Arena Kielc – 26.08.2013. Godz. 18:00 Bramki: Piast po raz kolejny nie zdobył kieleckiej Areny. Gliwiczanie przegrali z zajmującą przed tym meczem ostatnie miejsce w tabeli Koroną 0:2. Losy tego pojedynku rozstrzygnęły się w pierwszej połowie, kiedy to najpierw Kiełb, a potem Sobolewski umieszczali piłkę w bramce gości. W drugiej odsłonie gliwiczanie zagrali już lepiej, ale po raz pierwszy w tym sezonie w meczu ligowym nie strzelili gola i w konsekwencji zasłuzenie przegrali. Marcin Brosz miał pewnie nie mały problem jaką taktykę dobrać na ten mecz. Głównie ze względu na to, że w Koronie zmieniono trenera i to na zagranicznego szkoleniowca – Hiszpana – José Rojo Martína, Co zrobi „Pacheta” było wielką niewiadomą, co potwierdził zresztą wyjściowy skład. W jedenastce Korony zaszły trzy zmiany. W tej sytuacji Marcin Brosz tuż przed meczem stwierdził, że taktyka i rozpoznanie rywala nie zeszło na drugi plan. Najważniejsze dla szkoleniowca Piastunek to było zagrać efektownie i efektywnie. Niestety, nic z tych planów nie wyszło. Oba zespoły od początku ustawiły się bardzo wysoko, maksymalnie zawężając plac gry. To było powodem, że gra nie miała w tej pierwszej fazie płynnego charakteru. Pierwszą sytuację bramkową w tym meczu mieli gospodarze. W 4 min po rogu bitym przez Golańskiego, Kiełb uderzył głową, piłka przeszła tuż nad spojeniem słupka z poprzeczką. po 10 minucie Piast zaczął atakować rywala już pod jego polem karnym. W efekcie Wilczek nawet strzelił gola, ale że był na pozycji spalonej, bramka nie została uznana. Zawodnicy Korony, zamiast grać piłką, postanowili jednak użyć długich podań. W 14 min właśnie po takim zagraniu Sylwestrzak głową zgrał piłkę do Angielskiego, młody napastnik gospodarzy stanął oko w oko z Trelą, ten jednak świetnie się zachował zbijając piłkę na róg. Nie upłynęła jednak minuta, a gospodarze wyszli na prowadzenie. Z prawej strony w pełnym biegu Golański zagrał w pole karne, a tam przy długim słupku, na chwilę bez opieki został pozostawiony Kiełb, który z bliska otworzył wynik tego pojedynku. Piast odpowiedział niecelnym strzałem Podgórskiego. Chwilę później jednak plac gry z powodu kontuzji musiał opuścić Golański, najlepszy do tej pory gracz gospodarzy. Nie przeszkodziło im to jednak w strzeleniu drugiego gola. W 24 min Sylwestrzak z lewej strony posłał długą piłkę do Sobolewskiego, a ten mając czas i swobodę podwyższył rezultat na 2:0. Szykowało się na powtórkę z poprzedniego sezonu, szczególnie, że gliwiczanie po stracie bramki kompletnie stracili pomysł na grę. W 28 min Podgórski wywalczył rzut wolny w odległości 26 metrów od bramki pilnowanej przez Małkowskiego. Kapitan Piasta w tym sezonie nie może jednak znaleźć optymalnego ustawienia dla swojej stopy, bo spudłował. Również i kolejny strzał, tym razem z akcji mu nie wyszedł. Gliwiczanom udało się utrzymać przewagę tylko przez kilka chwil. W końcówce tej połowy kielczanie nie atakowali już z takim animuszem, jak do momentu strzelenia drugiego gola, ale w końcu prowadzili jednak 2:0. W efekcie Piastowi w tym okresie udało się wywalczyć dwa rzuty rożne, bez efektu jednak w postaci kontaktowego gola. Na przerwę gospodarze schodzili zasłużenie prowadząc dwoma bramkami. Zawodnikom Piasta udawało się już w tym sezonie skutecznie gonić wynik. Tym razem jednak poprzeczka powędrowała wyżej, bo aby choćby zremisować, trzeba było strzelić aż dwa gole. Gospodarze w pierwszej fazie drugiej połowy oddali pole gliwiczanom. W efekcie goście przez prawie 5 minut nie schodzili z połowy przeciwnika. Tyle, że nic z tego nie wynikało. O nieporadności niebiesko-czerwonych świadczył desperacki, bo oddany z ponad 35 metrów strzał w wykonaniu Horvátha. Potem Korona odzyskała inicjatywę, a bliski podwyższenia rezultatu był Janota, którego to uderzenie w ładnym stylu skutecznie wybronił Trela. Po godzinie gry wciąż nic nie wskazywało, że Piast wywiezie z Kielc choćby punkt. Tymczasem w 62 min po faulu Horvátha, z wolnego, z 21 metrów strzelał Janota, piłka zatrzymała się na murze. Zaraz potem Kiełb znalazł się w sytuacji sam na sam, ale na szczęście pomocnik Korony przerzucił futbolówkę na Trelą i jego bramką. Wreszcie w 64 min Wilczkowi udało się wypracować sytuacje i strzelić ładnie, bo z pół obrotu, ale bezrobotny do tej pory Małkowski nie dał się zaskoczyć. Receptą na zmianę niekorzystnego wyniku miało być posłanie do boju Szeligi. Czas jednak płynął, a gole nie padały. Z tym, że czym było bliżej końca tego pojedynku, tym bardziej robiła się otwarta gra. Gliwiczanie postawili wszystko na jedną kartę, często zapominając o obronie. To mogło skończyć się stratą trzeciej bramki, ale tez i zdobyciem kontaktowego gola. Były okazje po rogach, ale Podgórski uparł się, aby wbijać piłki z rogów na głowę Janoty, a ten grał przecież w drużynie przeciwnej. Na kwadrans przed końcem Marcin Brosz usiadł już na krzesełku, a w głowie kłębiły mu się myśli, co tu zrobić, aby za tydzień ze Śląskiem nie powtórzył się scenariusz z tego pojedynku. Natomiast José Martín zapomniał, ze jego podopieczni nie mówią po hiszpańsku i w tym języku żywo motywował i swój zespół do jeszcze lepszej gry. W 80 min Brosz zdecydował się na pokerowe zagrania. Zdjął z boiska Podgórskiego i Martineza, a za nich weszli Docekal i Murawski. W 84 min po idealnym dośrodkowaniu Króla, Szeliga z 8 strzelał głową w długi róg, i to powinien być gol kontaktowy. Piłka przeszła jednak metr obok słupka prawego słupka. W końcówce Piast mocno zepchnął kielczan do obrony. kilka razy zakotłowało się nawet w polu karnym gospodarzy. To jednak okazało się za mało, by choćby strzelić honorowego gola. Piast: 12. Dariusz Trela – 25. Damian Zbozień, 3. Csaba Horváth, 4. Mateusz Matras, 23. Krzysztof Król – 18. Matej Ižvolt, 19. Carles Martínez (81, 9. Radosław Murawski), 27. Artis Lazdiņš (61, 26. Bartosz Szeliga), 22. Rubén Jurado, 17. Tomasz Podgórski (81, 13. Tomáš Dočekal) – 10. Kamil Wilczek Korona: 1. Zbigniew Małkowski – 44. Paweł Golański (22, 3. Kamil Kuzera), 32. Radek Dejmek, 4. Piotr Malarczyk, 2. Kamil Sylwestrzak – 99. Mateusz Stąporski, 8. Vlastimir Jovanović, 29. Paweł Sobolewski (72, 16. Artur Lenartowski), 10. Michał Janota, 27. Jacek Kiełb – 58. Karol Angielski (54, 11. Daniel Gołębiewski) żółte kartki: Janota, Kuzera – Horváth, Martínez, Jurado. sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa). widzów: 7697 |