Pavol Cicman wrócił w niedzielę na swoją ulubioną pozycję, czyli zawodnika schowanego za plecami najbardziej wysuniętego napastnika, i od razu strzelił bramkę. Zanim to jednak się stało, Piast przegrywał z Bogdanką 0:2. – Nie wiem jak to się stało. W pierwszej połowie graliśmy całkiem nieźle, przeważaliśmy, a początek drugiej był rzeczywiście fatalny – zastanawia się Słowak. Gliwiczanie dostali dwa celne ciosy w przeciągu zaledwie 12 minut. Podnieśli się jednak z kolan i wyrównali – Przez moment źle to wyglądało.
Przegrywaliśmy 0:2, ale wierzyliśmy, że uda nam się wywalczyć dobry wynik i chwała chłopakom za to, że doprowadzili chociaż do
remisu. – mówi Cicman. – Ale z tego wyniku nie możemy być zadowoleni. Graliśmy w końcu u siebie – dodaje napastnik Piasta.
Ważnym momentem w tym meczu była podwójna zmiana, jaką przeprowadził Marcin Brosz po stracie pierwszego gola. W 53 min za Bzdęgę i Matuszka na murawie pojawili się Kędziora i Urban. Wprawdzie Dariusz Trela skapitulował potem po raz drugi, ale gol „Kędziory” pozwolił rozpocząć wyścig, którego stawką był przynajmniej punkt – Wejście tych doświadczonych piłkarzy ożywiło mocno naszą grę. „Kędy” zdobył pierwszą bramkę. Pomogło nam to w strzeleniu drugiego gola – potwierdza wychowanek Tatranu Prešov.
Gol Cicmana był już trzecim trafieniem tego zawodnika w tym sezonie, jak padł? – Było dobre podanie w pole karne z lewej strony boiska, Piłkę chyba jeszcze dotknął Ruben, trafiłem tak jak chciałem i dziękuję za tą bramkę – uśmiecha się strzelec wyrównującego gola.
Grzegorz Muzia
Foto – Michał Chwieduk



















