Gliwice, ul Okrzei 20, 11 maja 2015, godz. 18:00 Bramki: Nieprawdopodobny mecz z nieoczekiwanymi zwrotami akcji zobaczyli kibice, którzy przyszli w poniedziałkowe popołudnie na stadion przy ul. Okrzei, gdzie Piast podejmował Górnika Łęczną. Gliwiczanie prowadzili już 2:0, po bramkach Horvatha i Wilczka, by potem stracić trzy gole i przegrać, praktycznie wygrane spotkanie. Taka sytuacja w historii występów w ekstraklasie na własnym stadionie jeszcze niebiesko-czerwonym się nie przydarzyła. Dla Górników z Łęcznej mecz ten był pierwszą i praktycznie ostatnią w tej dodatkowej rundzie szansą na to by do końca tego sezonu nie bić się o utrzymanie. Jurij Szatałow deklarował, że jego podopieczni pokażą, że w piłkę grac potrafią. Radosłav Latal natomiast obiecywał, że Piast zagra ofensywnie i wygra. Początek meczu należał do Piasta. Przez pierwsze cztery minuty gliwiczanie przycisnęli rywala, dając do zrozumienia, że interesuje ich tylko zwycięstwo. Goście próbowali wcielić w życie deklaracje swojego trenera, ale kiepsko im to wychodziło. Najbardziej aktywny w zespole Górnika był Tomasz Nowak, który kilkakrotnie podejmował samodzielne próby pokonania Jakuba Szmatuły. Nic z tego jednak nie wyszło. W 22. min Murawski oddał pierwszy, celny strzał w tym meczu, pewnie jednak obroniony przez Sergiusza Prusaka. Zaraz potem Bonin odpowiedział kąśliwym uderzeniem z dystansu, piłkę za lini końcową dość pewnie zbił bramkarz Piasta. W 32. min gliwiczanie wykonywali rzut wolny. Piłkę w pole karne dogrywał Hanzel, tam najlepiej odnalazł się Horvath, który strzałem głową otworzył wynik tego spotkania. Był to pierwszy w tym sezonie gol Słowaka. Bramka ta wyraźnie dodała motywacji gospodarzom, a szczególnie Horvathowi, który zaraz potem miał kolejną okazję na podwyższenie rezultatu. Stracony gol natomiast zniechęcił na jakiś czas do gry gości. Zaraz po zmianie stron Prusak sfaulował w polu karnym Wilczka. Sędzia wątpliwości nie miał , dyktując rzut karny dla gospodarzy. Jedenastkę pewnie wykorzystał Wilczek, wskakując ponownie na fotel lidera najskuteczniejszych strzelców ekstraklasy. Wydawało się, ze losy tego meczu są już w tym momencie rozstrzygnięte, ale to co wydarzyło się w kolejnych 8. minutach trudno jest logicznie wytłumaczyć. Gliwiczanom chyba wydawało się, że już jest po meczu i mogą zacząć myśleć o przygotowaniach do następnego spotkania, a może i nawet sezonu, bo trzy zdobyte punkty bardzo by ich przybliżały do utrzymanie w ekstraklasie. Tymczasem w 52. min Cernych po zagraniu Bozoka, szczupakiem zdobył kontaktową bramkę, a ledwie 120 sekund później Bozok zdecydował się na strzał, po którym piłka odbiła się od słupka i wtoczyła się do bramki. W 55. min mecz zaczął się więc praktycznie od nowa. Radoslav Latal natychmiast zareagował, wpuszczając do gry Badię i Vassiljeva, ale kolejną setkę mieli goście. W 69. min Bonin czubkiem buta kończył podanie Mraza, piłka odbiła się od wewnętrznej strony słupka i tocząc się po linii wylądowała w rękach Szmatuły. Wynik nie był korzystny dla gospodarzy, ale za to widowisko zrobiło się bardzo emocjonujące. Obie strony otworzyły się, co zaowocowało kolejnymi sytuacjami. Czym było bliżej końca tego spotkania, tym też więcej chaosu i przypadkowości było widać w grze obu stron. Jak się miało okazać, lepiej w tych warunkach poradzili sobie goście. W 78. min Cernych zagrał wprost pod nogi Hasaniego, który miał czas, by przyjąć piłkę i lekkim, ale precyzyjnym strzałem skierować piłkę do bramki. W 84. min Latal zdecydował się puścić do boju Kędziore, kosztem obrońcy. Plac gry bowiem opuścił Mokwa. Prowadząc 3:2. Górnicy z Łęcznej nie zamierzali już jednak grać w piłkę, tylko utrzymać korzystny dla siebie rezultat. Nie robili jednak tego broniąc się rozpaczliwie, ale przenieśli ciężar gry na połowę Piasta i to dało im zwycięstwo i bezcenne trzy punkty w walce o utrzymanie, choć w doliczonym czasie gry gliwiczanie mieli jeszcze dwie okazje, aby doprowadzić do remisu. Piast: 1. Jakub Szmatuła – 22. Tomasz Mokwa (84, 24. Wojciech Kędziora), 28. Kornel Osyra, 33. Hebert, 11. Paweł Moskwik – 17. Tomasz Podgórski (54, 21. Gerard Badía), 9. Radosław Murawski, 3. Csaba Horváth, 77. Rubén Jurado (59, 84. Konstantin Vassiljev), 20. Łukasz Hanzel – 10. Kamil Wilczek. Górnik: 79. Sergiusz Prusak – 22. Łukasz Mierzejewski (80, 4. Veljko Nikitović), 20. Lukáš Bielák, 23. Maciej Szmatiuk, 2. Patrik Mráz – 6. Paweł Sasin (66, 14. Shpëtim Hasani), 7. Tomasz Nowak, 8. Filipp Rudik, 15. Grzegorz Bonin, 19. Miroslav Božok (90, 17. Radosław Pruchnik) – 11. Fedor Černych. żółte kartki: Hanzel, Podgórski, Osyra, Badía – Mráz, Božok. Sędziowali: Widzów: 3647.
|