<%@LANGUAGE="VBSCRIPT" CODEPAGE="1252"%> Untitled Document

Podsumowanie sezonu 2006/07

9 czerwca 2007 r. zakończyła się runda zasadnicza sezonu 2006/07 w piłkarskiej drugiej lidze. Dla drużyny Piasta był to już 25 rok występów w tej klasie rozgrywek. Niebiesko-czerwoni miniony sezon zakończyli na nienajgorszym, bo gwarantującym drugoligowy byt, ósmym miejscu. Oczekiwania jednak, po bardzo dobrej wiośnie 2006, były wyższe. Krótko mówiąc, nie jest źle, ale mogło być lepiej

Mogło być lepiej

W przerwie letniej, która poprzedzała zakończony sezon w zespole Piasta nie zaszły wielkie zmiany. Karierę zakończył Mirosław Budka, Maciej Szmatiuk przeniósł się do Koszarawy Żywiec, a do Odry Wodzisław powędrował Stanisław Wróbel. Szczególne odczuwalne miało być odejście tego ostatniego zawodnika, bo pozyskany w jego miejsce Łukasz Wesecki nie od razu zaaklimatyzował się na nowym miejscu. Podobnie też było z Danielem Chylaszkiem. Jesienią najczęściej grali oni w rezerwach. Największe jednak nadzieje wiązano z Pawłem Zajączkowskim. Ten pozyskany z Motoru Lublin lewonożny zawodnik miał być następcą w Piaście Marcina Radzewicza. Jednak już w okresie przygotowawczym piłkarz ten nabawił się kontuzji, którą z krótkimi przerwami leczył do końca sezonu. Mimo tych kadrowych kłopotów, inaugurujący rundę jesienną mecz zakończył się sensacyjnym wręcz wynikiem. Gliwiczanie rozgromili bowiem u siebie jednego z głównych pretendentów do awansu – Zagłębie Sosnowiec i to aż 4:0. Łupem bramkowym w tym meczu podzielili się Kaszowski, Gamla, Podgórski i Kompała, a każdy gol był niepospolitej urody. Dzień 29 lipiec 2007 r. przejdzie do historii nie tylko jako najwyższe zwycięstwo Piasta nad zespołem znad Brynicy. W tym dniu też po raz pierwszy na stadionie przy ul. Okrzei rozgrywano mecz ligowy przy sztucznym oświetleniu. Sama inauguracja oświetlenia miała miejsce natomiast tydzień wcześniej w trakcie towarzyskiego spotkania z Pogonią Szczecin. Euforia po wygranej sięgnęła zenitu, a media okrzyknęły Piasta głównym faworytem do awansu. Jacek Zieliński tonował te nastroje, mówiąc , że jego zespół nie jest jeszcze drużyną na miarę walki o pierwszą ligę. Niestety jego słowa okazały się prorocze. Piast bowiem pozostał tylko „papierowym faworytem”. Szybciej niż się spodziewano, bo już w drugiej kolejce trzeba było przełknąć gorycz porażki, ulegając w Ostrowcu Świętokrzyskim – KSZO - 0:1. Tydzień później z kompletem punktów z Gliwic wyjeżdżał inny pretendent do awansu - białostocka Jagiellonia pokonujac Piasta 2:0. 20 września w trakcie pierwszej w historii, bezpośredniej ligowej transmisji telewizyjnej podopieczni Jacka Zielińskiego pokonali Miedź Legnicę 3:1, a 5 dni później w meczu „wyjazdowym”, przy ul. Okrzei gliwiczanie wygrali dość szczęśliwie z ŁKS Łomża - 1:0. Niestety w tym pojedynku poważnej kontuzji doznał Krzysztof Kozik. Pomiędzy słupkami zastąpił go Marcin Feć i jak się miało okazać, był to początek końca kariery w gliwickim klubie, tego niewątpliwie dobrego, ale nie mającego szczęścia w Piaście bramkarza. W następnej kolejce Feć przepuścił dwa gole w spotkaniu z Zawiszą Bydgoszcz, a że jego koledzy nie strzelili ani jednej bramki. Bogusław Baniak wyjeżdżał z Gliwic bardziej niż zadowolony. Ruch Chorzów też okazał się za mocny (3:2), mimo że i tym razem niebiesko-czerwoni grali u siebie. Przełomowym dla Jacka Zielińskiego miał być zaległy mecz z Kmitą Zabierzów. Przeciętnie grający beniaminek bez większego trudu uporał się z Piastem wygrywając na stadionie Wawelu w Krakowie 2:1. Krzywa spadkowa w tym momencie nabrała już bardzo ostrego nachylenia. 13 wrzesień okazał się więc ostatnim dniem dla bardzo popularnego w Gliwicach Zielińskiego. Nazajutrz bowiem w siedzibie klubu doszło do spotkania szkoleniowca z Zarządem Klubu na którym obydwie strony doszły do wniosku, że lepiej będzie jak zespół przejmie inny trener. Obowiązującą do końca czerwca 2007 r . umowę rozwiązano za porozumieniem stron. Rozgorzała dyskusja kto do końca rundy ma poprowadzić pierwszy zespół. Zwyciężyła opcja, że nie będzie to Jan Furlepa, pełniący do tej pory funkcję drugiego trenera, tylko nowy szkoleniowiec. Rozważano cztery kandydatury. Padło na Bogusława Pietrzaka, który jeszcze incognito pojechał do Gorzyc obserwować mecz z gościnnie tam występującą Stalą Stalowa Wola. Konfrontacja ta skończyła się bezbramkowym remisem. Był to pierwszy punkt wywalczony przez niebiesko-czerwonych na wyjeździe w tym sezonie. Cztery dni później w II rundzie Pucharu Polski Arka Gdynia pokazała jaka jest różnica pomiędzy pierwszą ,a drugą ligę, pokonującą Piasta na Okrzei - 5:2 i eliminując go z dalszych pucharowych zmagań. Debiut Bogusława Pietrzaka był bardziej szczęśliwy niż udany, bo jego nowy zespół pokonał wprawdzie po bramce Dariusza Solnicy - Unię 1:0, ale to beniaminek z Janikowa w tym pojedynku był zespołem lepszym. Potem przyszły trzy porażki z rzędu (Z Lechią w Gdańsku 0:1, z Podbeskidziem u siebie też 0:1 i w Polkowicach z tamtejszym Górnikiem 1:2). Ta ostatnia przegrana mówiąc wprost była niezasłużona, gdyż pan Tomasz Cwalina podyktował wtedy karnego z kapelusza i uznał gola strzelonego ze spalonego. 20 października do Gliwic zawitała warszawska Polonia. W składzie spadkowicza z ekstraklasy była cała grupa znanych z pierwszoligowych boisk zawodników, w tym niegdysiejsza gwiazda Widzewa i reprezentacji Polski - Marek Citko. Niebiesko-czerwoni po całkiem niezłym meczu zasłużenie pokonali warszawiaków, oddalając się nieco od strefy zagrożonej bezpośrednią degradacją. Nie na długo jednak, bo w następnej kolejce czarnoskóry piłkarz Odry Opole – Hugo Enyinnaya w 84 minucie zdobył gola, który dał jego drużynie zwycięstwo. Pod koniec rundy pojawiły się pierwsze symptomy wychodzenia z dołka. Zwycięstwo nad rewelacją rozgrywek – bytomską Polonią 2:1, nie było dziełem przypadku, mimo że spotkanie to rozgrywano w lekkim mrozie i na śniegu. Nie udało się jednak zakończyć pierwszej części sezonu dobrym wynikiem. We Wrocławiu, na Oporowskiej przy pełnych trybunach i w blasku kilka dni wcześniej uruchomionych jupiterów gospodarze pokonali jedenastkę z Okrzei 2:0. Było to pożegnalne spotkanie dla Jarosława Zadylaka i Dariusza Solnicy z którymi kilkanaście dni później rozwiązano kontrakty za porozumieniem stron. Miał to być początek odmładzania, mocno wiekowo zaawansowanej kadry Piasta. Kierunek wydawał się wtedy jak najbardziej słuszny konieczny, tyle, że nie wiele z tego wyszło.
Przygotowania do rundy rewanżowej rozpoczęły się 10 stycznia 2007 r. Bogusław Pietrzak miał prawie, że komfortową sytuacje, bo już na pierwszym sparingu miał do dyspozycji wszystkich zawodników, których chciał mieć w drużynie. Wyjątkowo łagodna zima też sprzyjała przygotowaniom. Dzięki temu można było rozegrać wszystkie gry kontrolne i optymalnie przepracować ten okres. Rezultaty osiągane w sparingach były zapowiedzią tego, co miało nas czekać na wiosnę, czyli minimalne porażki lub remisy z silniejszymi rywalami, a zwycięstwa z drużynami niżej notowanymi niż Piast.
Przed pierwszym w rundzie wiosennej meczu spekulowano, czy jedenastce z Okrzei uda się powtórzyć osiągnięcie z wiosny 2006 r., kiedy to gliwiczanie wywalczyli 32 punkty i zostali najlepszą drużyną rundy rewanżowej. Jednak już na inaugurację trzeba było przełknąć gorzką pigułkę, przegrywając 0:1 na Ludowym z Zagłębiem Sosnowiec. Po bezbramkowym remisie z KSZO i podzielenia się punktami z Jagiellonią w Białymstoku (1:1), wiadomo było, że powtórzyć wyniki sprzed roku nie będzie łatwo. Szybko też się okazało, że praktycznie wszyscy, sprowadzeni w przerwie zimowej zawodnicy przegrają rywalizację ze „starą” gwardią Piasta. Niewątpliwie największym rozczarowaniem okazał się Adrian Świątek. Ten filigranowy napastnik miał być postrachem bramkarzy II ligi, a tymczasem zagrał w jednym meczu przez 1 minutę. Białek praktycznie przez całą rundę leczył kontuzje, podobnie Rogalski. Więcej pozytywnych słów można powiedzieć o Bańce i Przewoźniaku. Pierwszy dość często wchodził na zmiany i pokazał, że drzemie w nim potencjał, ale jeszcze musi nad sobą popracować. Przewoźniak błysnął raz, ale bardzo efektownie, strzelając dwa gole zaraz po wejściu w pojedynku przeciwko Stali Stalowa Wola. Maciej Humerski też powinien na dłużej zagrzać miejsca w Piaście. Miał on wprawdzie tylko raz okazję się pokazać w meczu kończącym rozgrywki, ale widać, że ma zadatki, przynajmniej na drugoligowego bramkarza. W czwartej, wiosennej kolejce przyszło wreszcie pierwsze w sezonie zwycięstwo na boisku przeciwnika. Dzięki bramce Wojciecha Kędziory strzelonej w 90 min Piast pokonał Miedź 1:0 i znacznie poprawił nie tylko nastroje kibicom, ale i swoją pozycję w ligowej tabeli. Zaraz potem, niebiesko-czerwoni efektownie , bo 3:0 wygrali z ŁKS Łomżą. Znów na listę strzelców wpisał się Kędziora. Beniaminka z Łomży dobili Kaszowski i Kompała. W dwóch następnych meczach Piast dzielił się z rywalami punktami z tym, że remis z Kmitą Zabierzów 2:2 odebrano jako porażkę, a wynik 0:0 z Ruchem w Chorzowie jako sukces. Po tym spotkaniu w na Cichej nawet domagano się dymisji Marka Wleciałowskiego, ale klubowi włodarze nie dali się ponieść emocjom i na pewno nie żałowali, bo niebiescy potem szli jak burza i awansowali do ekstraklasy z pierwszego miejsca. Po najwyższym w rundzie zwycięstwie nad Stalą Stalowa Wola wydawało się, że podopieczni Bogusława Pietrzak na tyle są mocni, że bez problemu przywiozą komplet punktów z Janikowa. Tymczasem walczący o byt beniaminek rozpoczął od meczu z Piastem serie dobrych występów, pokonując gliwicką jedenastkę 1:0. Inna sprawa, że goście ułatwili w tym dniu zadanie podopiecznym Andrzeja Wiśniewskiego. Wystawienie na lewym skrzydle Przewoźniak, posadzenia na ławce Podgórskiego i słaba w tym dniu dyspozycja Chylaszka były głównymi przyczynami przegranej. Porażka u siebie 2:3 z Lechią Gdańsk tez mocno zabolała, bo drużynie z Trójmiasta wcześniej nie najlepiej się wiodło i do Gliwic podopieczni Tomasza Borkowskiego w roli faworyta. Mimo że z II ligi praktycznie nikt nie spadał, to widmo barażów wciąż zaglądało piłkarzom i trenerom w oczy. Bardzo ważne w tym momencie okazało się zwycięstwo w Bielsku nad Podbeskidziem 2:0. Pierwszego gola w II lidze zdobył w tym spotkaniu wychowanek Piasta – Michał Filipowicz. Niemoc strzelecką przełamał też Krzysztof Kukulski, który 5 dni później uratował remis w konfrontacji z Górnikiem Polkowice. W Warszawie na Konwiktorskiej Polonia pokazała Piastowi co to znaczy skuteczność. Trzy akcje, trzy gole i można było wracać do domu. Na szczęście wyniki tak się układały, że wystarczyło wygrać z Odrą Opole u siebie, aby zapewnić sobie drugoligowym byt i sztuka ta się udała. Po ciekawym meczu i celnych trafieniach Kędziory i Weseckiego to opolanie schodzili z murawy pokonani, a gliwiczanie mogli jechać do Bytomia… na wycieczkę. Na Olimpijskiej zabrakło motywacji, choć zarówno piłkarze jak i trenerzy twierdzili, że będzie inaczej. Podopieczni Waldemara Fornalaka wygrali pewnie, choć wynik 3:2 mógłby wskazywać, że było inaczej. Mecz ze Śląskiem Wrocław był już tylko pojedynkiem o ósme miejsce i o prestiż, bo do tej pory to wrocławianie głównie wygrywali z Piastem. Gliwice jednak nie leżą Janowi Żurkowi, który zresztą z naszym miastem jest dość mocno związany przez wiele lat grającego tu brata – Zbigniewa. Śląsk przegrał gładko, bo 0:3. Te ostatnie spotkanie było ważne dla Łukasza Krzyckiego. Jego bardzo dobry występ i gol rozwiał wątpliwości, że warto było w niego inwestować. Swoja dobrą postawę w rundzie wiosennej przypieczętował w tym spotkaniu Wojciech Kędziora, strzelając dwa gole. „Kędy” już jesienią regularnie łapał się do składu, ale nie mógł sobie znaleźć miejsca na boisku. Grywał w obronie, w pomocy, Bogusław Pietrzak wymyślił, że może on być napastnikiem i nie zawiódł. 6 goli i 5 asyst dało mu drugie za Adamem Kompała miejsce w klasyfikacji kanadyjskiej.
Niestety, nietrafione transfery sprawiły, że praktycznie całą wiosnę trzeba było grać bardzo wąską kadrą. Z jednej strony to dobrze, bo drużyna była zgrana, ale żeby liczyć się w stawce o wyższe cele to trzeba mieć przynajmniej 16 zawodników na podobnym poziomie. Kontuzje, kartki nie omijają bowiem nawet najlepszych Zdecydowanym liderem zespołu był Adam Kompała, W zasadzie piłkarz ten ani razu nie zawiódł, choć jak każdemu przydarzały się słabsze dni. Chyba najbardziej jednak imponował Mirosław Widuch. Zawodnik ten wydaje się nie do zdarcia, bo mając 36 lat wciąż należy w każdym meczu do najlepszych na boisku. Względnie równą formę przez cały sezon prezentowali też Kaszowski, Gamla, Michniewicz, Podgórski i odkrycie rundy wiosennej – Daniel Chylaszek. Osobnego omówienia wymaga postawa Adma Banasia. Zawodnik ten prezentuje już pierwszoligowy poziomi i pewnie długo w Piaście nie zabawi, ale jeszcze czasem brakuje mu zimnej krwi, tak jak w Bytomiu, gdy wpakował w ważnym momencie piłkę do własnej bramki. Więcej oczekiwaliśmy od Kukulskiego. Pierwsza część rundy nie była dla niego udana, ale w ostatnich meczach pokazał wszystkim, że w piłkę potrafi grać. Wychowankowie Piasta: Janczarek z Filipowiczem zrobili spory postęp. Jeszcze niedawno grywali tylko w rezerwach, a teraz coraz częściej łapią się do pierwszego składu i w przyszłym sezonie powinni już regularnie bywać w meczowej 18-stce. Jak gra się w II lidze mieli też okazję zobaczyć jeszcze juniorzy: Daniel Iwan i Maciej Mizgajski. Ten drugi nawet zakosztował gry na zapleczu ekstraklasy. Choć to utalentowani zawodnicy to jednak jeszcze muszą sporo potu na treningach zostawić, aby móc rywalizować ze starszymi kolegami. Objawieniem tej rundy byli też kibice. Przypomnijmy, że jesienią piłkarze grali bez ich wsparcia. Na wiosnę jednak sytuacja radykalnie się zmieniła. Trybuny stadionu przy ul. Okrzei zmieniły się w jeden żywy organizm. Nierzadko dopingował cały stadion, meksykańska fala często przetaczała się po widowni. Zostały również pobite rekordy frekwencji w meczach wyjazdowych. Najważniejsze jednak jest, że za jednym, małym wyjątkiem kibice Piasta zachowywali się wręcz wzorowo, za co należą im się podziękowania. Oby utrzymali ten poziom przyszłym sezonie.
Pamiętajmy też, że na wynik pierwszego zespołu składa się praca nie tylko trenerów i zawodników. Bardzo ważna rolę w tym procesie odgrywa kierownik i manager zespołu – Janusz Bodzioch. Opiekę medyczną nad drużyną Piasta sprawują naprawdę znakomici fachowcy, a są to prawdziwi specjaliści od medycyny sportowej: Jerzy Wielkoszyński i Marek Wójcik oraz masażyści: Janusz Łoboda i Andrzej Grajek. O to, aby piłkarze mogli trenować i grać w optymalnych warunkach dbają gospodarze poszczególnych stadionów. Nie było tego wszystkiego, gdyby nie przychylność władz miasta z prezydentem Zygmuntem Frankiewiczem i naprawdę ciężką, a dodajmy też, że zupełnie społeczną pracę - Prezesa klubu i całego Zarządu GKS Piast. Zostaje nam jeszcze Józef Drabicki. Dyrektor klubu wprawdzie za swoją pracę otrzymuje już wynagrodzenie, ale bez ogromnego zaangażowania i serca jakie wkłada w prowadzenie klubu, mogłoby to wyglądać zupełnie inaczej
Ostatnia kwestia, to znaleźć odpowiedź na pytanie, co należy zrobić, aby w przyszłym sezonie powalczyć o wyższe cele niż bezpieczne utrzymanie w II lidze. Taka sytuacja jak w Bytomiu, że można wywalczyć awans do ekstraklasy mając 1 mln. budżetu zdarza się chyba rzadziej niż raz na 10 lat. W dłuższej perspektywie sukces odnoszą te kluby, który dysponują odpowiednim środkami finansowymi. Wiemy na pewno, że w przyszłym sezonie w II lidze zagra posiadającego możnego sponsora - Wisła Płock. Jeśli PZPN podtrzyma decyzję o karnej degradacji Arki Gdynia, to nawet ujemne punkty nałożone na tą drużynę nie będą chyba miały większego znaczenia i gdynianie będą głównym faworytem do awansu. Zbroją się też Lechia Gdańsk i Śląsk Wrocław. Do faworytów będzie się zaliczała Polonia Warszawa, która była najlepszym zespołem II ligi w zakończonej już rundzie wiosennej. Wielką niewiadomą będzie Pogoń Szczecin. Mimo tego, jeśli uda się zachować skład z minionej rundy i uzupełnić go o trzech, naprawdę wartościowych graczy (jeden już jest) to Piast ma szansę włączyć się o walkę, przynajmniej o trzecią, barażową lokatę. Miejmy nadzieje, że tak właśnie się stanie.

Grzegorz Muzia