Gdy w 89 min Tomasz Podgórski strzelił wyrównującego gola kibice odetchnęli z ulgą, że w tym otwierającym nowy stadion meczu Piast chociaż nie przegra. Nikt nie zakładał, że 5 minut później, już w doliczonym czasie gry, bramka strzelona przez Adriana Klepczyńskiego sprawi, że trybuny oszaleją ze szczęścia. Radości nie krył też autor tego drugiego trafienia. Bardzo się cieszę z tego gola i z wygranej. Mimo że już długo uprawiam tą dyscyplinę sportu, to przy pełnym stadionie grałem pierwszy raz w swojej karierze. Wspaniali kibice, wspaniała atmosfera, to zupełnie inna gra niż te mecze w Wodzisławiu – mówi uradowany „Klepa”
Zawodnicy Piasta nienajgorzej zaczęli ten mecz, ale nie dość, że nie potrafili zdobyć gola, to jeszcze sami nadziali się
na kontrę po której Dariusz Trela musiał wyciągnąć piłkę z siatki – Z perspektywy z całego meczu byliśmy zespołem lepszym, stworzyliśmy sobie więcej sytuacji. Wisła po stałym fragmencie gry wyszła z jedną kontrą, głupio straciliśmy bramkę, ale to nieważne, bo w końcówce pokazaliśmy charakter, strzeliliśmy dwa gole i wygraliśmy i z tego się cieszymy – podkreśla były piłkarz Polonii Bytom.
Lepszego zakończenia tego niepowtarzalnego spektaklu wymarzyć sobie nei można. Scenariusz jak z najlepszego filmu. Stopniowane napięcie, stracony gol, uciekający czas i te ostatnie 5 minut – Rzeczywiście było trochę dramaturgii, ale nie taki był plan. Już w pierwszej połowie chcieliśmy strzelić bramkę, ale nie udało się. l potem była nerwówka, ale to nieważne, bo w 95 strzeliliśmy gola , który dał nam zwycięstwo – zaznacza Klepczyński.
Opracowanie Grzegorz Muzia
Foto – Michał Chwieduk





















