Sandecja do Gliwic jechała z zamiarem podtrzymania zwycięskiej serii, jednak po końcowym gwizdku sędziego goście musieli pogodzić się z porażką. Zawiodła m.in. taktyka Roberta Moskala, który posadził na ławce autorów wygranej z Poznania, a wpuścił do gry zmienników. Trener z Nowego Sącza na konferencji przyznał się do błędu. Sytuacja na korzyść gości zmieniła się po wpuszczeniu na boisko, trzech zawodników, którzy grali przeciwko Warcie. Było już jednak trochę za późno, co częściowo przyznaje Filip Burkhardt.
– Na pewno nasza gra od momentu pojawienia się ich na boisku inaczej wyglądała. Stworzyliśmy sobie dzięki temu więcej sytuacji. Trudno jednak powiedzieć, czy gdybyśmy grali tak od początku, całe spotkanie też tak by wyglądało. Zmiany były po to, żeby wprowadzić bardziej ofensywny styl gry. I wprowadziły. Strzeliliśmy bramkę.
Po meczu doszło do przepychanek. Goście nie mogli się pogodzić a decyzjami arbitra, które ich zdaniem wypaczyły wynik tego pojedynku – Myślę, że sędzia troszkę się pogubił. Nie mnie jednak oceniać jego pracę , nie będę się wypowiadać. Mecz był ostry, bo to pierwsza liga, tu trzeba walczyć o każdy punkt. Nie mniej jednak przy karnym Marcin Woźniak mówił, że nie dotknął nawet napastnika Piasta. Sędzia główny też tego nie widział, tylko liniowy jakimś cudem to zobaczył – dzieli się wrażeniami z meczu Burkhardt.
Jedną z przyczyn porażki drużyny z Nowego Sącza było zmęczenie po trudnym wyjeździe do Poznania – W Poznaniu był bardzo ciężki mecz, po nim bardzo ciężka podróż. Wróciliśmy w poniedziałek o 6 rano. Po drodze nasz autobus złapał gumę. Bardzo byliśmy zmęczeni. Mamy szeroką kadrę, trener wykorzystuje wszystkich zawodników, wszyscy prezentują podobny poziom – analizuje zawodnik Sandecji
Opracowanie Grzegorz Muzia/http://sandecja.naszemiasto.pl
Foto: Michał Duśko






















