Piast nie awansuje, bo właścicielom klubu brakuje wyobraźni?

Czym bliżej końca sezonu tym coraz częściej zaczyna się mówić o tym, że za półtora miesiąca większości zawodnikom Piasta wygasną kontrakty. Nie są to piłkarze, którzy grają w rezerwach, ale z podstawowego składu.  O tym, że jest to problem informowaliśmy już na Piast.Gliwice.pl nie raz. We wczorajszej audycji Piast Raport w Radiu Plus nieśmiało o tym wspomnieli Łukasz Krzycki i Wojciech Kędziora. Piszę też o tym dzisiejszy „Sport”. W publiczną dyskusję z Zarządem weszli też trenerzy, co oznacza, że w gabinecie porozumieć się nie można.

Latem kontrakty kończą się graczom, takim jak: Wojciech Kędziora, Tomasz Podgórski, Pavol Cicman, Łukasz Krzycki, Mariusz Zganiacz, Jakub Szmatuła, Jan Buryan, Ruben Jurado, Alvaro Jurado i Fernando Cuerda, a także trenerom. Wojciechowi Lisowskiemu, Rafałowi Pietrzakowi, Adrianowi Świątkowi  natomiast kończą się wypożyczenia.

Na razie nikt z nimi nie rozmawiał, a piłkarze pytają, co dalej. – Mają sygnały z innych klubów – zdradza asystent Marcina Brosza, Dariusz Dudek.

Dla piłkarza, który żyje z tego, że biega po boisku sprawą priorytetową jest zapewnienie sobie ciągłości gry i odpowiedniego wynagrodzenia, tak, aby można było zarobić na bieżące potrzeby i odłożyć troszkę, gdy będzie trzeba zawiesić buty na kołku, a to w przypadku tego zawodu następuje dość szybko.  Niespełna rok temu, piłkarze Piasta zgodzili się na znaczące obniżki kontraktów. Właściciel klubu Gmina Gliwice argumentowała to  obniżeniem kosztów i dostosowaniem zarobków do możliwości klubu.

Ekonomicznie jest to uzasadnione. „Problem” w tym, że Piast Gliwice nie jest jedynym klubem w Polsce. Są takie, które płacą więcej i widzieliby w składzie zawodników Piasta.   Pewne było też, że dobra gra zaowocuje zainteresowaniem się czołowymi postaciami drużyny.

Inne kluby, walczące o awans już w przerwie zimowej  uregulowały kwestie przedłużenia umów z czołowymi zawodnikami. W Gliwicach tego nie zrobiono, więc dzwonią telefony od managerów i trenerów. Piłkarzami Piasta zainteresowane są kluby z T-Mobile Ekstraklasy, I ligi, ale także z zagranicy. Problemu nie widzi Józef Drabicki, prezes Piasta. – Nie ma powodów do niepokoju. Nasi piłkarze są głodni sukcesu i wiedzą, o co grają. A to, że ktoś tam dzwoni i pyta jeszcze nic nie znaczy. Do transferu daleko droga. To wydumany problem – komentuje to zjawisko  sternik klubu z Okrzei.   Innego zdania są trenerzy. – Być może dla prezesa Drabickiego to nie jest problem, ale dla nas tak – mówi Dudek. – Tym bardziej, że chodzi przecież o takie kluby jak Pogoń i Nieciecza, które przecież bezpośrednio rywalizują z nami o awans. Dzwonią, mącą w głowach chłopakom, których potem trudno mobilizować na kolejne ligowe spotkania – dodaje drugi trener Piasta.

Sęk w tym, że tak naprawdę ani Józef Drabicki, ani Jarosław Kołodziejczyk nic innego nie mogą powiedzieć, bo w takich kwestiach decyduje właściciel, czyli Gmina Gliwice, którą  w przypadku Piasta najważniejszy głos ma wiceprezydent Piotr Wieczorek, członek rady nadzorczej Piast .S.A.

Sytuację natomiast komplikuje to, że dalszy los klubu jest uzależniony od tego czy będzie awans czy nie, a to wciąż sprawa otwarta. Gmina nawet przy dużych chęciach, może mieć trudności z przekazaniem kolejnych milionów, bo przeciwnicy polityczni bez skrupułów to wykorzystają. Na dzień dzisiejszy więc właściciel pewnie nie zdecyduje się podjąć zobowiązań, bo musiałby potem płacić piłkarzom, bez względu w jakiej klasie rozgrywkowej będą występować. Zawodnicy natomiast, co jest zrozumiałe, chcieliby wiedzieć co czeka ich za kilka miesięcy.

Pewnie, że możemy się karmić określeniami profesjonaliści, obowiązek, mają  robić co do nich należy. Nie trzeba jednak daleko cofać się w  czasie, aby podac przykład, że taka polityka nie sprawdza się.  W minionym nieudanym dla Piasta sezonie Jakub Smektała i Jakub Biskup, dwóch kluczowych zawodników dla kadry Marcina Brosza jeszcze w trakcie trwania sezonu porozumiało się z innymi klubami. Efekt było widać na boisku. Wiosną w ich wykonaniu oglądaliśmy zdecydowany spadek formy w porównaniu do  rundy jesiennej.  Kto bowiem będzie zostawiał serce na boisku i ryzykował zdrowieniem dla faktycznie już byłego pracodawcy?

Opracowanie: Grzegorz Muzia
Cytaty:  Dziennik Sport

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze