym meczu Grudziądz sobie nie stworzył, ale to co było, wyłapałem i z tego jestem zadowolony – cieszy się z zachowania czystego konta Szmatuła.
Już w doliczonym czasie gry bramkarz Piasta miał sporo szczęścia. Piłka po strzale Cieciury trafiła w słupek – Bramkarze muszą mieć trochę farta, bo takie rzeczy się w piłce zdarzają – wyjaśnia golkiper Piasta.
W ostatniej dosłownie minucie tego meczu Szmatuła za opóźnianie gry zobaczył czerwoną kartkę.- Byłem tym mocno zdziwiony, na szczęście po moim wyjaśnieniu sędzia zorientował się, że to pomyłka i zmienił kartkę na żółtą – wyjaśnia Szmatuła.
Kubę na pewno zobaczymy w bramce w najbliższych meczach, bo Trela będzie przez jakiś czas leczył uraz barku. Miejmy nadzieję, że jak najdłużej zachowa czyste konto.





















