Wojciech Kędziora w meczu z Sandecją już po raz 10 w tym sezonie wpisał się na listę strzelców, wyrównując tym samym swój życiowy rekord, ustanowiony w sezonie 2007/08, kiedy to Piast wywalczył historyczny awans do Ekstraklasy. Do zakończenia rozgrywek pozostało jeszcze 10 kolejek i w zasadzie tylko jakiś wyjątkowy pech mógłby sprawić, że gliwiczanin nie poprawi tego wyniku. „Kędi” ma na koncie jeszcze 5 asyst, co pozwoliło mu samodzielnie wskoczyć na pierwsze miejsce w klasyfikacji kanadyjskiej.
Napastnik Piasta wyprzedza o punkt Podgórskiego – To taka na pól żartem bardziej niż serio rywalizacja. Jeśli Tomek byłby w lepszej sytuacji, to bez wahania podałbym mu piłkę i myślę, że on by zrobił to samo. Na boisku w ogóle nie myślę o tym, że to ja muszę strzelić, bo to nie jest najważniejsze, kto zdobywa gole czy asystuje. Liczą się zwycięstwa i punkty – z uśmiechem wyjaśnia Kędziora.
Może i zawodnicy nie przykładają do tego wagi, ale kibice liczą te punkciki i nawet zakładają się, kto będzie najlepszym strzelcem czy podającym. W starciu z Sandecją, szóstą w tym sezonie asystę zaliczył Pavlo Cicman. To plus trzy zdobyte gole pozwoliło mu powrócić do gry na najlepszego gracza w klasyfikacji kanadyjskiej. – I to że mamy tak wyrównaną kadrę pokazuje, że jesteśmy mocni – wtrąca „Kędi”, dla którego pojedynek z Sandecją był 152 występem w barwach Piasta
Piast w starciu z Sandecją był znacznie skuteczniejszy niż kilka dni temu w grze z Polkowicami. Gliwiczanie mieli chyba nawet mniej klarownych sytuacji niż goście, ale strzelili jedną bramkę więcej. To prawda – przyznaje wychowanek Sośnicy Gliwice – Nie mieliśmy tyle okazji, co z Polkowcami, ale nie zabrakło zaangażowania, koncentracji i piłkarskiego chciejstwa. Wiedzieliśmy, że Sandecja zagra nawet lepiej niż Polkowice. Czekaliśmy więc na odpowiedni moment, a ten nadarzył się już w 12 min po tym jak w polu karnym został sfaulowany Pavlo. Udało się pewnie wykorzystać jedenastkę, potem Lisu dorzucił drugiego gola. Wystarczyło, aby wygrać – dodaje najlepszy strzelec Piasta.

Tekst: Grzegorz Muzia
Foto: Michał Chwieduk





















