Bielsko Biała, ul Rychlińskiego – 17.10.2015. godz. 15:30. Bramki: Pierwszy raz w tym sezonie drużyna Piasta podzieliła się punktami. Gliwiczanie zremisowali 2:2 w wyjazdowym meczu z Podbeskidziem. Podopieczni Radoslava Latala dwukrotnie musieli odrabiać straty, i dwa razy im się to udało po golach zdobytych z rzutów karnych przez Kamila Vacka. Dla gospodarzy trafiali Szczepaniak i Możdżeń. Gliwiczanie przystępowali do tego meczu bez pauzującego za kartki Martina Nespora. Brak najlepszego strzelca to zawsze problem dla trenera i reszty drużyny. Radoslav Latal nie kombinował jednak i w miejsce Nespora od początku do boju rzucił Gerarda Badię. Piast zaczął ten mecz jak przystało na lidera, czyli od nieustających ataków na bramkę Podbeskidzia. W konsekwencji już w 6. min z boku pola karnego faulowany był Zivec, a już niejedna drużyna się przekonała, jak groźny jest Piast mając stały fragment gry. I rzeczywiście, po zagraniu Mraza, piłka trafiła pod nogi Vacka, który jednak nie trafił w nią czysto, stąd nie wylądowała w bramce. Przez kolejne kilka minut gliwiczanie nie opuszczali okolic pola karnego gospodarzy, wrzucają kilka razy futbolówkę w pole karne. Pachniało coraz bardziej golem dla gości, ale bielszczanie bronili się nie dopuszczając do strzałów. Gospodarze próbowali zagrozić bramce pilnowanej przez Jakuba Szmatułę wyprowadzając kontry. W pierwszy 20. minutach tylko raz Góralom udało się oddać strzał. Uczynił to Kowalski, jednak nie było uderzenie, które mogło sprawić problemy Szmatule. W 25. min Barisić wrzucił piłkę w pole karne, niepewnie interweniował Zubas. Blisko całej sytuacji był Zivec, ale Słoweniec nie zdołał zamknąć akcji strzałem. Przyjęta taktyka przez bielszczan przyniosła im efekt w 30 min. Wtedy to gospodarze wyprowadzili szkoleniowy wręcz kontratak. Na końcu tej akcji Mójta zagrał w poprzek pola karnego do Szczepaniaka, który z bliska umieścił piłkę w siatce. Podopieczni Radoslava Latala już nie raz w tym sezonie musieli odrabiać starty i zazwyczaj czynili z powodzeniem. Okazja i to doskonała, aby wyrównać nadarzyła się w 35. min. Wtedy to po rogu, Korun z 7 metrów głową nie trafił w światło bramki. Długo nie podnosił się z murawy obrońca Piasta nie mogąc uwierzyć, że to nie wpadło. W 38. min Zivec uderzył z dystansu, ale obronił to Zubas. Chwilę później Kato stanął oko w oko ze Szmatułą, ale wyczuł intencje Japończyka bramkarz Piasta, ratując swój zespół przed stratą drugiego gola. Nie miało to jednak wpływu na postawę gliwiczan. W 43 min Kwame sfaulował w polu karnym Pietrowskiego. Tym razem piłkę na 11 metrze ustawił Vacek i pewnym strzałem w środek bramki pokonał Zubasa. Można powiedzieć, że tradycji stało się zadość. Piast przegrywając, jeszcze przed przerwą doprowadził do wyrównania. Piłkarze Piasta drugą połowę zaczęli od ataków na bramkę Podbeskidzia, ale to gospodarze otworzyli wynik w tej odsłonie. W 52 min interweniujący Szmatuła wybił piłkę pod nogi Kato, ten wycofał ją do Możdzenia, który przepięknie uderzył wyprowadzając bielszczan na prowadzenie. W podobnej sytuacji gliwiczanie byli w Szczecinie, gdzie to pierwsi stracili drugą bramkę i już nie potrafili odmienić losów meczu Gol ten zmusił Radosława Latala do wprowadzenie zmian. Na murawie zameldowali się najpierw Musiolik, potem Mak. Co ciekawe trener Piasta zdecydowali się ściągnąć Heberta, a więc osłabić obronę. Z drugiej strony do stracenia były tylko kolejne gole. Potem jeszcze Moskwik zmienił Żivca, ale to już była wymuszona roszada. Słoweniec bowiem nabawił się kontuzji. Czas nie pracował na korzyść gliwiczan, którzy musieli atakować i biegać po nasiąkniętej murawie. W takich warunkach zdecydowanie łatwiej jest się bronić, co też czynili gospodarze. Gdy wydawało się, że bielszczanie zaczną odliczać minuty do pierwszego od dłuższego czasu zwycięstwa, w 82 min Kowalski sfaulował w polu karnym Mraza. Sędzia wątpliwości nie miał, dyktując kolejną jedenastkę, którą także na gola zamienił Vacek. Grając już na dużym zmęczeniu oba zespoły nie zdołały przeprowadzić akcji, która dałaby im komplet punktów, choć bliscy byli tego gliwiczanie. Już w doliczonym czasie gry piłkę meczową miał Mak, ale nie trafił on do bramki. Remis ten pozostawia niedosyt, ale jest to wynik sprawiedliwy. Piast: 1. Jakub Szmatuła – 88. Uroš Korun, 28. Kornel Osyra, 91. Hebert (68, 19. Mateusz Mak) – 5. Marcin Pietrowski, 9. Radosław Murawski, 25. Kamil Vacek, 12. Saša Živec (77, 11. Paweł Moskwik), 21. Gerard Badía (62, 96. Sebastian Musiolik), 2. Patrik Mráz – 90. Josip Barišić. Podbeskidzie: 1. Emilijus Zubas – 32. Adam Pazio, 27. Adam Deja, 3. Krystian Nowak, 15. Adam Mójta – 8. Jakub Kowalski (90, 17. Kamil Jonkisz), 10. Marek Sokołowski, 6. Kōhei Katō, 7. Mateusz Możdżeń, 5. Frank Adu Kwame (54, 93. Fabian Hiszpański) – 20. Mateusz Szczepaniak (90, 23. Róbert Demjan). żółte kartki: Pazio, Sokołowski, Zubas, Demjan – Pietrowski, Mráz, Mak. sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa). widzów: 4598. |