|
Sezon 2005/06 Runda wiosenna Bramka: 41 min - Adam
Kompała Dotrzymali
słowa piłkarze i trenerzy Piasta zapowiadając, że mecz z
ŁKS potraktują poważnie i powalczą o zwycięstwo.
Gliwiczanie, mimo że grali w mocno zmienionym składzie pokonali
świeżo upieczonego pierwszoligowca 1:0, a jedyną bramkę w
tym spotkaniu po akcji Tomka Podgórskiego zdobył Adam Kompała To
było miłe zakończenie tego trudnego, ale udanego sezonu dla
jedenastki z Okrzei. Miłe zakończenie Łodzianie
do Gliwic przyjechali w mocno okrojonym składzie i w wakacyjnych
już nastrojach. Zabrakło m.in. najlepszego strzelca zespołu
Igora Sypniewskiego. Jacek Zieliński też nie mógł
skorzystać z usług kilku podstawowych piłkarzy. Kontuzje
bowiem leczą Kukulski, Banaś, Kaszowski, a Budka pauzował za
żółte kartki. Na ławce rezerwowej natomiast usiadł Kozik,
co jednak nie było zaskoczeniem. „Byłoby to w nie w porządku,
gdybym na ławce posadził Fecia, po jego
dobrym występie w Bytomiu. Kozik zrobił dla nas bardzo dużo,
kilka zwycięstw zawdzięczamy jemu, ale nie chce zostać w
Piaście, więc muszę szukać jego następcy”. Tak na
pomeczowej konferencji swoją decyzję tłumaczył Jacek
Zieliński. Marcin Feć nie zawiódł,
zagrał więcej niż poprawnie, a co najważniejsze
zachował czyste konto. W miejsce Kozika zostanie pewnie sprowadzony inny
bramkarz, bo nasi młodzi golkiperzy mają i dobre warunki fizyczne i
talent, ale jeszcze muszą nabrać doświadczenia. Przyszła
wreszcie 41 min, kiedy to podanie z głębi pola otrzymał
Podgórski, pomocnik Piasta wpadł w pole karne , zakręcił
obrońcą, uderzył bardzo mocno, piłka odbiła się
od poprzeczki, dopadł do niej jeszcze Kompała i głową z
czterech metrów umieścił ją w siatce. Takim wynikiem
zakończyła się pierwsza połowa. Trzeba jeszcze
podkreślić jeszcze jeden ważny fakt. Na trybunie obok siebie
zasiedli kibice Piast i ŁKS w pełnej zgodzie i na przemian
dopingując swój zespół. W takiej atmosferze chciałoby się
oglądać każde, sportowe wydarzenie. Drugą
połowę goście rozpoczęli z dwoma zmianami i w 48 min
zdobyli nawet gola, ale było to już po tym, jak boczny sędzia
podniósł chorągiewkę sygnalizując spalonego. Chwilę
potem niebezpieczne uderzenie głową Kędziory wybronił
Wyparło. W 54 min Kęska chciał zaskoczyć Fecia strzałem z ponad 20 metrów, ten jednak ze
stoickim spokojem i bez mrugnięcia okiem złapał
piłkę. Od 60 minuty tempo gry zaczęło spadać, a
trenerzy Piasta dawali pograć zmiennikom. Na murawie pojawili się
Żyrkowski, potem Szmatiuk i wreszcie
Filipowicz. Po końcowym gwizdu sędziego tradycyjnie już na
płytę boiska wbiegli kibice, by podziękować
piłkarzom i jednocześnie zedrzeć z nich koszulki. My też
kibicom za to, że byli z drużynom na dobre i na złe. Piast Gliwice:
Bytom, ul Olimpijska 2 - 03.06.2006 r. g. 17:00 Bramki:
0:1 – 5 min Stanisław Wróbel, 0:2 – 27 min Stanisław Wróbel, 1:2 –
64 min
Popis Wróbla Gliwiczanie
w meczu z Polonią postawili sobie dwa cele. Pierwszy to zdobyć trzy
punkty, a drugi to zrehabilitować się dobrą grą i
zwycięstwem za środową porażkę z Ruchem. Zadanie
wcale nie było łatwe, bo z różnych powodów nie mogli
zagrać Kozik, Kukulski i Banaś. Zmiennicy jednak nie zawiedli.
Zarówno Feć jak i Kędziora stanęli
na wysokości zadania i mieli swój udział w tej wygranej. Druga
połowa miał zupełnie inny przebieg niż pierwsza, Od
początku z ogromnym impetem zaatakowali bytomianie. W 47 i 49 min dwa
celne strzały Pajączkowskiego
wybronił Feć. Bramkarz Piasta w tym
okresie miał zresztą pełne ręce roboty, radził sobie
jednak doskonale. Po 10 minutach wreszcie udało się dwukrotnie
przedrzeć w pole karne miejscowych. Najpierw Solnica technicznym strzałem
próbował pokonać Suchańskiego, ale nie trafił w
światło bramki. Zaraz potem po wrzutce Kędziory, Solnica
szczupakiem chciał zdobyć gola, ale bramkarz Polonii i tym razem
nie dał się zaskoczyć. W 61 min po dokładnym zagraniu z
głębi pola, Solnica wychodził na czystą pozycję, a
Jurczyk nie chcąc dopuścić do straty gola, sfaulował go
na 17 metrze. Obrońca Polonii powinien dostać czerwoną
kartkę, jednak sędzia okazał się litościwy i
pokazał mu tylko żółty kartonik, Rzut wolny wykonywał
Budka i poprzeczka uratowała bytomian od straty bramki. Niewykorzystane
sytuacje lubią się mści i tak się stało. Akcję
i dośrodkowanie Brehmera, głową wykończył
Marcinkowski i zrobiło się 1:2. Gospodarze zwietrzyli szanse na
wyrównanie, bo po tym golu przez prawie kwadrans nie opuszczali połowy
Piasta. Pajaczkowski wręcz bombardował
bramkę Fecia, ale ten grał
bezbłędnie. W 75 min przytomne wyjście bramkarza Piasta
zmusiło Rozmusa do oddania niecelnego strzału. Wreszcie w 81 min
goście skontrowali i przechylili szalę zwycięstwa na
swoją korzyść . Kaszowski poszedł prawą stroną,
zagrał w pole karne do Wróbla, który poradził sobie z dwoma
obrońcami, położył Suchańskiego i wpakował
piłkę do pustej już bramki. W tym momencie emocje opadły,
choć jeszcze w 86 min po przepięknym podaniu Kompały do
wbiegającego w pole karne Gamli, ten ostatni
strzelił dwa metry nad poprzeczką. Sędzia do regulaminowego
czasu gry doliczył jeszcze cztery minuty w których to obydwie strony
wykonywały cztery rzuty rożne, ale już bez efektu bramkowego.
Wreszcie pan Mirosław Górecki zagwizdał po raz ostatni i zarówno
piłkarze jak i kibice Piasta mogli odetchnąć z ulgą, bo
niebiesko-czerwoni wygrywając z Polonią zapewnili sobie pozostanie
w II lidze. Piast Gliwice:
Chorzów, ul Cicha 6- 31.05.2006 r. g. 19:00 Bramki: 4 min -
Wojciech Myszor, 42 min - Marcin Klaczka (karny), 45 min - Mariusz Śrutwa, 80 min - Grażvydas
Mikulenas, 88 min - Piotr Ćwielong
Kompletnie
nie udała się wyprawa do Chorzowa drużynie Piasta.
Niebiesko-czerwoni przegrali w środę na Cichej i to aż 0:5.
Była to najwyższa przegrana gliwiczan w historii pojedynków obydwu
zespołów i najwyższa porażka w tym sezonie. Krajobraz jak po bitwie W
Chorzowie nigdy jedenastce z Okrzei nie grało się łatwo, ale
tym razem w ekipie Piasta panował umiarkowany optymizm i były ku
temu powody. Wszak podopieczni Jacka Zielińskiego w tej rundzie radzili
sobie doskonale, nawet z zespołami ze ścisłej czołówki.
Tymczasem piłkarze do Gliwic wracali w bardzo minorowych nastrojach, bo
sytuacja w zespole po tym meczu wygląda jak po ciężkiej
bitwie. Czerwona kartka Kozika, wykluczająca go z następnego meczu,
kontuzja Kukulskiego, pięć straconych goli, to aż nadmiar negatywnych
wrażeń jak na 90 minut gry. Ten
mecz gliwiczanie rozpoczęli w ustawieniu 4-5-1, a to świadczy o
tym, że liczono na grę z kontry. Taktyka ta jednak wzięła
w łeb już w 4 min, kiedy to po rzucie rożnym wykonywanym przez
Łudzińskiego, Myszor głową wpakował piłkę
do siatki. Miało to bardzo istotny wpływ na dalszą grę.
Goście zostali zmuszeni do ataku pozycyjnego i nawet kilkakrotnie byli
bliscy wyrównania. W 13 min Wróbel strzelał z 11 metrów, ale zbyt lekko
i w sam środek bramki. W odpowiedzi chorzowianie wywalczyli dwa rzuty
rożne z rzędu, W 19 min piłka, po strzale Kukulskiego
przeszła tuż obok słupka. Potem zarysowała się
przewaga Piasta i wydawało się, że w końcu padnie bramka
na 1:1. Nieszczęścia zaczęły się w 29 min, kiedy to
na murawie zwijał się z bólu Kukulski, a miejscowi nie
zważając na to dalej grali. Niestety to zachowanie chorzowian nie
zostało ukarane. „Kuki”, który należał do najlepszych
zawodników Piasta, musiał opuścić plac z wielkim krwiakiem i w
zasadzie ma już wakacje. 9 min później miało jednak miejsce
najważniejsze wydarzenie w tym spotkaniu. Śrutwa
wdarł się w pole karne, przeszkadzał mu Budka, a Kozik
próbował zabrać mu piłkę. Kapitan Ruchu siadł na
futbolówce i trzymał ją, Kozik próbując mu ją zabrać
chwycił go za nogę i przewrócił. Sędzia odgwizdał
karnego, gliwicki bramkarz pokazał do arbitra trzy palce, co miało
oznaczać, trzy sekundy, bo tyle można przytrzymać
futbolówkę, a sędzia natychmiast wyciągnął czerwoną
kartkę. Jeśli co do karnego pretensji mieć nie można, to
wyrzucenie bramkarza z boiska było już zbyt pochopną
decyzją. Jedenastkę próbował bronić wprowadzony za Wróbla
Feć, ale nie miał szans przy mocnym
strzale Klaczki. Zmiennik Kozika nie ponosi winy także przy utracie
trzeciej bramki. W 45 min, fatalny w skutkach błąd
popełnił Michniewicz, który głową zgrał
piłkę wprost pod nogi Łudzińskiego, ten podał na 5
metr do nadbiegającego Śrutwy, a
doświadczony kapitan „niebieskich” takich sytuacji nie zwykł
marnować. Przegrywając
nawet 0:3 można teoretycznie zmienić losy meczu, bo takie rzeczy w
futbolu się zdarzają i do tego dążyli też
gliwiczanie, choć grali w 10. Znów dobre wejście zanotował
Kędziora, który biegał ile sil po lewej stronie i nękał
obronę gospodarzy. Pozytywnie tez prezentowała się ponad
dwustuosobowa grupa kibiców Piasta, która cały czas, w kulturalny sposób
zachęcała gliwiczan do walki. W tym okresie był to wyrównany
mecz z lekkim wskazaniem na Piasta. Pod koniec jednak goście
niepotrzebnie się zbyt odkryli, bo i tak nie było już szans na
dobry wynik, a można było nadziać się na kontry i tak
się stało. W 80 min Ćwielong
był w sytuacji sam na sam z Feciem, ale
bramkarz Piasta wyszedł z tej opresji zwycięsko. Kilkadziesiąt
sekund jednak później był już bez szans, gdy po akcji Cwielonga, Mikulenas z 2 metrów
wpakował piłkę do siatki. Kibicom Ruchu jednak było
mało , podobnie jak i piłkarzom. W 87 min dwa podania
wystarczyły aby otworzyć właśnie Ćwielongowi
drogę do bramki i młody napastnik Ruchu dobił Piasta
strzelając piątego gola. Piast Gliwice
Gliwice, ul Okrzei - 24.05.2006 r. g. 16:30 Bramki: 1:0 - 4 min
Stanisław Wróbel, 1:1 - 60 min - Maxwell Kalu,
1:2 - 65 min Jacek Kacprzak, 2: - 85 min - Jarosław Zadylak
Do
zakończenia rozgrywek w II lidze pozostały już tylko 3
kolejki, a pewne jest tylko to, że zaplecze ekstraklasy opuści
Drwęca Nowe Miasto Lubawskie. W minioną środę gliwiczanie
podejmowali Radomiaka Radom i nie wykorzystali atutu własnego boiska,
remisując z przedostatnim zespołem w tabeli 2:2. Bramki dla Piasta
zdobyli Stanisław Wróbel i Jarosław Zadylak.
Na szczęście punkty pogubiły też drużyny
plasujące się za Piastem i nasz zespół zachował 9 miejsce
w tabeli. Huśtawka nastrojów Zanim
rozpoczął się ten mecz wszyscy zgromadzeni na stadionie
minutą ciszy uczcili pamięć zmarłego we wtorek Kazimierza
Górskiego. Na trybunach zawisł też transparent z namalowaną
świecą i datą urodzin i śmierci Wielkiego trenera. Kibice
stonowali też doping. Na boisku jednak sentymentów być nie
mogło, bo obydwie drużyny wciąż o coś walczą.
Radomiak , by wyjść ze strefy spadkowej, a Piast by
uniknąć baraży o utrzymanie. Kibice w tym spotkaniu
przeżywali prawdziwą huśtawkę nastrojów, od euforii,
poprzez zwątpienia, a skończyło się na nadziei. . Drugą
odsłonę goście rozpoczęli z dwiema zmianami i
zaczęli dominować na boisku. Jeszcze w 53 min Solnica z prawie
zerowego kąta trafił w Borkowskiego, ale potem nastąpiło
5 minut, które wstrząsnęło Piastem. Dokładnie w 60 min,
po rzucie rożnym, piłka spadła najpierw pod nogi Michniewicza,
odbiła się od niego, jeszcze próbował wybić ją
Kompała, ale trafił wprost w nastawioną nogę Kalu i tak ku rozpaczy jednych, a radości drugich
wpada do bramki. Goście poszli za ciosem i 5 minut później
podwyższyli na 2:1. Najpierw Brzyski minął Michniewicza,
próbował podawać do Ussa, który w walce z
Budką wyłuskał piłkę, dobiegł do niej ponownie
Brzyski, minął w polu karny Kaszowskiego, dograł na 7 metr do
Kacprzaka, ten strzelił, Kozik wprawdzie poradził sobie z tym
niezbyt mocnym uderzeniem, ale piłka zataczając łuk i tak
wpadła do siatki. Czasu do końca meczu w tym momencie było
jeszcze sporo, ale gliwiczanie sprawiali wrażeni zmęczonych i grali
nieco ospale. Nie ma się jednak czemu dziwić. Ostatnio
przecież mecze rozgrywane było co trzy dni, a drużyna Piasta z
Nowego Miasta Lubawskiego wróciła dopiero w nocy z niedzieli na
poniedziałek. Czasu na regenerację sił więc prawie nie
było. W 71 min Uss jeszcze raz sprawdził
w jakiej formie jest Kozik. Pojawienie się na boisku Kędziory w 79
min wprowadziło sporo ożywienia w poczynania gospodarzy i na 5 min
przed końcem meczu udało się doprowadzić do remisu. Najpierw
strzał Budki z 16 metrów na róg wybił Borkowski.
Dośrodkowywał Kompała, w polu karnym znalazł się Zadylak, który głową skierował
piłkę do siatki, zdobywając tym samym pierwszego gola w
barwach Piasta i na tym skończyły się emocje. Z
tego remisu zadowolony był trener gości, Witold Mroziewski
cieszył się nie tyle z jednego punktu, ale z postawy swojego
zespołu, który nie rezygnuje z walki o drugoligowy byt. Jacek
Zieliński miał mieszane uczucia, bo z jednej strony punkt u siebie
to nie wiele, ale przecież mogło być jeszcze gorzej, gdyby Zadylak nie trafił na 5 minut przed końcem
meczu. Na szczęście teraz piłkarze mają tydzień
przerwy. Jest więc czas, aby zregenerować siły, wyleczyć
urazy Banasia i Kukulskiego i w następną środę w bardzo
ważnym meczu powalczyć w Chorzowie o zwycięstwo Piast Gliwice:
Nowe MIasto Lubawskie ul.
Jagiellońska 20- 22.05.2006 r. g. 15:00 Motywować
piłkarzy Piasta specjalnie nie trzeba, bo wiedzą o co walczą.
Zupełnie inna sytuacja jest jednak w zespole Drwęcy/Finishparkiet. Los tego zespołu jest już
przesądzony. Andrzej Błaszkowski – trener Drwęcy na pomeczowej
konferencji skarżył się, ze nie ma juz
argumentów aby mobilizować swój zespół. Zawodnicy tego klubu jednak
nie rozdają punktów na lewo i prawo, a wręcz przeciwnie. Chcą
się jak najlepiej wypromować, aby znaleźć nowego
pracodawcę i praktycznie w każdej, wiosennej kolejce sprawiają
niespodziankę. Podobnie było w niedzielę. Gospodarze zagrali
ambitnie, co przełożyło się na remis, który ich
satysfakcjonował. Goście odwrotnie, zabrakło przede wszystkim
determinacji Być może jest to spowodowane zmęczeniem. W
końcu mecze rozgrywane są co trzy dni i czasu na regeneracje
sił jest mało. W
drugiej odsłonie najsłabszym ogniwem w zespole Piasta była
ofensywa. Gliwiczanie grali bez pomysłu jak stworzyć sobie
sytuację na zdobycie przynajmniej jednego gola. Mimo tego mieli
okazję do objęcia prowadzenia. W 59 min po dośrodkowaniu
Michniewicza i strzale głową Kompały, bramkarza Drwęcy
wyręczył Święcki, który wybił piłkę z
linii bramkowej. Końcówka już zdecydowanie należała do
miejscowych. Najpierw Domżalski nie wykorzystał sytuacji sam na
sam, posyłając piłkę obok słupka, a tuż przed
końcowym gwizdkiem sędziego stuprocentowej sytuacji nie
wykorzystał Filipek, strzelając z kilku metrów zbyt lekko i Kozik
wyczuł jego intencję. Szkoda straconej szansy na powiększenie
dorobku punktowego, ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.
Trzeba się zmobilizować i wygrać w środę z
Radomiakiem. To najbliższy cel Piast Gliwice Drwęca/Finishparkiet:
Gliwice, ul Okrzei - 17.05.2006 r. g. 16:30 Bramki: 1:0 :- 13 min
Dariusz Solnica, 2:0 - 83 min Mirosław Budka Po
małej wpadce we Wrocławiu znów powody do radości mają
kibice i piłkarze gliwickiego Piasta. W środę
niebiesko-czerwoni pokonali przed własną publicznością
HEKO Czermno 2:0. Bramki w tym spotkaniu zdobyli Dariusz Solnica i
Mirosław Budka Profesor Budka Drużyna
z Czermna przed środowym meczem do Piasta traciła tylko 3 punkty i
gdyby podopieczni Józefa Antoniaka wygrali w Gliwicach to zrobiliby ogromny
krok do pozostania na zapleczu ekstraklasy. Dla podopiecznych Jacka
Zielińskiego spotkanie to miało podobne znaczenie. Gdyby
gliwiczanie pogubili punkty ich sytuacja też nie byłaby ciekawa. Na
szczęście tak się nie stało. Niebiesko-czerwoni nie
rozegrali wprawdzie najlepszego meczu, ale na tym polega wartość
zespołu, że czasem można wypaść słabiej, ale i
tak zrobić swoje. Zanim
sędzia zagwizdał po raz pierwszy prezes Piasta -- Jacek
Krzyżanowski i dyrektor klubu - Józef Drabicki
wręczyli Jarkowi Kaszowskiemu pamiątkową statuetkę za 200
rozegranych gier w barwach Piasta. Już w 1 min gliwiczanie wykonywali
rzut rożny, ale nie przełożyło się to na
sytuację bramkową. 5 min później Wróbel przebiegł z
piłką przez pół boiska, ale stracił ją jeszcze przed
polem karnym. Wreszcie w 10 min Solnica po raz pierwszy napędził
stracha bramkarzowi HEKO , gdy posłał piłkę
wzdłuż bramki. 13 min okazał się feralna dla gości,
wystarczyły dwa podania, aby rozpracować ich obronę. Zadylak zagrał do Wróbla, ten podał do Solnicy,
który wpadł w pole karne, popatrzył gdzie jest Mańka i
technicznym strzałem z 14 metrów posłał piłkę do
siatki. W 30 min po zderzeniu się bramkarza HEKO z jednym z zawodników
Piasta mieliśmy prawie 5 minutową przerwę w grze. W 34 min
Banaś próbował z rzutu wolnego z 35 metrów zaskoczyć Mańke, ale posłał piłkę wysoko
nad poprzeczką. W 38 min po rogu egzekwowanym przez Kukulskiego ,
Banaś tym razem strzelał głową ale też nie
trafił w światło bramki. Wreszcie w 40 min Michniewicz po
rajdzie przez pół boiska uderzył mocno, celnie, ale golkeeper z Czermna pewnie złapał
piłkę. Goście tak naprawdę pierwszą okazję do
zdobycia gola mieli w samej końcówce tej odsłony, kiedy to dobrze
znany w Gliwicach Pałkus strzelił z
ostrego kąta , Kozik złapał wprawdzie piłkę, ale
było to na linii kończącej boisko i jeszcze HEKO miało
rzut rożny. Piast Gliwice
Wrocław, ul Oporowska - 13.05.2006 r. g. 17:00 Bramka: 25 min - Mirosław Budka (sam) Każda
passa i ta zła i ta dobra kiedyś musi się skończyć.
W minioną sobotę passę 7 meczów bez porażki drużyny
Piasta przerwał Śląsk Wrocław, pokonując
jedenastkę z Okrzei 1:0. Losy tego meczu rozstrzygnęły
się w 25 min, kiedy to Mirosław Budka próbując zapobiec
utracie gola, wpakował piłkę do własnej bramki. Przerwana passa Pomeczowa
konferencja tym razem trwała wyjątkowo krótka. Jacek Zieliński
pogratulował Ryszardowi Tarasiewiczowi wygranej, podkreślając,
że mecz ten jego podopieczni przegrali w pierwszej połowie. Trener
Śląska natomiast poinformowali, że na pytanie dziennikarzy
odpowiadać nie będzie, a o przyczyny takiego stanu rzeczy
kazał zapytać Prezesa Klubu i opuścił salę
konferencyjną. Okazało się, że poszło o…kamienie i
pieniądze. Piłkarze i kibice chcieli, aby spotkanie to
rozegrać na stadionie przy ul. Oporowskiej. Trzeba było jednak
posprzątać obiekt. Do usuwania gruzu i kamieni zaangażowano
kibiców, a Prezes Śląska kazał również stawić
się piłkarzom. Ci ostatni nie przyszli, co wywołało
złość klubowych włodarzy i podjęto decyzję o
finansowym ukaraniu zawodników zmniejszającym pulę premii za
ewentualny awans, która podobno wynosi równy milion złotych. Mecz
ten drużyna Piasta przegrała w pierwszej połowie.
Powtórzył się więc scenariusz z Bydgoszczy, kiedy to też
gliwiczanie pierwsze 45 min przespali. W drugiej odsłonie
niebiesko-czerwoni pokazali, że jednak potrafią dyktować
warunki gry, ale zabrakło skuteczności. Niestety rywale
wykorzystali potknięcie Piasta. Górnik Polkowice, Lechia Gdańsk,
Ruch Chorzów i Heko Czermno powiększyły
swoje konto punktowe i dogoniły nasz zespół w tabeli. Tym samym
środkowy mecz z HEKO będzie kolejnym , trudnym meczem w walce o
uniknięcie baraży. Piast Gliwice
Gliwice, ul Okrzei - 10.05.2006 r. g. 16:30 Bramki: 1:0 - 2 min Adam Banaś, 2:0 - 5 min
Mirosław Budka, 2:1 - 10 min Grzegorz Król, 3:1 - 26 min Stanisław
Wróbel, 4:1 - 53 min Dariusz Solnica, 5:1 - 56 min Adam Kompała Najwyższe
w tym sezonie zwycięstwo odniosła drużyna Piasta
pokonując w minioną środę na własnym boisku
Lechię Gdańsk 5:1. Łupem bramkowym podzieliło się
aż pięciu graczy: Adam Banaś, Mirosław Budka,
Stanisław Wróbel, Dariusz Solnica i Adam Kompała. Honorowego gola
dla Lechii zdobył Grzegorz Król. Była to trzecia z rzędu
wygrana niebiesko-czerwonych i dzięki temu podopieczni Jacka Zielińskiego
znacznie oddalili się od strefy zagrożonej barażami. Pogrom Drużynie
Piasta nigdy z Lechią nie grało się łatwo, ani w dalszej,
ani bliższej przeszłości. Sympatycy Piastunek do dziś nie
mogą się pogodzić z przegraną w finale Pucharu Polski,
kiedy to Piast uległ biało-zielony w Piotrkowie Trybunalskim w 1983
r. 1:2. W rundzie jesiennej tego sezonu w Gdańsku obydwa zespoły
podzieliły się punktami. Wydawało się, że
będzie to kolejny ciężki mecz, ale stało się
zupełnie inaczej. Kibice w Gliwicach zobaczyli efektowne widowisko, w
którym to padł grad bramek. Po
zmianie stron dalej przeważał Piast. W 50 min potężnym
uderzeniem z pierwszej piłki z 25 metrów popisał się Gamla, ale Bąk wypiąstkował ją na
rzut rożny. Tuż potem na 18 metrze faulowany był Król. Sam
poszkodowany wykonywał rzut wolny, napastnik Lechii posłał
piłkę nad murem, ale kapitalną interwencją popisał
się Kozik. W 53 min miał miejsce kolejna akcja Piasta, Kaszowski
dogrywał w pole karne, Bąk krzyknął „moja”, ale nie
zdołał złapać piłki do której to dopadł Solnica
i z kilku metrów wpakował ją siatki ostatecznie rozwiewając
nadzieję gdańszczan choćby na remis. Kibicom jednak było
mało i domagali się kolejnych goli. Ich życzenie w 56 min po
rajdzie Kukulskiego spełnił Kompała. Była to bramka
przepięknej urody, bo pomocnik Piasta w pełnym biegu najpierw
przyjął piłkę na prawą nogę, przerzucił na
lewą i huknął nie do obrony. Na tym festiwal bramkowy się
zakończył. W 61 min Jacek Zieliński postanowił dać
odpocząć podstawowym zawodnikom i dokonał podwójnej zmiany. Na
boisku pojawili się Żyrkowski i Kędziora. Obydwoje w
następnych minutach mieli po jednej okazji, aby podwyższyć
wynik. Żyrkowski ładnie uderzył z dystansu, ale Bąk
obronił jego strzał, a Kędziora chybił o centymetry. W 75
min w zespole Piasta zadebiutował Łukasz Krzycki i pokazał
się z dobrej strony. Ostatni kwadrans to przede wszystkim zabawa i
radość na trybunach. Piłkarze już zaczęli
oszczędzać siły na kolejny mecz, który odbędzie się
już w sobotę, a tym razem przeciwnikiem Piasta będzie kolejny
chętny do awansu – Śląsk Wrocław Piast Gliwice
Sosnowiec, ul Kresowa 1- 06.05.2006 r. g. 16:30 Bramki: 0:1 - 5 min
Stanisław Wróbel (karny), 0:2 - 90 min Krzysztof Kukulski Nie
zwalniają tempa piłkarze gliwickiego Piasta. Tym razem
niebiesko-czerwoni pokonali Zagłębie Sosnowiec 2:0. Wygrana tym
bardziej cieszy, bo odniesiona na boisku rywala. Gole w tym meczu strzelali
Stanisław Wróbel i Krzysztof Kukulski. Ludowy wreszcie zdobyty ! W
przerwie zimowej Zagłębie opuścił najskuteczniejszy
strzelec tej drużyny – Przemysław Pitry.
Jego brak był odczuwalny, szczególnie w pierwszych wiosennych meczach,
kiedy to sosnowiczanie przegrywali bądź remisowali. W ostatnich
jednak czterech kolejkach Zagłębie powiększyło swoje
konto o 12 punktów i w Sosnowcu odżyły nadzieje na pierwszą
ligę. Podopiecznych Janusza Białka na ziemię jednak
sprowadzili gliwiczanie, którzy w sobotę odnieśli historyczne, bo
pierwsze nad Zagłębiem zwycięstwo w meczu ligowym. Kolejna
więc twierdza została zdobyta i po raz kolejny można
żałować, że gliwiczanom zabrano 10 punktów, bo byliby
już na trzecim miejscu w tabeli. Mecz
ten zaczął się bardzo dobrze dla gości. Już w 5 min Hošić podciął w polu karnym
Kompałę, za co sędzia podyktował rzut karny dla Piasta,
który pewnym strzałem na gola zamienił Wróbel. Bramka ta
niewątpliwie ustawiła mecz. Zagłębie zostało
zmuszone do ataku pozycyjnego, a gliwiczanie mogli grać z kontry. Tak
też wyglądały następne minuty. Sosnowiczanie posiadali
optyczną przewagę i częściej atakowali, ale nie wiele z
tego wynikało. Przedrzeć się w pole karne Piasta było
niezwykle trudno, a strzały z dystansu, choć liczne, w bezpiecznej
odległości mijały bramkę pilnowaną przez Krzysztofa
Kozika. Mimo to gospodarze już w tej odsłonie mogli wyrównać.
W 25 minucie Widuch zatrzymał piłkę
ręką tuż przed polem karnym, rzut wolny prawie z linii 16
metrów wykonywał Morawski, ale uderzył prosto w mur. W 28 min
Wróbel wpadł w pole karne, przewrócił się, jednak tym razem faulu
nie było. W 41 min Budka zablokował strzał jednego z
miejscowych graczy i piłka wyszła na róg. Gospodarze domagali
się rzutu karnego, dopatrując się zagrania ręką
gliwickiego obrońcy, arbiter jednak zdecydował, że będzie
rzut rożny, po którym to po uderzeniu głową Zubanovicia, Kaszowski wybił futbolówkę z linii
bramkowej. Gdyby
na początku drugiej połowy, po świetnym dośrodkowaniu Chwalibogowskiego, Zubanović
strzelając głową z pięciu metrów nie trafił prosto w
Kozika, losy tego meczu mogły by się jeszcze potoczyć inaczej.
W 56 min po składnej i szybkiej akcji Bednar uderzył
głową, ale zmierzająca tuż pod poprzeczkę
piłkę na róg zdołał wybić bramkarz Piasta. Od tego
momentu miejscowi grali coraz bardziej nerwowo, a gliwiczanie coraz
częściej gościli pod bramką Piętki. W 64 min Wróbel
był sam na sam z sosnowieckim bramkarzem, ale trafił prosto w jego
nogi.. W 66 min Janusz Białek rzucił wszystko na jedną
kartę wprowadzając na raz dwóch graczy. Dwie minuty później,
jeden z nich - Jankowski ujrzał swój pierwszy żółty kartonik. W
75 min sosnowiczanie mieli ostatnią już w tym spotkaniu okazję
na uratowanie jednego punktu. Wolański urwał się obrońcom
Piasta, miał przed sobą tylko Kozika, ale posłał
piłkę obok słupka. Tuż przed końcem meczu drugą
żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył
Jankowski i musiał opuścić plac gry. Już w doliczonym
czasie gry, po faulu na Kędziorze sędzia podyktował rzut wolny
dla gości. Piłkę na 20 metrze ustawił Kukulski i
uderzył tak mocno i precyzyjnie, że bezradny Piętka mógł
tylko obserwować jak futbolówka wpada do siatki. Był to
przepiękny gol, a zarazem siódme już trafienie w tym sezonie „Kukiego” Piast Gliwice Zagłębie Sosnowiec
Gliwice, ul Okrzei - 29.04.2006 r. g. 16:00 Bramka: 39 min - Krzysztof Kukulski Kolejny
zespół walczący o ekstraklasę poległ w Gliwicach. Tym
razem wyższość jedenastki Okrzei musiał uznać
prowadzący w tabeli łódzki Widzew. Gola w 39 min na wagę
trzech punktów zdobył Krzysztof Kukulski. Bohaterem tego meczu
został jednak Krzysztof Kozik, który trzykrotnie powstrzymał
łodzian w sytuacjach, które przyjęło się
określać jako bez szans na obronę Bohater Kozik Mimo
że od samego rana padał rzęsisty deszcz na trybunach stadionu
przy ul. Okrzei zasiadło około 2,5 tys. widzów. Tym magnesem, który
przyciągnął kibiców był nie tylko czterokrotny mistrz
Polski i uczestnik Ligi Mistrzów, czyli słynny Widzew, ale i dobrze w
tym sezonie spisujący się zespół Piasta. Goście
oczywiście przyjechali po zwycięstwo, sęk w tym jednak,
że gliwiczanom też są bardzo potrzebne punkty i dlatego
gospodarze od pierwszych minut robili wszystko, aby zdobyć gola.
Pierwszym, który próbował pokonać Fabiniaka
był Wróbel, ale jego strzał głową przeszedł nad
poprzeczką W 8 min Banaś wykonywał rzut wolny z około 25
metrów, bramkarz Widzewa z dużym trudem wybił piłkę na
róg. Podobnie wyglądały następne minuty. Gospodarze atakowali
i stwarzali kolejne sytuacje, a widzewiacy
ograniczali się do obrony. W 12 min Michniewicz uderzył
potężnie z ponad 40 metrów i niesiona wiatrem piłka o
mało co ,nie wylądowała w okienku bramki Fabiniaka.
Wreszcie w 39 min Kompała głową zgrał piłkę do
Kaszowskiego, który z prawej strony zacentrował w pole karne wprost na
głowę Kukulskiego, a ten takich sytuacji nie zwykł
marnować i zdobył bramkę, która w końcowym rozrachunku
miała dać jego drużynie 3 punkty. Pierwszym
piłkarzem, który strzelił Widzewowi gola w meczu ligowym był
Karol Fajferek, jak na razie ostatnim Krzysztof
Kukulski. Wiele wskazuje na to, że Widzew awansuje do pierwszej ligi, a
Piastowi przyjdzie jeszcze jeden sezon pograć na zapleczu ekstraklasy.
Mamy jednak nadzieję, że następny pojedynek pomiędzy
Piastem a Widzewem odbędzie się już w gronie najlepszych
drużyn w kraju i że stanie się to niebawem Piast Gliwice
Jaworzno,
ul Krakowska 8 - 26.04.2006 r. g. 16:30 Wszystkie
zespoły w II lidze odrobiły już zaległości. W
minioną środę niebiesko-czerwoni rozegrali mecz, który
miał zainaugurować rundę wiosenną. Po przeciętnej
grze gliwiczanie bezbramkowo zremisowali ze Szczakowianką Jaworzno,
był to trzeci remis z rzędu jedenastki Okrzei. Trzeci remis z rzędu Tak się złożyło,
że na 2,5 godziny, przed rozpoczęciem tego spotkania wyznaczono
termin ogłoszenie decyzji w sprawie odwołania złożonego
przez władze Piasta od kar nałożonych na klub jeszcze w lipcu
zeszłego roku. Niestety wieści jakie napłynęły z
Warszawy nie były pomyślne. Związkowy Trybunał
Piłkarski bowiem postanowił utrzymać w mocy orzeczenie
Wydziału Dyscypliny. „Trudno powiedzieć, za co właściwie
zostaliśmy ukarani: za przekupstwo sportowe, próbę przekupstwa
sportowego czy może niedozwolone kontakty? Moim zdaniem, nie można
karać za uchybienia natury organizacyjnej czy obyczajowej” –
skomentował orzeczenie Trybunału - Jacek Krzyżanowski, prezes
Piasta. Jednocześnie ZTP uwzględnił kasację
złożoną przez Marcina Żemaitisa.
Tym samym uchylono ciążącą na byłym prezesie Piasta
Gliwice karę dyskwalifikacji w związku z podejrzeniem uczestnictwa
w tzw. korupcji sportowej. Sprawa ta ponownie wraca do Wydziału
Dyscypliny. Niestety w meczu tym siódmą,
żółta kartkę w tym sezonie zobaczył Budka, co nie pozwoli
mu zagrać w spotkaniu z Widzew i będzie to spore osłabienie
linii obrony. Miejmy nadzieję, że do soboty wykuruje się Gamla i że lider wpłynie mobilizująco na
drużynę Piasta, która przełamie ostatnią niemoc
wygrywania. Piast Gliwice Szczakowianka Jaworzno
Bielsko Biała, ul
Rychlińskiego - 22.04.2006 r. g. 16:00 Bramki: 1:0 - 44 min Pater (karny), 1:1 - 51 min
(Kompała) \Drugi raz z rzędu
piłkarze gliwickiego Piasta dzielą się punktami z
przeciwnikiem. Tym razem niebiesko-czerwoni zremisowali w Bielsku Białej
z tamtejszym Podbeskidziem 1:1. Bramkę dla gospodarzy z rzutu karnego
zdobył Grzegorz Pater, a wyrównał Adam Kompała. Gniew Kompały W
przedmeczowych wypowiedziach dominowały komentarze jak zostanie
przyjęty w Bielsku Adam Kompała. Byłego gracza Podbeskidzia
tamtejsi kibice nie lubią, choć jest to trudne do zrozumienia.
Kompała bowiem dopóki grał Bielsku to Podbeskidzie było
czołową drużyną II ligi. Niestety nie pomogły apele
trenerów ani piłkarzy. Pomocnik Piasta mówiąc delikatnie nie
został ciepło przyjęty, ale nie spowodowało to jednak u
niego tremy, a wręcz przeciwnie. Był on najlepszym zawodnikiem na
boisku i zdobył przepięknego gola, dającego Piastowi kolejny
punkt. Wielkie
widowisko to na pewno nie było, ale właśnie tego się
wszyscy spodziewali. W Bielsku nie da się grać ładnie, bo
tamtejsza murawa już od kilku lat należy do najgorszych w II lidze.
O technicznych zagraniach czy precyzyjnych
podaniach nie może być mowy. Dominuje tam taktyka, kopnąć
jak najdalej i zobaczyć co da się zrobić. Trenerzy
Podbeskidzia dostosowali zespół do murawy, ściągając do
Bielska kilku bardzo rosłych zawodników. Stąd tez
oglądaliśmy sporo strzałów z dalszej odległości i
wrzutek w pole karne przy każdej, nadarzającej się okazji. W 7
min Pater uderzył z ponad 30 metrów, piłka na szczęście
przeszła nad poprzeczką. W 12 min Kołodziej przymierzył z
rzutu wolnego z 25 metrów, piłka jeszcze skozłowała, ale Kozik
nie dał się zaskoczyć. Goście najlepszą okazję
do zdobycie gola w pierwszej połowie mieli w 13 min, kiedy to po
zagraniu Wróbla , pozostawiony w polu karnym bez opieki Kompała
strzelił w światło bramki, jednak uderzenie było zbyt
lekkie by Merda przepuścił piłkę. Do 44 min nie
oglądaliśmy już klarownych sytuacji bramkowych, choć
zaangażowania zawodnikom obydwu zespołów nie można
odmówić. Tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą
połowę, po dośrodkowaniu w pole karne i główce Branfiłowa, Gamla
dotknął piłki w polu karnym i sędzia podyktował
jedenastkę, którą na gola zamienił Pater. Było to
przypadkowe zagranie, ale niestety miało miejsce i do arbitra pretensji
mieć nie można. Piast Gliwice
Gliwice, ul Okrzei - 15.04.2006 r. g.
13:00 Bramki: 0:1 -21 min Jarosław Zadylak
(sam), 1:1 - 78 min Stanisław Wróbel Po dobrym, szczególnie w
wykonaniu Piasta meczu, gliwiczanie zremisowali z jednym z pretendentów do
awansu – Jagiellonią Białystok 1:1. Gole w tym spotkaniu strzelali
tylko gospodarze. W pierwszej połowie Zadylak
próbując zagrać piłkę głową do własnego
bramkarza, umieścił ją w siatce. W drugiej odsłonie
Wróbel z rzutu karnego doprowadził do remisu. Pozostał niedosyt O
tym, że Jagiellonia nie jest w najlepszej formie świadczą
wyniki z rundy wiosennej. Podopieczni Adama Nawałki
jak na razie wygrali tylko ze słabym Radomiakiem, a w pozostałych
spotkaniach pogubili punkty. Mimo to gospodarze nie lekceważyli
przeciwnika i wyszli na to spotkanie wyjątkowo zmotywowani, co było
widać od pierwszego gwizdka sędziego. Białostoczanie w
przeciągu 90 minut oddali tylko jeden strzał w światło
bramki pilnowanej przez Kozika , a było to w końcówce meczu. Na
drugą połowę goście wyszli z nastawieniem bronienia
jednego punktu i do 60 min oprócz walki nie wiele działo się na
boisku. Wtedy jednak na boisku pojawił się Solnica, który
zmienił zmęczonego już Podgórskiego. W 61 min jednak nie on,
ale Zadylak popisał się strzałem z
ponad 30 metrów, który niestety Zając obronił. W 70 min po kolejnej
akcji Piasta, Michniewicz dośrodkował w pole karne, do strzału
przymierzał się Kukulski i gdyby trafił w piłkę
byłby przepiękny gol. Wreszcie w 78 min po rzucie wolnym wykonywanym
przez Kukulskiego, zrobiło się ogromne zamieszanie w polu karnym
Jagiellonii, do piłki skakało kilku graczy i po główce Budki,
ręką zagrał Trzeciakiewicz, za co
sędzia tym razem bez wahania odgwizdał rzut karny. Piłkę
na jedenastym metrze ustawił Wróbel i ku radości prawie 3 tys.
widzów wyrównał stan meczu. Tuż przed końcem spotkania
goście oddali pierwszy i ostatni celny strzał na bramkę
Kozika. Remis
ten nie ucieszył żadnej ze stron. Gliwiczanie czuli mocny niedosyt,
bo byli zespołem lepszym pod każdym względem. Dla Jagiellonii
strata punktów w dwóch ostatnich spotkaniach mocno ogranicza ich szansę
na awans. Wszystko więc wskazuje na to, że w przyszłym sezonie
drużyna Piasta będzie miała kolejną okazję, aby
przełamać niemoc wygrywania z Jagiellonią, bo do tej pory
jeszcze nie udało się gliwiczanom z „Jagą” wygrać Piast Gliwice
Gliwice, ul Okrzei - 12.04.2006 r. g. 16:00 Bramki: 1:0 - 26 min
Kompała, 2:0 - 39 min Wróbel, 3:0 - 89 min Solnica \ Nie
było niespodzianki w zaległym meczu z 19 kolejki spotkań.
Zgodnie z przewidywaniami Piast pewnie i przekonywująco pokonał
Świt Nowy Dwór Mazowiecki 3:0. Łupem bramkowym podzielili się
Kompała, Wróbel i Solnica. Zgodnie z planem Po
porażce z Zawiszą trenerzy Piasta zdecydowali się na roszady w
składzie i ustawieniu. Gliwiczanie wyszli w formacji 3-5-2 , a w
wyjściowej jedenastce nie znaleźli się Zadylak
z Solnicą. Od pierwszych minut za to zagrał Podgórski i to on razem
z Kompałą należeli do najlepszych zawodników na boisku. W
drugiej odsłonie nie wiele ciekawego się działo na murawie.
Gospodarze kontrolowali przebieg wydarzeń, nie kwapiąc się do
szturmowania bramki, pilnowanej w tej części meczu przez Adriana
Bieńka. Gra znów nabrała tempa , gdy na murawie pojawił
się Solnica. Napastnik Piasta w 75 min wyłuskał
piłkę spod nóg jednego z obrońców, wpadł z nią w
pole karne, ale jego strzał został w porę zablokowany. W 83
min do gry zostaje wprowadzony Kupis i to on tuż przed końcem meczu
dośrodkował przed pole karne, lot piłki jeszcze zmienił
Kompała, z lewej nogi uderzył Solnica, futbolówka odbiła
się od słupka i wpadła do bramki dobijając rywala Piast Gliwice
Bydgoszcz, ul Gdańska - 08.04.2006 r. g. 18:00 Bramki: 1:0 - 20 min Miklosik, 2:0
- 30 min Imeh, 2:1 - 69 min - Gamla,
3:1 - 75 min Michalski W
trzeciej, wiosennej kolejce spotkań o mistrzostwo II ligi zespół
Piasta Gliwice przegrał w Bydgoszczy z przeniesionym tam Kujawiakiem
Włocławek 1:3. W pierwszej połowie padły dwa gole, a
zdobyli je Arkadiusz Miklosik i Benjamin Imeh. Po przerwie honorową bramkę dla
gości strzelił Paweł Gamla, a wynik
meczu ustalił Krzysztof Michalski. Gliwiczanie to spotkanie
kończyli w „10” po tym jak w 75 min drugą żółtą
kartkę zobaczył Mirosław Budka. Prawie jak w teatrze W
przerwie zimowej główny sponsor Kujawiaka Włocławek
(Hydrobudowa) przeniósł klub do Bydgoszczy i przemianował go na
Zawisze. Takie rzeczy się już zdarzały w polskiej lidze.
Problem jednak polega na tym, że w Bydgoszczy jest już jeden
Zawisza. Części tamtejszym kibicom taki stan rzeczy się nie
podoba i nie przychodzą na mecze "nowego" Zawiszy. Efekt tego
jest taki, że na nowoczesnym obiekcie przy ul. Gdańskiej, widz
czuje się prawie jak w teatrze. Najlepszym sposobem, aby ten stan
zmienić i przekonać wszystkich bydgoszczan do nowej drużyny
jest dobra gra i zwycięstwa. W minioną sobotę podopieczni
Bogusława Baniaka zrobili duży krok do tego, by stadion przy ul.
Gdańskiej ożył. Przekonywująca wygrana nad Piastem i
zachowanie szans na awans do I ligi sprawiło, że zgromadzona na
stadionie publiczność zaczęła żywej reagować.
Szkoda, że odbyło się to właśnie w konfrontacji z
gliwicką drużyną. Początek
meczu nie wskazywał, że gliwiczanie dość gładko
ulegną Zawiszy. W 5 min goście wykonywali rzut wolny , Banaś
uderzył z ponad 30 metrów, ale w Mioduszewski pewnie złapał
piłkę. Zaledwie 60 sekund później Kukulski zdecydował
się na uderzenie z dystansu, piłka o centymetry minęła
słupek bramki gospodarzy. Na tym się jednak skończyło. Od
tego mementu bydgoszczanie zaczęli grać agresywniej , zupełnie
wybijając z rytmu podopiecznych Jacka Zielińskiego. W 10 min Bekas
sprawdził czy Kozik jest odpowiednio rozgrzany. W 12 min Banaś, w
ostatniej chwili w zamieszaniu podbramkowym wybił piłkę na
róg. W 15 min po rzucie wolnym, wykonywanym przez Mikosika, głową
strzelał Imeh, bramkarz Piasta jeszcze tym
razem obronił. Z upływem czasu przewaga miejscowych jednak
rosła i w 20 min padł pierwszy gol dla gospodarzy. Michalski
przejął piłkę, zagrał ją Miklosika,
który bez zastanowienia uderzył zza linii 16 metrów i ta wpadła do
siatki. W 28 min pozostawiony bez opieki w polu karnym Feliksiak
ładnie złożył się z 14 metrów do strzału i
gdyby futbolówka zmierzała w światło bramki, Kozik nie
miałby szans. W 30 min Zawisza prowadziła już 2:0. Sotirovic dośrodkował w pole karne, wprost na
głowę Imeha, a ten z kilku metrów
wpakował piłkę do bramki. W 37 min po rogu, Michalski o
mało co nie zdobył trzeciego gola. Potem jeszcze okazje na
podwyższenie wyniku miał Imeh.
Gliwiczanie pod koniec pierwszej połowy próbowali wprawdzie
zmniejszyć rozmiary porażki, ale czynili to bez przekonania. Pierwsze
5 min drugiej odsłony też należało do miejscowych.
Tuż po wznowieniu gry Tarnowski celnie uderzył po przekątnej,
ale Kozik wyłapał piłkę. W 49 min Budka zobaczył
pierwszą żółtą kartkę. Od 50 min jednak gliwiczanie
zaczęli grać lepiej i coraz częściej gościli pod
polem karnym Zawiszy. W 63 min Kukulski wykonywał rzut wolny i niewiele
brakowało, aby powtórzyła się sytuacja z meczu z KSZO, kiedy
to w zamieszaniu piłka wylądowała w siatce. Tym razem jednak
Mioduszewski w porę się zorientował i nie dał się
zaskoczyć. Wreszcie w 69 min Kukulski wykonując rzut wolny,
przerzucił piłkę na drugą stronę boiska, tam
przejął ją Banaś, odegrał do Gamli,
który z kilku metrów zdobył kontaktowego gola. Wydawało się,
że jest jeszcze szansa na wyrównanie. W 75 min jednak w polu karnym
Budka sprowadził do parteru Sotirovica i
sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy. Jedenastkę pewnie
wykorzystał Michalski. Dodatkową karą dla Budki i Piasta
była druga żółta, a w konsekwencji czerwona kartka.
Przegrywając 1:3 i grając w „10” gliwiczanie mieli jeszcze
szansę na zmniejszenie porażki. Tuż po wejściu na boisko,
Kupis po rajdzie prawą stroną boiska, dośrodkował w pole
karne, głową uderzył Kukulski, ale zmierzającą pod
poprzeczkę piłkę na róg wybił Mioduszewski. Sędzia
przedłużył to spotkanie o cztery minuty, wynik meczu jednak
się już nie zmienił. Piast
Gliwice Zawisza
Bydgoszcz (2)
Gliwice, ul Okrzei - 01.04.2006 r. g. 15:00 Bramka: 59` Krzysztof Kukulski Po ponad pięciomiesięcznej przerwie,
około czterech tysięcy kibiców spragnionych piłkarskich
emocji, przyszło w minioną sobotę na stadion przy ul. Okrzei,
aby zobaczyć jak zaprezentują się na własnym boisku
piłkarze gliwickiego Piasta i na pewno nie żałowali. Po dobrym
i wyrównanym meczu niebiesko-czerwoni pokonali ostrowieckie KSZO 1:0.
Zwycięską bramkę dla gospodarzy zdobył Krzysztof
Kukulski. W pierwszej połowie gole nie padły, ale
nie zabrało bramkowych sytuacji. W 7 min Copik uderzył z 20 metrów
i piłka przeszła tuż nad poprzeczką Zaledwie 40 sekund
później po podaniu z głębi pola Wesecki
znalazł się w sytuacji sam na sam z Kozikiem, fantastycznie jednak
zachował się bramkarz Piasta broniąc strzał z 5 metrów
napastnika KSZO. W 12 min, tuż przy bocznej linii pola karnego faulowany
był Wróbel, rzut wolny wykonywał Kukulski, piłkę jednak
przejęli goście. W 28 min Rogoziński po rajdzi
erpawą strona trafił w boczną
siatkę. W 32 min Wróbel miał przed sobą tylko bramkarza KSZO,
strzelił mocno, Olszewski nogami odbił piłkę, jeszcze
poprawiał Kukulski, ale jeden z ostrowieckich obrońców wybił
ją na róg. W 37 min Budka wykonując rzut wolny z około 25
metrów trafił w mur, jeszcze dobijał Kukulski, ale Olszewski nie
dał się zaskoczyć. W 41 min Gamla
zapędził się w pole karne ostrowieckiej drużyny,
ładnym zwodem minął Tychowskiego, przeniósł jednak
piłkę nad poprzeczką. Drugą połowę obydwa zespoły
zaczęły bez zmian, ale pierwszą groźną sytuację
stworzyli goście. W 52 min Kosiorowski przedarł się lewą
stroną, dośrodkował w pole karne, na szczęście
Wleciałowski nie doszedł do tego podania i piłka
wylądowała w rękach Kozika. Wreszcie przyszła 59 min,
kiedy to padł zwycięski gol dla Piast. Najpierw z boku pola karnego
faulowany był Wróbel. Rzut wolny wykonywał Kukulski, który
zacentrował na 5 metr, do piłki wyskoczyli Budka i Preis. W pierwszym momencie wydawało się,
że Budka musnął piłkę głową,
zmieniając jej lot, ale już po meczu obrońca Piasta
przyznał , że futbolówki nie dotknął . Nie zmienia to
jednak faktu, że to on jest współautorem bramki zdobytej przez
Kukulskiego, myląc swoim zachowaniem bramkarza gości. W 67 min
bardzo ładnym uderzeniem z lewej nogi popisał się Wróbel, ale
piłkę zmierzająca pod poprzeczkę zdołał
wyciągnąć Olszewski. W 77 min Preis
próbował zmienić wynik meczu uderzając z ponad 20 metrów, ale
Kozik i tym razem nie dał się zaskoczyć. W 80 min po rogu wykonywanym
przez Kukulskiego, Kaszowski zdobył gola, sędzia jednak go nie
uznał dopatrując się faulu na Olszewskim. W końcówce,
goście chcąc przynajmniej wywieźć z Gliwic jeden punkt
postawili wszystko na jedną kartę. W polu karnym Piasta
znalazł się nawet Olszewski, ale niewiele to pomogło. Już
po regulaminowym czasie gry Kozik niefortunnie wybił piłkę,
którą przejęli ostrowianie, ale golkiper Piasta szybko się
zrehabilitował, broniąc w pięknym stylu uderzenie
głową Gmitrzuka. Piast Gliwice
Polkowice, ul Kopalniana 4 - 24.03.2006 r. g. 15:00 Bramki: 0:1
– 13` Kompała (asysta – Kaszowski) , 1:1 – 23` Górski, 1:2 – 37`
Kukulski (asysta - Wróbel) Z
dwutygodniowym poślizgiem rozpoczęły się rozgrywki w
rundzie rewanżowej sezonu 2005/06 w II lidze. Jako pierwsi już w
piątek na boisko wybiegli piłkarze Górnika Polkowice i Piasta
Gliwice. W tym inauguracyjnym meczu lepsi okazali się podopieczni Jacka
Zielińskiego pokonując polkowiczan na ich własnym terenie -
2:1. Bramki dla Piasta zdobyli Adam Kompała i Krzysztof Kukulski, a dla
Górnik trafił Wojciech Górski. Radość i smutek W
ostatnich, przedsezonowych grach kontrolnych zarówno Górnik jaki Piast
zanotowały zwycięstwa. Niebiesko-czerwoni pokonali Polonię
Bytom 2:1, a Polkowice wygrały ze Śląskiem Wrocław 1:0.
Liga jednak ma to do siebie, że lubi weryfikować wyniki
osiągane w sparingach. Na szczęście gliwiczanie potwierdzili,
że są w dobrej dyspozycji i bez problemów pokonali górniczą
jedenastkę. Niestety, piłkarzom nie dane było w pełni
cieszyć się ze zwycięstwa. W trakcie meczu dotarła bowiem
do zespołu bardzo smutna wiadomość o śmierci ojca Janusza
Łobody - masażysty Piasta.. Piłkarze zadedykowali tą
wygraną właśnie Januszowi, który mimo tragedii do końca
meczu był z drużyną. Składamy naszemu masażyście
szczere kondolencje i wyrazy głębokiego żalu. Pierwsi
w rundzie wiosennej piłkę kopnęli gliwiczanie i to oni
też stworzyli pierwszą , groźną sytuację w tym
meczu. W 4 min po zagraniu Kompały, Kukulski uderzał z ostrego
kąta, ale piłka przeszła obok słupka. W 6 min Banaś
dwukrotnie strzelał na polkowicką bramkę, czego efektem
był wywalczony pierwszy rzut różny dla gości. Wreszcie w 13
min Kaszowski z półobrotu, z lewej nogi dograł piłkę w
pole karne, Kompała lewą nogą przerzucił ją nad
bramkarzem i jeszcze z powietrza uderzył po przekątnej
zdobywając w swoim debiucie w barwach Piasta pierwszego gola. Bramka ta
była prawdziwym majstersztykiem i pokazała, że pozyskany z
Jagiellonii Białystok zawodnik to piłkarz o nieprzeciętnych
umiejętnościach. Gospodarze nie zamierzali się jednak
poddać i tuż po wznowieniu gry mieli szansę na wyrównanie. Po
dośrodkowaniu z lewej strony Pacha, z 5 metrów głową
strzelał Witkowski, ale dobrze ustawiony Kozik złapał
piłkę. Zaledwie minutę później Górski próbował
zaskoczyć bramkarza Piasta uderzeniem zza linii pola karnego, ale i tym
razem Kozik był górą. W 18 min Konopka wykonywał rzut wolny.
Odległość od bramki Piasta wynosiła około 30 metrów,
uderzenie było bardzo mocne i po raz kolejny gliwicki golkiper
udowodnił, że nie przypadkowo wychodzi w pierwszym składzie. W
23 min Gancarczyk urwał się Zadylakowi,
wyszedł na pozycję sam na sam, strzelił w długi róg,
Kozik odbił piłkę nogami przed pole karne, dopadł do niej
Górski i mocnym strzałem tuż przy słupku doprowadził do
wyrównania. To było jednak wszystko, a no co w tym dniu było
stać polkowiczan. Po tych 10 minutach przewagi znów inicjatywę
przejęli gliwiczanie. Bardzo dobrze w ataku rozumiała się para
Wróbel - Kukulski. Szczególnie ten drugi robił co chciał z
obrońcami Górnika. W 37 min po faulu na Kukulskim i rzucie wolnym, Zadylak podał do Wróbla, a ten prostopadłą
piłką uruchomił Kukulskiego, który strzałem z linii 16
metrów w prawy róg przesądził o wygranej Piasta i
zasłużył na miano najlepszego zawodnika meczu. Gol ten
ostudził zapędy gospodarzy. Do przerwy już niewiele ciekawego
działo się na murawie. Zwycięstwo
różnicą jednej bramki nie odzwierciedla do końca różnicy
klas jakie dzieliły obydwa zespoły. Piast był
drużyną zdecydowanie lepszą, co cieszy i napawa optymizmem
przed następnymi spotkaniami. Kompała swoją dobrą
grą rozwiał ostatecznie wątpliwości, że będzie
mocnym punktem zespołu. Po długiej przerwie na murawie pojawił
się Łukasz Janczarek. Wychowanek Piasta wszedł wprawdzie tylko
na minutę, ale to ważne, że dostaje szansę.
Najlepszą formacją na boisku naszym zdaniem w tym meczu była
pomoc. Obrona w takim zestawieniu grała po raz pierwszy i w
pomiędzy 13 a 23 min nie uniknęła błędów, ale w
drugiej odsłonie i do tej formacji zastrzeżeń mieć nie
można. Piast Gliwice Górnik Polkowice Po meczu powiedzieli:
Runda jesienna Łódź -AL. Unii Lubelskiej - 19.11.2005 r.
g. 17:00 Bramki: 1:0 - 30` Mysona, 2:0 -
57` Niżnik, 3:0 - 66` Sypniewski Z
bagażem aż trzech bramek wracali z ostatniego w tej rundzie wyjazdu
piłkarze gliwickiego Piasta. Zespołem, który mocno poturbował
podopiecznych Jacka Zielińskiego okazał się łódzki KS.
Bramki dla gospodarzy strzelali: Mysona,
Niżnik i Sypniewski Nie tak miało być Łódź
w ostatnim czasie była gościnnym miastem dla gliwickiej jedenastki.
Zarówno Widzew jak i ŁKS dzieliły się z Piastem punktami, ale
tym razem gospodarze przystąpili do meczu z mocnym postanowieniem
wywalczenia kompletu punktów, zwycięstwo to bowiem dawało im przed
zimową przerwą miejsce w ścisłej czołówce tabeli.
Przedmeczowe założenia zostały zrealizowane w stu procentach i
niestety kosztem naszej drużyny. W zasadzie nie wiele dobrego można
powiedzieć o postawie niebiesko-czerwonych. Goście próbowali wprawdzie
pogrywać, ale chyba już byli myślami na świątecznych
urlopach, bo kilka strzałów w całym meczu to za mało , aby
marzyć choćby o remisie. Nie tak niestety miało
wyglądać pożegnanie tej rundy, ale też i nie ma co
rozrywać szat. Porażki nawet wysokie są w piłce
rzeczą przecież nierzadką. Pierwsze
30 minut nie wskazywało na to, że gliwiczanie doznają
najwyższej w tym sezonie porażki. Obydwie strony bowiem bardziej
koncentrowały się na obronie niż atakowaniu bramki
przeciwnika. W 6 min Piątkowski nieco rozgrzał zmarzniętych
kibiców, gdy strzałem głową z 8 metrów sprawdził w jakiej
formie jest Kozik. W 20 min Michniewicz próbował uderzać z
dystansu, ale piłka przeleciała nad poprzeczką. W 23 min po
akcji Kukulskiego, Solnica próbował strzelać, ale został
zablokowany przez obrońców. Wreszcie przyszła 31 min Mysona wykonywał rzut wolny z ponad 30 metrów.
Uderzenie było mocne, Kozik jeszcze się poślizgnął i
piłka ku radości miejscowych graczy wpadła do siatki. Dwie
minuty później walcząc z Michniewiczem w polu karnym
przewrócił się Sypniewski i sędzia podyktował dla
łodzian jedenastkę. Rzut karny egzekwował Sierant, ale
bramkarz Piasta wyczuł jego intencję, broniąc pierwszego w tym
sezonie karnego. W 38 min trenerzy zdecydowali się zmienić
Michniewicza. Obrońca ten miał na koncie już
żółtą kartkę i obawiano się, że sędzia
usunie go przed czasem z boiska. Z tej połowy odnotować jeszcze
można niecelny, ale groźny strzał Sypniewskiego Podopieczni
Jacka Zielińskiego już nie raz w tym sezonie musieli gonić
wynik i kilkudziesięciu osobowa grupa kibiców z Gliwic miała
jeszcze nadzieję, że uda się wywalczyć w Łodzi
choćby punkt. Marzenia o remisie prysły jak mydlana bańka w 57
min kiedy, to Niżnik popisał się fantastycznym uderzeniem z
rzutu wolnego z 18 metrów i Kozik po raz drugi musiał
wyciągnąć piłkę z siatki. Niecałe 10 min
później Niżnik zagrał w tempo do Sypniewskiego ten
znalazł się w sytuacji sam na sam i podwyższył na 3:0. W
69 i 72 min dwa razy pokonać Wyparłę
próbował Solnica. Za pierwszym razem piłka przeszła tuż
obok słupka, a za drugim bramkarz ŁKS-u zmierzającą pod
poprzeczkę futbolówkę zdoła wybić na róg. W 74 min
gospodarze wykonywali kolejny rzut wolny. Strzelec pierwszego gola –
Arkadiusz Mysona, znów przymierzył bardzo
precyzyjnie trafiają w spojenie słupka poprzeczką. Tuż
przed końcem meczu swoją obecność na boisku
zaznaczył Żyrkowski strzelając tuż obok bramki. Ostatni
mecz w tej rundzie na pewno nie będzie mile wspominany przez
piłkarzy Piasta. Gliwiczanie w rundzie jesiennej zdobyli 26 punktów, a
czy jest to dużo czy mało okaże się dopiero po
rozpatrzeniu odwołania przez organy PZPN. Jeśli decyzja o
nałożeniu minusowych punktów nie zostanie cofnięta to
przyjdzie gliwickiej jedenastce spędzić zimę w strefie
zagrożonej bezpośrednią degradacją. W przypadku
choćby częściowego anulowania kary gliwiczanie przesuną
się górę tabeli mając wciąż całkiem
niezłą pozycję do walki o lokaty w ścisłej
czołówce tabeli. Musimy jednak czekać na decyzję
Najwyższej Komisji Odwoławczej. W piątek o godzinie 12
zaplanowany jest sparing z Walką Zabrze. Jeśli aura pozwoli mecz
ten zostanie rozegrany na stadionie przy ul. Sokoła. Trenerzy chcieliby
w tym spotkaniu przyjrzeć się paru kandydatom do gry w
drużynie. Potem jeszcze przez dwa tygodnie będzie tzw.
roztrenowanie. Piast Gliwice ŁKS Łódź
Gliwice .ul. Okrzei - 11.11.2005 r. g. 13:00 Bramka: 1:0 - 85 min Dariusz Solnica Skromnym, ale zasłużonym
zwycięstwem drużyny gospodarzy zakończył się derbowy
pojedynek pomiędzy Piastem a bytomską Polonią. Bramkę,
która dała gliwickiej jedenastce trzy punkty w 85 min meczu zdobył
Dariusz Solnica. Derby dla Piasta Przedostatni
mecz w tej rundzie zgodnie zresztą z przewidywaniami
przyciągnął na trybuny rekordową ilość widzów.
Około trzech tysięcy kibiców plus czterystuosobowa grupa sympatyków
Polonii przyszła na stadion z kilku powodów. Derby zawsze
rządziły się swoimi prawami i spodziewano się, że
również i tym razem emocji nie zabraknie. Niewątpliwe dodatkowym
magnesem była obecność na stadionie pana Kazimierza Górskiego.
Legendarny trener reprezentacji Polski przyjechał do Gliwic na
zaproszenie władz Piasta. Można było nabyć jego
książkę pt. „Piłka jest okrągła”, którą
sprzedano zresztą w rekordowej liczbie egzemplarzy. Już po meczu
pan Kazimierz do nabytych książek wpisywał dedykację. W
przerwie spotkania kibice mogli posłuchać wywiadu specjalnie w tym
celu przygotowanego. Na sam koniec słynny szkoleniowiec udał
się do restauracji „UNO” gdzie już w bardziej kameralnej atmosferze
jeszcze raz podziękowano mu za przybycie i wzniesiono symboliczny toast
za następne 100 lat życia. Piast Gliwice
Gliwice
.ul. Okrzei - 05.11.2005 r. g. 13:00 Bramki: 0:1
- 23 min Mariusz Śrutwa, 1:1 - 60 min Dariusz
Solnica, 1:2 – 61 min Grzegorz Bonk, 2:2 – 73 min Jarosław Kaszowski Po
bardzo dobry i emocjonującym meczu drużyna Piasta zremisowała
u siebie z chorzowskim Ruchem 2:2. Dla gości gole strzelali Śrutwa i Bonk, a dla gospodarzy celnie trafiali:
Solnica i Kaszowski. Derby na remis Mecze
Piasta z Ruchem może nie zawsze stały na wysokim poziomie, ale za
każdym razem kibice przychodząc na stadion mogli być pewni,
że zobaczą bramki. Nie inaczej było w sobotnich derbach.
Będący na fali wznoszącej piłkarze Ruchu przyjechali do
Gliwic z zamiarem wywiezienia 3 punktów. Podopiecznych Jacka
Zielińskiego także interesowało tylko zwycięstwo.
Skończyło się na sprawiedliwym remisie, ale nikt nie żałował
, że przyszedł w tym dniu na stadion przy ul Okrzei. W meczu tym
bowiem nie zabrakło niczego, co kochają kibice. Bramki,
strzały, parady bramkarskie i zmienność sytuacji
sprawiła, że oglądaliśmy nieprzeciętne widowisko. Już
w pierwszych 5 minutach trzykrotnie było gorąco w polu karnym
niebieskich. Najpierw po rzucie rożnym wykonywanym w 3 min gry, potem po
rzucie wolnym egzekwowanym przez Kukulskiego, kiedy to Szmatiuk
przeniósł piłkę nad poprzeczką. Za trzecim razem Widuch podał w tempo do Solnicy i gdyby napastnik
Piasta opanował piłkę, byłby w sytuacji sam na sam. W 9
min Bonk zdecydował się na strzał z dystansu, a
zmierzającą pod poprzeczkę piłkę pewnie złapał
Kozik. Był to sygnał , że goście nie zamierzali grać
na remis. W 18 min Widuch uderzył w
światło bramki, ale zbyt lekko by pokonać Nowaka. W 22 min
Smarzyński świetnie zagrał do Srutwy
ten obiegł obrońcę Piasta i strzałem w długi róg
pokonał Kozika. Gol ten wyjątkowo deprymująco
wpłynął na gospodarzy, bo po nim na boisku do końca
pierwszej połowy dominowali niebiescy. W 28 min Smarzyński
mógł rozstrzygnąć losy meczu, ale mając przed sobą
tylko Kozika próbował podawać do nadbiegającego Śrutwy, zrobił to jednak zbyt lekko i bramkarz
Piasta przechwycił piłkę. Chwilę potem ten sam zawodnik
chytrym strzałem w krótki róg o mało co nie zaskoczył Kozika.
Trzeba przyznać, że w tym okresie chorzowianie grali wręcz
koncertowo , a ich zagranie z klepki i szybka wymiana piłek musiał
się podobać. Dopiero w końcówce tej połowy gliwiczanie
nieco opanowali sytuację, ale jedynym efektem ich poczynań
były dwa rzuty wolne wykonywane z około 25 metrów. Obydwa
egzekwował je Kukulski i wprawdzie za każdym razem piłka
zmierzała w światło bramki, ale Nowak bez problemów
bronił. W
47 min po faulu na Podgórskim gliwiczanie wykonywali rzut wolny.
Odległość od bramki Nowaka nie była duża, ale
Kukulski posłał piłkę nad poprzeczką. W 58 min po
błędzie Karwana, chorzowianie mieli kolejną szansę na
podwyższenie wyniku. Szyba reakcja Kozika uratował jednak zespól
Piasta od straty gola. Wreszcie w 60 min Kukulski próbował strzelać
z dalszej odległości, piłka jednak trafiła do Solnicy i
ten nie zastanawiając się strzelił w światło bramki
wyrównując stan meczu. Radość ze strzelonego gola trwała
tylko 30 sekund. Grzegorz Bonk bowiem tuż po wznowieniu gry
przebiegł z piłką przez pół boiska i mocnym uderzeniem z
około 20 metrów pokonał Kozika. Mogło by się
wydawać, że po takim ciosie już się gospodarze nie
podniosą.. Na szczęście gospodarze mieli w swoich szeregach
Dariusza Solnicę i obchodzące w tym dniu urodziny Stasia Wróbla. .
To właśnie tych dwóch zawodników przeprowadziło w 73 min
akcję po której Kaszowski dopełnił formalności,
doprowadzając drugi raz do remisu. Ostatni kwadrans gry
należał już zdecydowanie do niebiesko-czerwonych. W 82 min Gamla z bliskiej odległości nie trafił w
światło bramki. W 85 min drugą żółtą
kartkę i w konsekwencji czerwoną zobaczył Pulkowski.
Chorzowianie grając w 10 zaczęli bronić wyniku. W 83 min po
wolnym Solnica z 3 metrów przeniósł piłkę nad poprzeczkę.
Chwilę potem futbolówka po mocnym strzale Bukowaca
zza linii pola karnego o centymetry przeszła obok słupka. Trzy
minuty doliczonego czasu gry nie wystarczyło tym razem do przechylenia
szali zwycięstwa na korzyść Piasta. GKS Piast Gliwice Ruch Chorzów
30 października 2005 r. -
Radom ul. Struga g.13:00 Bramka: 90 min -
Nikołaj Branfiłow - rzut karny Zespól
Piasta stracił miano drużyny niepokonanej w meczach wyjazdowych w
tym sezonie. . W niedzielę niebiesko-czerwoni gościli w Radomiu,
gdzie musieli uznać wyższość tamtejszego Radomiaka
tracąc gola w 90 minucie meczu po rzucie karnym, którego nie powinno
być . Niewidzialna ręka O
tym, że z Radomia nie będzie łatwo wywieźć punktów
wszyscy w ekipie Piasta doskonale zdawali sobie sprawę. Do 90 minuty
jednak wydawało się, że zespoły podzielą się
punktami, bowiem żadna ze stron nie potrafiła sobie wypracować
klarownej sytuacji do zdobycia gola. Jednak już w doliczonym czasie gry
zupełnie pogubił się arbiter tego spotkania. Pan Piotr Maurek podyktował jedenastkę za rzekome
zagranie ręka Żyrkowskiego. Sędziowie czasem się
mylą, ale ta decyzja arbitra rozśmieszyła wszystkich. Arbiter
bowiem ręki nie widział, a karnego podyktował po konsultacji z
bocznym sędzią, który tej sytuacji widzieć po prostu nie
mógł. Tymczasem piłka po strzale jednego z z
radomskich graczy trafiła w biodro Żyrkowskiego, a nie w ramię
czy dłoń. Ten kuriozalny karny zadecydował o tym, że to
gospodarze Cieszyli się ze zwycięstwa. Pierwszą bramkową
sytuację w tym spotkaniu stworzyli gliwiczanie. W 6 min Kukulski
zagrał na lewe skrzydło do Solnicy, ten dośrodkował w
pole karne, głową strzelał Kaszowski, radomski bramkarz
zdołał jednak wybić piłkę na rzut rożny.
Gospodarze po raz pierwszy poważniej zagrozili bramce pilnowanej przez
Kozika dopiero w 18 min, kiedy to Branfiłow po
rogu egzekwowanym z prawej strony boiska, strzelił tuż obok
słupka. W 32 min po rzucie wolnym wykonywanym przez Budkę
zrobiło się zrobiło się spore zamieszanie w polu karnym
gospodarzy, sytuację jednak wyjaśnił Szwed. W 34 min Kacprzak
posła piłkę nad poprzeczką i więcej okazji do
zdobycia gola w tej części meczu nie miała już żadna
ze stron. Gra toczyła się głównie w środku pola,
praktycznie bezbłędnie też grali obrońcy obydwu
drużyn nie dopuszczają do groźnych sytuacji. W
przerwie meczu Mieczysław Broniszewski zdecydował się na
podwójną zmianę. Na murawie pojawili się .Ząbecki i Vileniskis. Rozruszało to nieco grę
miejscowych, czego konsekwencja były dwie sytuacje na zmianę
wyniku. W 51 min zamykający akcję Kędziora o mało co, nie
zaskoczył Kozika i nie trafił do własnej bramki. Niecałą
minutę później bramkarz Piasta w ładnym stylu obronił
potężne uderzenie Cieciury. Gliwiczanie szybko jednak
otrząsnęli się z tej przewagi i po 10 minutach przejęli
inicjatywę z czasem wypracowując sobie optyczną przewagę.
W 76 min Kukulski wykonywał rzut wolny i mimo ostrego kąta
zdecydował się na strzał, który z trudem obronił
Borkowski Czas płynął i wydawało się, że mecz
ten zakończy się wynikiem remisowym. W 90 min po rogu
piłkę najpierw odbił Gamla, potem
strzał jednego z zawodników radomskich biodrem zablokował
Żyrkowski, . Radomianie zaczęli domagać się rzutu
karnego, a arbiter uległ ich presji i mimo że nie widział
całej sytuacje zdecydował się podyktować jedenastkę.
Nie pomogły protesty , ani tłumaczenia. Karnego na gola
zamienił Branfiłow Tuż po wznowieniu
gry, Wróbel wpadł w pole karne, został sfaulowany, przez Szweda
(zawodnik przyznał się po meczu, że zahaczył napastnika
Piasta) ale sędzia nie tylko, że przewinienia nie
zauważył to jeszcze ukarał napastnika Piasta
żółtą kartką. Następna akcja Piasta mogła
jednak przynieść wyrównanie. Kaszowski miał stuprocentową
sytuacje na zdobycie gola, ale z 10 metrów posłał piłkę
tuż nad spojeniem słupka z poprzeczką. Piast Gliwice Radomiak Radomiak Sędzia
główny: Piotr Murek - Potr
Musialik, Leszek Solar (Kraków)
Gliwice .ul. Okrzei - 22.10.2005 r. g. 14:30 Bramki: 1:0 - 20 min Solnica, 1:1 - 59 min Gołebiewski \ 13
kolejka spotkań o mistrzostwo II ligi nie była zbyt
szczęśliwa dla drużyny Piasta. Gliwiczanie mimo że grali
przed własną publicznością, tylko zremisowali z
zajmującym przedostatnie miejsce w tabeli Finishparkietem
1:1. Gole w tym meczu strzelali: Dariusz Solnica i Marek
Gołębiewski. Sprawiedliwy remis Po
dwóch z rzędu zwycięstwach i to odniesionych w meczach z
drużynami z górnej części tabeli faworytem tej konfrontacji
byli gliwiczanie. Piłkarzom Piasta w tym sezonie jednak zdecydowanie
gorzej się gra przeciwko zespołom z dolnej strefy o czym już
kilkakrotnie mieliśmy okazję się przekonać. Dlaczego tak
się dzieje ? To pytanie zadają sobie wszyscy, ale niełatwo to
wytłumaczyć. Na wynik pojedynku z Finishparkietem
niewątpliwi wpływ miał brak w składzie Krzysztofa
Kukulskiego, który na czwartkowym treningu naciągnął sobie
pachwinę i nie był zdolny do gry. Paweł Gamla
tym razem wystąpił w roli ostatniego obrońcy i choć
zawodnik ten dobrze radzi sobie zarówno w pomocy jak i w obronie, to w
poprzednich spotkaniach więcej z niego pożytku było, gdy
grywał w środku pola. Trenerzy Piasta mają więc zgryz jak
ustawić zespół na mecz z Radomiakiem. Na szczęście do
zdrowia powinien wrócić Kukulski, a i na brak odwodów gliwiccy
szkoleniowcy też narzekać nie mogą. Remis
ten w ocenie obydwu trenerów jest wynikiem sprawiedliwym, choć
oczywiście powody do zadowolenia miał tylko szkoleniowiec
gości. Lepszy jednak jeden punkt niż żaden. W
najbliższych dniach do klubu ma wpłynąć uzasadnienie kary
nałożonej przez PZPN , które obciążyło konto Piasta
ujemnymi punktami. Klub na pewno od tej decyzji się odwoła, a czy
piłkarska centrala uzna rację Piasta, powinno okazać jeszcze
przed zakończeniem rozgrywek. Dopiero wtedy będzie wiadomo o co
walczyć będą wiosną gliwiczanie Pias Gliwice Drwęca Finishparkiet
Nowe Miasto Lubawskie
Czermno .- 16.10.2005 r. g. 14:30 Nie
zwalniają tempa piłkarze Piasta, którzy w minioną
niedzielę odnieśli piąte tej jesieni zwycięstwo,
pokonując na wyjeździe Heko Czermno 3:2.
Bramki dla gospodarzy zdobyli: Folc i Trela. Dla
gliwickiej jedenastki celnie trafiali: Karwan, Kaszowski i Budka. Heko
pokonane ! Zespół
„Heko” Czermno został założony w
1998 r. przez małżeństwo państwa Koniecznych,
właścicieli fabryki owiewek do samochodów.. Pierwotnie w klubie tym
grali pracownicy tejże firmy. Świetna organizacja , która szła
w parze z odpowiednią ilością inwestowanych pieniędzy
szybko jednak przyniosła efekt w postaci kolejnych awansów i w 2005 r.
drużyna ta awansowała do II ligi. Oczywiście na tym szczeblu
rozgrywek o amatorstwie mowy być już nie może, dlatego
też do prowadzenia „Heko” zatrudniono
szkoleniowca z najwyższej trenerskiej półki a skład wzmocniono
piłkarzami znanymi nie tylko z drugoligowych aren. Do meczu z Piastem „Heko” było określane rewelacją tej
jesieni. Podopieczni Janusza Białka w 11 kolejkach stracili tylko 5
goli, co było najlepszym wynikiem w lidze. Gliwiczanie jednak bardzo
mocno popsuli tą statystykę , strzelając w przeciągu 27
min gospodarzom 3 bramki, choć po pierwszych minutach tego pojedynku nie
zanosiło się na to, że goście wyjadą z Czermna z
kompletem punktów. Pierwszy
strzał w tym meczu oddali gospodarze, ale Kozik nie miał
większych problemów ze złapaniem piłki. W odpowiedzi Kaszowski
trafił w boczną siatkę. W 12 min, w środku boiska
piłki nie zdołał opanować Widuch,
przejął ją Trela, pomocnik „Heko”
popędził z nią przez pół boiska, zagrał w tempo do Folca, a ten będąc sam na sam z Kozikiem nie
dał mu żadnych szans na obronę. Źle więc
zaczęło się to spotkanie dla podopiecznych Jacka
Zielińskiego. Gliwiczanie jednak w tym sezonie przerabiali już do
sytuację, ze musieli gonić wynik. W 20 min Widuch
próbował zaskoczyć bramkarza gospodarzy strzałem zza linii
pola karnego, ale piłka przeleciała wysoko nad poprzeczką.
Pięć minut później po dośrodkowaniu Kaszowskiego,
Żyrkowski uderzył głową z pierwszej piłki, ale w sam
środek bramki i Mańka bez problemów to obronił. W 34 min po
rzucie wolnym tradycyjnie wykonywanym przez Kukulskiego jeden z miejscowych
obrońców z trudem wybił piłkę na róg. 60 sekund
później boisko z powodu kontuzji musiał przed czasem
opuścić Folc, co znacznie
osłabiło siłę ognia gospodarzy. Mimo to gliwiczanie nie
potrafili w tej części meczu wypracować sobie klarownej
sytuacji na wyrównanie. Dwukrotnie jeszcze strzałami z drugiej linii
Mańkę próbował zaskoczyć Kukulski, ale raz minimalnie
przestrzelił, a drugi raz pewnie futbolówkę złapał
golkiper z Czermna. W
przerwie meczu trenerzy Piasta zdecydowali się wzmocnić
siłę uderzenia, zdejmując z boiska Piekarskiego i w
prowadzając w jego miejsce Budkę. Jak się później
miało okazać było to bardzo trafne posunięcie. W 48 min
Kukulski wykonywał rzut wolny, napastnik Piasta wrzucił
piłkę w pole karne, dopadł do niej Gamla,
uderzył mocno z kilku metrów, ale trafił słupek, na
szczęście z dobitką żadnych problemów nie miał
już Karwan wyrównując stan meczu. Radość gości nie
trwała jednak długo. W 55 min Kaszowski w środku pola
zagrał wprost pod nogi….Luki, ten podciągnął z
piłką jeszcze z 20 metrów, podał do Treli, a pomocnik „Heko” nie zastanawiając się huknął z
ponad 30 metrów i niesiona wiatrem piłka, mimo rozpaczliwej interwencji
Kozika, odbiła się od słupka i wpadła do bramki Piasta.
Gol był przepięknej urody, ale odpowiedź przyjezdnych
była tez prawie natychmiastowa. W 62 min Kukulski prostopadłym
podaniem wypuścił Kaszowskiego w uliczkę o której to
niegdyś śpiewał Bogdan Łazuka, kapitan Piasta mimo
że na plecach „siedziało” mu dwóch miejscowych graczy, precyzyjnym
strzałem tuż przy słupku doprowadził do remisu. W 65 min
Sobczyński nie wykorzystał sytuacji sam na sam, co 10 minut
później zemściło się na zespole gospodarzy.
Właśnie wtedy po dośrodkowaniu w pole karne Michniewicza,
Wróbel celnie uderzył z 10 metrów, ale jakimś cudem Mańka
zdoła odbić piłkę, do której to dopadł Budka i
efektownym szczupakiem z 1 metra zdobył gola, przesądzając o
losach tego meczu. W 80 min Kukulski wykonywał kolejny rzut wolny, po
którym to piłka w niewielkiej odległości przeleciała nad
poprzeczką bramki gospodarzy. Na 8 minut przed końcem meczu Wróbel
był sam na sam z bramkarzem „Heko”,
minął go, ale zbyt daleko wypuścił sobie piłkę
i jego uderzenie zdołał zablokować jeden z miejscowych
obrońców. Janusz Białek robił co mógł, aby
doprowadzić do remisu i posunął się nawet do tego,
że do ataku przesunął stopera. Tyle to dało, że
jeszcze bardziej osłabił obronę i w 85 min po akcji Wróbla,
Kaszowski zagrał do Widucha, który dość niespodziewanie znalazł
się w sytuacji sam na sam z Mańką, jednak środkowy Piasta
posłał piłkę wysoko nad poprzeczką. Tuż przed
końcem meczu dwa strzały rozpaczy z dalszej odległości
oddał Trela, ale nie znalazły one drogi do bramki Kozika. Zwycięstwo
to nie przyszło łatwo, ale jak zgodnie podkreślali
obserwatorzy tego meczu było jak najbardziej zasłużone.
Gliwiczanie byli zespołem pod każdym względem lepsi i na 3
punkty w pełni zasłużyli. Trenerzy innych drużyn
zazdroszczą Jackowi Zielińskiemu, że ma tak wyrównaną
kadrę. Mirosław Budka musiał długo czekać na
swoją szansę, a gdy wszedł na boisko pokazał, że w
piłkę potrafi grac walnie
przyczyniając się do zwycięstwa. Jarosława Kaszowski w
drugim meczu z rzędu zdobywa gola i to na dodatek lewą nogą,
co do tej pory mu się nie zdarzało. Wrobel zalicza kolejną
asystę, z dobrej strony znów pokazali się Karwan i Gamla, a rewelacyjnie wręcz grał Kukulski.
Długo było czekać na tak dobra grę Piasta, ale na pewno
było warto. Piast Gliwice Heko Czermno
Gliwice .ul. Okrzei - 08.10.2005 r. g. 14:30 Bramki: 1:0 - 30 min - Paweł Gamla,
2:0 - 40 min Paweł Gamla, 3:0 - 72 min -
Jarosław Kaszowski, 3:1 - 81 min Robert Rosiński Po
kolejnym już świetnym meczu drużyna Piasta odniosła
czwarte w tym sezonie zwycięstwo. Tym razem wyższość
niebiesko-czerwonych musiał uznać zespół wrocławskiego
Śląska, przegrywając w Gliwicach 1:3. Bramki dla gospodarzy
strzelili Paweł Gamla – 2 i Jarosław
Kaszowski – 1. Honorowego gola dla gości zdobył Robert
Rosiński. Rozbity Śląsk Wrocławianie,
mimo że w tym sezonie występują w roli beniaminka do niedawna
byli rewelacją II ligi i przed meczem z Piastem zajmowali drugie miejsce
w tabeli, tracąc do lidera tylko jeden punkt. Jagiellonia dość
niespodziewanie zremisowała w Polkowicach z tamtejszym Górnikiem Nic
więc dziwnego, że zespół Śląska przyjechał do
Gliwic z zamiarem wygrania i tym samym usadowienia się na fotelu lidera.
Nic z tego jednak nie wyszło. Nadzieje te już w pierwszej
połowie skutecznie rozwiali podopieczni Jacka Zielińskiego
strzelając dwa gole. Gdy w drugiej części meczu po raz trzeci
piłka zatrzepotała w siatce bramki Śląska, nikt już
nie miał wątpliwości kto ten mecz wygra. Po pierwszych 20 minutach wydawało się,
że pojedynek ten będzie miał wyrównany charakter. Gra
toczyła się głównie w środku boiska, a jeśli
któraś ze stron stwarzała zagrożenie, to było to
najczęściej po stałych fragmentach gry. W 12 min po rzucie
wolnym wykonywanym przez Rosińskiego piłka trafiła w
boczną siatkę. Dwie minuty później gliwiczanie egzekwowali dwa
rzuty rożny z rzędu, po drugim Gamla
uderzył głową, ale nie trafił w światło bramki.
Gospodarze z upływem czasu grali jednak coraz lepiej i gol wisiał w
powietrzu. W 28 min po akcji Kaszowskiego, Kukulski zgrał
piłkę do Żyrkowskiego, skrzydłowy Piasta strzelił
mocno, z 6 metrów, ale Janukiewicz instynktownie
obronił. 120 sekund później bramkarz Śląska musiał
jednak wyciągnąć piłkę z siatki. Michniewicz
dośrodkował w pole karne, zza pleców obrońców wyskoczył Gamla i strzałem z kilku metrów z pierwszej
piłki zdobył pierwszego gola dla swojej drużyny.
Oszołomieni wrocławianie mimo straty bramki nie rzucili się do
ataku, bo po prostu nie byli wstanie tego zrobić. Gospodarze tymczasem
dalej grali swoje dążąc do podwyższenia wyniku. W 36 min
Kukulski wykonywał rzut wolny, uderzył bardzo precyzyjnie, pod
poprzeczkę, ale Janukiewicz zdołał
wybić piłkę na róg. W 40 min po kolejnym rajdzie prawą
stroną Kaszowskiego, Solnica przedłużył lot piłki,
dopadł do niej Gamla strzelając z kilku
metrów bez zastanowienia. Uderzenie było tak silne, że golkiper
Śląska wpadł z piłką do bramki. Tuż przed
końcem pierwszej połowy Ulatowski strzałem z ponad 25 metrów
próbował bezskutecznie zaskoczyć Kozika. Piast Gliwice Śląsk
Wrocław
Gdańsk .ul. Traugutta - 01.10.2005 r. g. 14:30 Wciąż
niepokonana w meczach wyjazdowych pozostaje drużyna gliwickiego Piasta.
Tym razem niebiesko-czerwoni przywieźli punkt z Gdańska,
bezbramkowo remisując z miejscową Lechią. Remis ten jednak
bardziej ucieszył gospodarzy, bo więcej bramkowych sytuacji
stworzyli gliwiczanie, ale podobnie jak i w przypadku meczu z Widzewem
zabrakło precyzji. Apetyt na wygraną O
tym, że apetyt rośnie w miarę jedzenia wszyscy doskonale
wiedzą. Apetyt na wygraną w konfrontacji z gdańską
Lechią mieli także gliwiczanie, ale trzeba było zadowolić
się połowicznym sukcesem. Więcej atutów przed tym spotkaniem
było po stronie podopiecznych Jacka Zielińskiego. Trener Piasta
mógł wystawić prawie optymalny skład. Nikt nie pauzował
za kartki, zabrakło tylko kontuzjowanych Banasia i Wróbla. Natomiast
gdańszczanie nie dość, że stoczyli w minioną
środę ciężki i na dodatek przegrany bój w Radomiu, to
jeszcze stracili dwóch czołowych graczy. Z powodu kontuzji bowiem nie
mogli wystąpić Sławomir Wojciechowski i Maciej Kalkowski. W
takiej sytuacji Marcin Kaczmarek, szkoleniowiec Lechii musiał
skorzystać z usług piłkarzy, którzy do tej pory zazwyczaj
grzali ławę. W
pierwszej odsłonie, w wykonaniu Piasta szczególnie brakowało gry
skrzydłami. Słabiej też niż w poprzednich meczach
prezentował się Kukulski. Po przerwie, podobnie zresztą jak w
i miało to miejsce w meczu z Zagłębiem, Żyrkowskiego
zmienił Podgórski, nic to jednak nie pomogło. W drugiej
połowie właściwy rytm gry za to złapał Kaszowski i
to po jego akcjach robiło się gorąco w polu karnym Lechii. W
64 min skrzydłowy Piasta podciągnął z piłką pod
linię końcową boiska, zagrał na 15 metr do
wbiegającego w pole karne Gamli, ten
oddał strzał, który zmierzał w światło bramki, ale
futbolówka odbiła się od jednego z miejscowych obrońców i
wyszła na róg. Czas płynął , a żadna ze stron nie
potrafiła znaleźć sposobu na zdobycie choćby jednego
gola. Obydwie strony popełniały zbyt dużo błędów
przy rozgrywaniu piłki, co często kończyło się jej
stratą. W 75 min Solnicę zastąpił Uss.
Napastnik Piasta wniósł nieco ożywienia w poczynania ofensywne
gości i w 80 min po akcji Kaszowskiego mógł rozstrzygnąć
losy meczu, ale piłkę po jego strzale z kilkunastu metrów
gdańscy obrońcy wybili na róg. W 87 min po raz kolejny w roli
podającego wystąpił Kaszowski, ale tym razem na bramkę
pilnowaną przez Bąka uderzał Widuch
i znów piłka wyszła na róg. W ostatniej minucie meczu serca
zamarły trenerom i rezerwowym zawodnikom Piasta, gdy po uderzeniu
Kaszubowskiego piłka przeleciał a tuz obok słupka bramki
pilnowanej przez Kozika. Jacek
Zieliński na pomeczowej konferencji nie krył, że w meczu tym
liczył na wygraną. Stwierdził też , że jego zespól
rozegrał najsłabszy w tym sezonie mecz na wyjeździe. Lepszy
jednak punkt niż nic, a gra się tak jak przeciwnik pozwala. Lechia,
mimo że pod względem piłkarskich umiejętności
ustępowała drużynie Piasta zdołala
zremisować z czego cieszył się ich trener. Najdalszy
wyjazd w tym sezonie, niebiesko-czerwoni mają już za sobą. W
najbliższą sobotę na stadionie przy ul. Okrzei Piast
podejmować będzie lidera – wrocławski Śląsk. To
spotkanie zapowiada się bardzo atrakcyjnie pod każdym
względem. Czy jednak będą powody do radości, najlepiej
przekonać się o tym samemu, przychodząc 8 października o
g. 14:30 na stadion Piasta. Piast Gliwice Lechia
Gdańsk
Gliwice . ul. Okrzei - 24.09.2005 r. g. 15:30 Bramka: 65 min - Dariusz Solnica Skromne, ale pewne
zwycięstwo odnieśli piłkarze gliwickiego Piasta,
pokonując w dziewiątej kolejce spotkań o mistrzostwo II ligi
Zagłębie Sosnowiec 1:0. Nie mniej ważny od trzech punktów jest
fakt, że zwycięskiego gola w tym meczu zdobył Dariusz Solnica.
Ten napastnik został sprowadzony do Piasta, aby strzelać bramki i
wreszcie się przełamał. Łzy szczęścia W
czwartkowym „Przeglądzie Sportowym” ukazał się artykuł
zatytułowany „Wojna światów ”. Autor porównywał w nim Piasta z
Zagłębiem. Piast został przedstawiony jako klub w którym
panuje bałagan, nieporządek, korupcja. Natomiast
Zagłębie, które zarządzane jest przez Włochów to klub w
którym wszystko jest w idealnym porządku. Trzeba by zapytać autora
tego tekstu skąd wziął takie informacje, bo Piast już od
lat jest przedstawiany w środowisku piłkarskim jako klub bardzo
dobrze poukładany pod względem organizacyjnym i sportowym. A o tym,
czy miała miejsce korupcja w Piaście okażę się, gdy
werdykt w tej sprawie wyda sąd, o ile ta sprawa w ogóle trafi na
wokandę, bo jak na razie gliwickiemu klubowi punkty odjęto na
podstawie doniesień prasowych, nie przedstawiając żadnych
dowodów. Jeszcze do niedawna porządek i ład nie szedł
wprawdzie w parze z wynikami sportowymi pierwszego zespołu, ale tej
jesieni i to się zmieniło. W minioną sobotę na stadionie
przy ul. Okrzei drużyna Piasta była o klasę lepsza od
Zagłębia, a to, że sosnowiczanie nie wyjechali z większym
bagażem bramek, zawdzięczają tylko szczęściu i
swojemu bramkarzowi. Zanim
jednak rozpoczęło się to spotkanie piłkarze obydwu
zespołów i zgromadzeni na stadionie kibice minutą ciszy uczcili
pamięć zmarłego w zeszły wtorek legendarnego bramkarza
Piasta – Jerzego Apostela. Pierwszą akcję w tym meczu
przeprowadzili goście, ale dośrodkowanie Chwalibogowskiego
pewnie wyłapał Kozik. W 3 min po wrzutce Gamli
z 10 metrów głową strzelał Kaszowski, Piętka pewnie
jednak złapał piłkę. W 16 min pierwszy raz
przymierzył Solnica, ale przyblokowany przez obrońców strzał
nie mógł zaskoczyć bramkarza gości. W 20 min Kukulski
wykonywał rzut wolny. Spodziewano się dośrodkowania, a
tymczasem napastnik Piasta uderzył na bramkę, piłka
odbiła się od poprzeczki, jeszcze dobijał Bednarz, ale nie
trafił w światło bramki. Zagłębie w tej połowie
tylko raz poważniej zagroziło bramce Piasta. W 41 min po kontrze, Chylaszek zagrał do Wolańskiego, ale ten na
szczęście nie trafił z siedmiu metrów w światło
bramki. W 43 min powinien być karny dla Piasta, kiedy to po strzale
Solnicy, Kłoda zatrzymał piłkę ręką w polu
karnym. Sędzia jednak nie zareagował, ale do tego
zdążyliśmy już przywyknąć. Drugą
połowę obydwie strony rozpoczęły ze zmianami . Na boisku
pojawił się m.in. Podgórski. W 54 min po kapitalnej akcji
Kaszowskiego, który w pełnym biegu minął trzech obrońców
Zagłębia, Podgórski stanął oko w oko z Piętką.
Po pierwszym strzale pomocnika Piasta piłka odbiła się od
słupka, a poprawkę obronił sosnowiecki bramkarz. W 60 min
bardzo ładna akcja Piasta, Podgórski z pierwszej piłki zagrywa do
Bednarza, ten strzela, ale Piętka szczęśliwie broni. Gol w tym
meczu musiał paść i padł. W 65 min błąd popełnił
Hosić, który pogubił się w polu
karnym, piłkę przejął Solnica, wprawdzie pierwszy
strzał Piętka obronił, ale dobitka była już
skuteczna. Po zdobyciu gola w oczach strzelca bramki pojawiły się łzy
i były to na pewno łzy szczęścia. Radość
mogła nie trwać długo. Tuż po wznowieniu gry
Wolański miała szansę na wyrównanie, gdy piłka po jego
strzale odbiła się od poprzeczki, ale sytuację szybko
wyjaśnił Kozik. W ostatnim kwadransie gry goście próbowali
skonstruować akcję, która pozwoliłaby by im uratować remis,
ale czynili to bardzo nieporadnie. Dodatkowo sosnowiczanie musieli
uważać na coraz lepiej grającego Kukulskiego. Wprawdzie
zawodnik ten w tym meczu na listę strzelców się nie wpisał,
ale były momenty, że pilnowało go aż czterech graczy
Zagłębia. 46
lat trzeba było czekać aż zespół Piasta wygra w meczu
ligowym z Zagłębiem. Nie tak długo wprawdzie, ale też
upłynęło trochę czasu, aby na stadionie przy ul. Okrzei
był normalny doping. W meczu z Zagłębiem kibice zarówno ci z
młyna jak i z przeciwległej trybuny pokazali, że można
pomóc drużynie, kulturalnie ją dopingując i niewątpliwie
mieli swój wkład w to zwycięstwo. Oby ta normalność na
dłużej zagościła na naszym stadionie. Piast Gliwice Zagłębie
Sosnowiec
Bez
porażki w meczach wyjazdowych pozostaje drużyna gliwickiego Piasta.
Tym razem podopieczni Jacka Zielińskiego po niezłym meczu
przywieźli jeden punkt z Łodzi, gdzie bezbramkowo zremisowali z
tamtejszym Widzewem. Pechowy Banaś Widzew
to jeden z najbardziej znanych za granicą polskich zespołów.
Czterokrotny mistrz kraju, zdobywca Pucharu Polski, uczestnik Ligi Mistrzów.
W czasach świetności tego klubu, na tarczy z Łodzi
wyjeżdżały takie firmy jak Juventus
czy Manchester City. To już wprawdzie historia, ale wciąż nie
jest łatwo przy Alei Marszałka Piłsudskiego wywalczyć
choćby punkt. W miniony piątek udało się to jednak
zespołowi Piasta, który bliski był nawet zwycięstwa. Po
miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją barku do gry
powrócił Adam Banaś i mimo że piłkarz ten nie zagrał
nawet w rezerwach, Jacek Zieliński zdecydował się
wpuścić go od pierwszej minuty. Było największe
zaskoczenie dla obserwatorów tego meczu, bo jeszcze kilkanaście dni temu
mówiło się, że Banaś najwcześniej będzie
mógł zagrać na początku października. Tego młodego i
ambitnego obrońcę Piasta prześladuje jednak prawdziwy pech.
Już po 38 min gry, po zderzeniu z Grzelakiem, Adam z krwawiącą
głową musiał opuścić boisko. Kontuzja
wyglądała bardzo poważnie, podejrzewano nawet złamanie
kości jarzmowej. W łódzkim pogotowiu zszyto mu rozcięta
skórę, zrobiono prześwietlenie, które na szczęście nie
wykazało przemieszczenia się kości, jednak dopiero
specjalistyczne badania określą jak poważny jest uraz.
Zaczęło się bardzo obiecująco dla Piasta. Gliwiczanie nie
wystraszyli się ani Widzewa, ani fantastycznie dopingującej
publiczności. Już w 7 min Kukulski mógł uciszyć stadion.
Bohater meczu z Podbeskidziem wyłuskał piłkę przed polem
karnym, ośmieszył trzech łódzkich obrońców, wyszedł
sam na sam z Kościukiewiczem, ale nie trafił z 12 metrów nawet w
światło bramki. Dwie minuty później, po kolejnej kontrze Piasta
znów było gorąco w polu karnym Widzewa. Łodzianie po raz
pierwszy poważniej zagrozili bramce Piasta w 15 min, kiedy to wykonywali
dwa rzuty rożne. W 19 i 20 min po drugiej stronei
boiska goście egzekwowali dwa rzuty wolne, ale nie zakończyły
się one celnym strzałem. Przed i w trakcie meczu nad stadionem
padało. Murawa i piłka była bardzo śliska, co próbowali
wykorzystać zawodnicy obydwu stron. W 28 min Kukulski oddał celny
strzał, ale zbyt lekki i Kościukiewicz pewnie obronił. W 32
min po wolnym wykonywanym przez gospodarzy, Kozikowi piłka
wyleciała z rąk, ale asekurujący go Zadylak
w porę wybił ją na róg. W 33 min mocne uderzenie Wyczałkowskiego już pewnie obronił
bramkarz Piasta. W 40 min zdenerwowany Stefan Majewski zdjął z
boiska Świerblewskiego, a do gry wprowadził Jarosława
Latę. Niewiele to jednak pomogło Widzewowi. Już
pierwsza kontra gości w drugiej odsłonie mogła
przesądzić o losach meczu. W polu karnym z piłką
minął się Kościukiewicz, wykorzystał to Kukulski,
który wyprzedził łódzkiego bramkarza, ale w momencie oddawania
strzału został popchnięty przez golkipera Widzewa i piłka
poszybowała obok słupka. Po meczu wszyscy zgodnie przyznali,
że Piastowi należał się karny, ale sędziemu chyba
zabrakło odwagi, aby podyktować jedenastkę. Od 50 min
gliwiczanie nastawili się już całkowicie na grę z
kontrataku, wykorzystując szybkich skrzydłowych. Zarówno Podgórski
jak i Żyrkowski często nękali miejscowych graczy atakami,
szkoda tylko, że brakowało dobrego wykończenia tych akcji w
postaci podania otwierającego drogę do bramki któremuś z
napastników. Czas płynął, gospodarze atakowali z coraz
większą desperacją, ale i jednocześnie popełniali
proste błędy. Ta nerwowość udzieliła się
również przyjezdnym. Zadylak raz
minął się w polu karnym z piłką, na
szczęście Pawlak stojący tuż za nim nie zorientował
się i nie zdołał oddać strzału. W 71 min po faulu na
Żyrkowskim, rzut wolny z około 30 metrów egzekwował Kukulski,
ale trafił w w ustawiony przez obrońców
mur. Około 75 min łodzianie zmarnowali najlepszą okazję
do wygrania tego meczu. Po wykopie piłki przez bramakrza
Widzewa, Grzelak przejął piłkę w polu karnym, ale na
szczęście jego potężne uderzenie z 8 metrów było
bardzo niecelne. W 78 min kolejną szansę gry dostał Bukowiec,
który zmienił Solnicę. Przez pierwsze dwie minuty młodemu
zawodnikowi Piasta i reprezentantowi Polski chyba się lekko
trzęsły nogi, bo kilka razy stracił piłkę, ale potem
pokazał się z dobrej strony. Minutę później
kąśliwy strzał Kukulskiego obronił Kościukiewicz. Po
kolejnej kontrze Karwan bliski był zdobycia gola dla Piasta, ale
piłka po jego strzale głową przeleciała obok słupka.
Tuż przed końcem meczu Piekarski przeciął w porę
podanie Marasa, zapobiegając na pewno uderzeniu Grzelaka, a być
może stracie gola. Piast Gliwice
Gliwice . ul. Okrzei - 11.09.2005 r. g. 15:30 Bramki: 0:1 - 38 min Pater (karny), 1:1 - 61 min Kukulski,
1:2 - 77 min Sobczak, 2:2 - 83 min - Kukulski (Karny), 3:2 - 90 min Podgórski
Takiego
meczu już dawno nie widziano na stadionie przy ul. Okrzei. Prawie
dwutysięczna widownia była świadkami piłkarskiego
spektaklu w którym nie zabrakło emocji, dramaturgii, bramek, momentów
zwątpienia i radości. Dla gospodarzy, czyli piłkarzy Piasta
widowisko to jednak zakończyło się happy endem.
Niebiesko–czerwoni, mimo że do 83 min przegrywali z Podbeskidziem 1:2,
zdołali w przeciągu 7 minut nie tylko doprowadzić do remisu,
ale i przechylić szalę zwycięstwa na swoją
korzyść. Horror ze szczęśliwym końcem W
sobotę Piast świętował swoje 60 urodziny. Z tej okazji do
Gliwic przyjechali nie tylko byli zawodnicy gliwickiego klubu, ale i inni
znani piłkarze. W niedzielne popołudnie na trybunach zasiedli m.in.
Szarmach, Śliz, Czarnohorski, Żurek,
Kwieciński, Gontarewicz, Cholewa, i inni,
znani i kochani nie tylko w Gliwicach zawodnicy. Niewątpliwie ich
obecność pomogła gospodarzom, którzy wreszcie przełamali
niemoc wygrywania na własnym stadionie, pokonując bielską
drużynę 3:2. Było
to pierwsze zwycięstwo podopiecznych Jacka Zielińskiego w tej
rundzie przed własną publicznością. Emocje, walka do
końca sprawiły, ze pod koniec meczu ożyły trybuny i znów
na stadionie przy ul. Okrzei było słychać radosne i
głośne GKS, a kibice zadowoleni nie tylko z gry, ale i z wyniku
opuszczali stadion. Piast gra coraz lepiej i zaczyna się to
przekładać na wyniki. 10 zdobytych oczek w 7 kolejkach to może
nie szczyt marzeń, ale nawet zakładając, ze zostanie utrzymana
kara ujemnych 10 punktów , to tylko dwóch zwycięstw brakuje Piastowi,
aby opuścić strefę zagrożoną bezpośrednią
degradacją. Piast Gliwice Podbeskidzie Bielsko Biała
Białystok, ul. Słoneczna – 04.09.2005 r.
g. 15:30 W szóstej kolejce spotkań o mistrzostwo II ligi
podopieczni Jacka Zielińskiego zmierzyli się z prowadzącą
w tabeli – Jagiellonią Białystok. Skazani na przegraną
gliwiczanie nie przestraszyli się jednak lidera i po dobrym meczu urwali
białostoczanom punkty remisując 1:1. Bramkę dla Piasta
zdobył Piotr Karwan, a wyrównał Ernest Konon.
Powstrzymana „Jaga” Po nieudanym meczu ze Szczakowianką niewielu
było takich, co wierzyło, że uda się z Białegostoku
wywieźć choćby punkt. Gliwiczanie zagrali jednak bardzo
dobrze, w niczym nie ustępując Jagiellonii. Gospodarzom nie
pomógł nawet ogłuszający i fantastyczny doping ponad 6 tys.
widzów. To spotkanie można było nawet wygrać, ale tym razem
zabrakło trochę szczęścia w akcjach pod bramką
Stachowiaka. Niebiesko-czerwoni w meczu ze Szczakowianką
stracili nie tylko punkty, ale i trzech zawodników. Bednarz i Kędziora
dostali czerwone kartki i będą przez jakiś czas
odpoczywać. Kukulski nabawił się niegroźnej wprawdzie
kontuzji, ale na tyle dokuczliwej, że uniemożliwiła mu to
grę przez pełne 90 minut. Trzeba więc było dokonać
sporych zmian, nie tylko w wyjściowej jedenastce, ale i w ustawieniu. Na
lewej pomocy pojawił się Żyrkowski, w obronie zagrali m.in.
Karwan z Piekarskim, a do linii ataku powrócił Podgórski. Trenerzy mieli
nosa wystawiając taki skład. Żyrkowski rozegrał bardzo
dobry mecz, Karwan zdobył gola, a Piekarski pewnie dyrygował
obroną. Gliwiczanie nie przestraszyli się ani fantastycznej
widowni, ani lidera i od pierwszego gwizdka sędziego prowadzili
wyrównaną grę. W 9 min Żyrkowski mimo asysty dwóch
obrońców wywalczył rzut rożny i sam go wykonał.
Dośrodkował na piąty metr, zza pleców obrońców gospodarzy
wyskoczył Karwan i głową skierował piłkę do
siatki. Po tym golu na kilkadziesiąt sekund na stadionie zapanował
cisza. Jagiellończycy rzucili się do odrabiania strat, ale nie
potrafili nawet skonstruować składnej akcji. Ich ataki były
rozbijane już w środkowej strefie boiska, a że goście
grali wyjątkowo czysto, z rzadka też wykonywali rzuty wolne. W
zdobyciu wyrównującej bramki pomógł im łut
szczęścia. Po dośrodkowaniu Sobolewskiego lot piłki
próbował przeciąć Karwan ale uczynił to tak niefortunnie,
że ta odbiła się od słupka, dopadł do niej Konon i z kilku metrów umieścił ją w
siatce. Wydawało się, że po stracie gola miejscowi ruszą
do huraganowych ataków, ale nie pozwoliła im na to przede wszystkim
dobrze grająca linia pomocy, kierowana przez Gamlę
i Widucha. Do dobrej formy powraca także Kaszowski, który w tym meczu
kilka razy urwał się obrońcom „Jagi”. W 25 min Kozik w starcie
z jednym z białostockich graczy padł na murawę zwijając
się z bólu. Tylko błyskawiczna interwencja Janusza Łobody
uratował go przed dłuższa przerwą. „Palec Kozika
wyskoczył ze stawu, udało mi się go jednak wstawić szybko
na swoje miejsce, co zapobiegło naciągnięciu
wiązadeł i w konsekwencji Krzysiek mógł grać dalej” mówi
masażysta Piasta. W przerwie meczu Kozik dostał jeszcze zastrzyk
przeciwbólowy i nie tylko, że dotrwał do końca spotkania to
jeszcze zachował czyste konto. W 26 min zdenerwowany Adam Nawałka zdjął z boiska pierwszego
zawodnika, ale zmiana ta nic nie pomogła. Gospodarze jeszcze przed
przerwą próbowali zdobyć drugą bramkę, ale w sumie tylko
dwa razy zagrozili poważniej bramce Piasta. Po dośrodkowaniu
Łatki, głową strzelał Konon,
ale niecelnie. W 43 min Sobociński miał przed sobą tylko
Kozika, zamiast jednak strzelać , próbował podawać i
skończyło się na strachu Pierwsze minuty drugiej połowy
należały wprawdzie do miejscowych zawodników, ale bez
przełożenia na czyste sytuacje bramkowe. Gliwiczanie grali z kontry
i trzykrotnie stawali przed szansą zmiany wyniku. Raz Stachowiak uratował
białostoczan przed stratą gola, kiedy wygarnął
piłkę spod nóg szarżującemu w polu karnym Podgórskiemu. W
59 min znów bramkarz Jagiellonii miał farta ,
kiedy to po dośrodkowaniu Solnicy, Gamla
minimalnie minął się z piłką. Wreszcie po
ładnej akcji Kaszowskiego, który ograł dwóch obrońców i
prostopadłym podaniem wypuścił Solnicę na wolne pole.
Napastnik Piasta miał ostry kąt i zamiast podawać do
pozostawionego bez opieki Podgórskiego, zdecydował się na
strzał, po którym jednak piłka przeleciała nad
poprzeczką. Czym było bliżej końca spotkania tym coraz
bardziej nerwowo poczynali sobie gospodarze, a przyjezdni przeciwnie, grali
spokojnie i konsekwentnie. W 80 min na murawie pojawił się Mateusz
Bukowiec, który zmienił zmęczonego Tomka Podgórskiego. Bukowiec
został wypożyczony z Zagłębia Lubin na dwa dni przed
wyjazdem do Białegostoku. Zawodnik ten ma dopiero 18 lat, ale ma
już za sobą występy w ekstraklasie. W pierwszej lidze
zadebiutował w mając zaledwie 16 lat. Bukowiec jest kapitanem
reprezentacji Polski U-18 prowadzonej przez Michała Globisza i prosto po
meczu pojechał na zgrupowanie kadry. W końcówce spotkania nie
było obrony Częstochowy, wręcz przeciwnie. Akcje
częściej toczyły się na połowie Jagiellonii.
Miejscowi ostatnią okazję na zdobycie zwycięskiego gola mieli
w samej końcówce spotkania, kiedy to wykonywali rzut wolny z około
17 metrów, ale piłka po uderzenie Speichlera
przeleciała nad poprzeczką. Już w doliczonym czasie gry
miejscowi wykonywali jeszcze dwa rzuty rożne. Za pierwszym razem jeden z
obrońców Piasta wybił piłkę poza linię
końcową boiska, a przy powtórce tego stałego fragmentu gry
złapał ją Kozik i za chwilę sędzia odgwizdał
koniec meczu. Piast Gliwice Jagiellonia Białystok
Gliwice, ul. Okrzei – 31.08.2005 r. g. 17:00 Bramki: 1:0 – 29` Paweł Gamla,
2:0 – 40 min Krzysztof Kukulski, 2:1 – 64 min Robert Chudy, 2:2 - 71 min
Wojciech Krauze W
zaległym spotkaniu, grając przed własną
publicznością drużyna Piasta Gliwice zremisowała ze
Szczakowianką Jaworzno 2:2. W pierwszej połowie bramki dla
gospodarzy strzelali Gamla i Kukulski. W drugiej
odsłonie dwa gole, które pozwoliły gościom wywieźć z
Gliwic jeden punkt zdobyli: Chudy i Krauze. Dwa oblicza Po
dobrym meczu z Kujawiakiem wydawało się, że podopieczni Jacka
Zielińskiego dość łatwo poradzą sobie z jednym z
najsłabszych zespołów II ligi. Nie po raz pierwszy jednak
okazało się, że zbytnia pewność siebie może
zostać ukarana. Mecz ten miał dwa oblicza. Do 60 min zdecydowanie
przeważali gospodarze, czego dowodem były dwie, strzelone bramki.
Potem jednak gliwiczanie całkowicie oddali inicjatywę gościom
i zapłacili za to wysoką cenę. Dwa stracone gole i
nieodpowiedzialne zachowanie Bednarza spowodowało, że
skończyło się podziałem punktów, z czego mogą
się cieszyć tylko jaworzanie. Pierwszy
strzał w tym meczu już w 40 sekundzie gry oddali goście, ale
Kozik bez problemu złapał piłkę. Riposta gospodarzy
była natychmiastowa. Po szybkiej akcji Kukulskiego minimalnie
spalił Podgórski. W 5 min Michniewicz uderzył jak z armaty z ponad
30 metrów, piłka jednak przeleciała metr nad poprzeczką. W 7
min Kukulski wyszedł na czystą pozycję, ale zbyt szybko
zdecydował się na strzał i Rogala nie dał się
zaskoczyć. W 17 min po idealnej centrze Podgórskiego, Kukulski
uderzył głową, jednak piłka przeleciała tuż
obok słupka. Dwie minuty później Kukulski został brutalnie
faulowany kilka metrów przed linią pola karnego i w pierwszym momencie
wyglądało to bardzo groźnie. Napastnik Piasta dopiero po
dłuższej przerwie powrócił na boisko, na szczęście
mógł grać dalej. Rzutu wolnego nie wykorzystał wprawdzie Gamla, ale w 29 min zawodnik ten pokazał charakter.
Paweł wyłuskał piłkę spod nóg obrońców,
wpadł w pole karne i uderzył tak mocno, że Rogala nawet nie
widział jak puszcza gola. W 39 min Rogala wyszedł z piłką
poza linię pola karnego. Wychwycił to boczny sędzia i
wydawało się, że bramkarz Szczakowianki zobaczy za to
czerwień, ale główny ukarał go tylko żółtym
kartonikiem. Nie miało to jednak większego wpływu w tym
okresie na obraz gry, bo na murawie rządzili piłkarze Piasta.
Wprawdzie w 37 Piegzik napędził strachu
gospodarzom, strzelając z kilku metrów z ostrego kąta, ale Kozik
wybił piłkę na róg. W 40 min Kukulski ośmieszył
obronę gości. Napastnik Piasta wpadła w pole karne, bez
problemu ograł jednego z graczy z Jaworzna, przełożył
piłkę z prawej na lewą nogę i precyzyjnym strzałem
tuż przy słupku podwyższył na 2:0. Wszystko
wskazywało na to, że losy meczu są już rozstrzygnięte.
Niebiesko-czerwoni prowadzili 2:0, dyktowali warunki gry, a kibice
komentowali, że jaworzanie może się nadają na sparing
partnera, ale na pewno nie na ligowego przeciwnika. W
przerwie trzech kibiców tocząc puste kegi
walczyło o nagrody, co wzbudziło nie mniejsze emocje niż sam
mecz. Zwycięzca otrzymał pięciolitrową beczułkę
piwa, ale humor jemu i pozostałym kibicom w drugiej części
meczu zepsuli piłkarze. Wprawdzie do 60 minuty to jeszcze gliwiczanie
przeważali, ale ich gra była coraz bardziej niemrawa i chaotyczna ,
co zemściło się w 64 min. Wtedy to po rzucie rożnym
Bednarz kopnął z tyłu przeciwnika, a że było to
zagranie bez piłki zobaczył za to czerwoną kartkę.
Całe zajście miało miejsce w polu karnym, dodatkową
więc karą był jedenastka dla gości, którą na
kontaktowego gola zamienił Chudy. Pięć minut później po
serii błędów defensorów gospodarzy padła wyrównująca
bramka, kiedy to obroniony przez Kozika strzał Piegzika
dobił Krauze. To zupełnie rozbiło podopiecznych Jacka
Zielińskiego, a jego samego tak poniosły nerwy, że musiał
go uspokajać sędzia. W ostatnim kwadransie bliżsi przechylenia
szali zwycięstwa na swoją korzyść byli jaworzanie, znów
jednak dobrze interweniował Kozik. Tuż przed końcowym
gwizdkiem sędziego nerwy puściły także Kędziorze.
Pomocnik Piasta popchnięty z tyłu dał się
sprowokować i rzucił piłką w głowę zawodnikowi
z Jaworzna. Dostał za to czerwoną kartkę i gliwiczanie
kończyli to spotkanie w dziewiątkę, co już dawno się
nie miało miejsca na stadionie przy ul. Okrzei. Mecz,
który miał podreperować konto punktowe skończył się
remisem, który bezdyskusyjnie został odebrany jak porażka. Oprócz
dwóch punktów Piast stracił też kolejnych dwóch zawodników. Bednarz
z pewnością będzie pauzował przez najbliższe dwie
kolejki, a dodatkową karą za nieodpowiedzialne zachowanie jest
przesunięcie tego zawodnika do rezerw. Zważywszy, ze mimo wszystko
był to podstawowy gracz jest to osłabienie zespołu,
Kędziorze puściły nerwy i też poniesie za to
konsekwencje, choć nie tak surowe jak w przypadku Bednarza.
Zważywszy, że kontuzje leczą Wróbel, Szmatiuk
i Banaś do Białegostoku zespól pojedzie mocno przetrzebiony. Szanse
więc na wywalczenie na boisku lidera przynajmniej punktu wydaja się zerowe, ale być może taka
sytuacja wyzwoli w drużynie dodatkową motywację i zawodnicy
pokażą, że są w stanie powalczyć nawet z
niepokonanym do tej pory zespołem na co liczymy. Piast Gliwice Szczakowianka Jaworzno
Gliwice, ul. Okrzei – 27.08.2005 r. g. 17:00 Bramka: 0:1 - 70 min -Tomasz Bekas Po
raz pierwszy w tym sezonie piłkarze Piasta musieli
przełknąć gorycz porażki, ulegając na własnym
boisku Kujawiakowi Włocławek 0:1. Jedyny gol w tym spotkaniu
padł w 70 min meczu, a zdobył go Tomasz Bekas. Goście
kończyli ten mecz w „10” , po tym jak w 68 min czerwoną kartkę
zobaczył Aleksander Majić. Pierwsza porażka Kujawiak
Włocławek przed sezonem typowany był jako jeden z
głównych pretendentów do awansu. W zespole jednak zaszły spore
zmiany. Odeszło kilku kluczowych zawodników, a ci co przyszli w ich
miejsce nie prezentowali się zbyt dobrze. Prawdopodobnie to było
przyczyną tego, że początek sezonu dla podopiecznych
Bogusława Baniaka nie był zbyt udany. Nic więc dziwnego,
że gliwiczanie przystępowali do sobotniego pojedynku w roli faworyta,
a ponad półtora tysiąca widzów liczyło na dobrą grę
i wygraną Piasta. Co do gry, to kibice się nie zawiedli.
Podopieczni Jacka Zielińskiego zaprezentowali się bardzo dobrze,
będąc bezdyskusyjnie zespołem lepszym. Marne to jednak
pocieszenie, skoro trzy punkty trzeba zapisać po stronie Kujawiaka.
Goście stworzyli cztery sytuacje, z czego jedną wykorzystali.
Gospodarze dobrych okazji do zdobycia goli mieli kilkanaście, z czego
wprawdzie dwie wykorzystali, ale sędzia bramek nie uznał, najpierw
dopatrując się faulu, a potem spalonego. Pierwszą sytuację bramkową w tym
spotkaniu stworzyli przyjezdni. W 2 min Staniszewski strzelał z 6
metrów, ale dobrze ustawiony Kozik obronił to uderzenie. Potem
inicjatywę przejęli gliwiczanie i na bramkę Kujawiaka
zaczęły sunąć atak za atakiem. W 4 min Podgórski
wywalczył pierwszy rzut rożny. Chwilę potem gospodarze
wykonywali po raz drugi ten sam stały fragment gry, po którym to Bednarz
skierował piłkę do siatki, ale sędzia bramki nie
uznał twierdząc, że obrońca Piasta faulował. W tym
przypadku większość obserwatorów zgodziła się z
decyzją arbitra. W 7 min Staniszewski także po rzucie rożnym
strzelał z około 7 metrów głową, tym razem jednak bardzo
niecelnie. Kilkadziesiąt sekund później Michniewicz zagrał do
Podgórskiego, ten wpadł w pole karne, ale zbyt ostry kąt
uniemożliwił pomocnikowi Piasta na oddanie celnego strzału. W
12 min gospodarze rozegrali kolejną efektowną akcję. Po
długim podaniu Michniewicza, Podgórski zagrał z pierwszej
piłki do Kukulskiego, ten uderzył z około 16 metrów, ale w sam
środek bramki i Skrzypiec nie dał się zaskoczyć.
Goście widząc, że nie dadzą rady zatrzymać
rozpędzonych piłkarzy Piasta zaczęli na potęgę
faulować. Sędzia co kilka minut przerywał grę, ale nie
sięgał po żółte kartoniki, aby utemperować
zapędy włocławskich graczy. W 30 min Kukulski pokazał
kawałek brazylijskiego futbolu, piętą podając do Solnicy,
ten miał przed sobą tylko bramkarza, strzelił jednak zbyt
lekko i znów piłka wylądowała w rękach Skrzypca. W .36 min po precyzyjnym dośrodkowaniu
Kukulskiego, Podgórski głową zdobył gola, którego sędzia
także nie uznał, tym razem sygnalizując pozycję
spaloną. Były spore wątpliwości czy pomocnik Piasta
rzeczywiście w momencie podania był na spalonym. Efekt był
taki , że rozsierdzona widownia swoją złość
skupiła na arbitrze, obdarowując go całą masą
niewybrednych epitetów. Tuż po tej sytuacji Feliksiak
stanął oko w oko z Kozikiem. Z tego jednak pojedynku zwycięsko
wyszedł golkiper Piasta, kapitalnie broniąc uderzenie zawodnika
Kujawiaka. W 45 min Gamla miał okazję na
zmianę wyniku, ale uderzył zbyt lekko i znów bramkarz Kujawiaka
wyszedł obronna ręką. Początek drugiej połowy zdecydowanie
należał do gospodarzy. którzy grali szybko, pomysłowo i
łatwo przechodzili na połowę gości.
Włocławianie natomiast dalej stosowali taktykę z pierwszej połowy,
faulując za każdym razem, gdy nie potrafili w dozwolony przepisami
sposób zatrzymać piłkarzy Piasta. Sędzia chyba jednak w
przerwie przypomniał sobie, że ma żółte kartki, bo
zaczął coraz częściej sięgać do kieszonki. W 55
min uderzenie Budki z dystansu obronił Skrzypiec. W 66 min Kukulski
wpadł w pole karny, został ewidentnie sfaulowany, arbiter jednak
stwierdził, że przewinienie miało miejsce tuż przed
linią pola karnego i podyktował tylko rzut wolny. Prawie z linii 16
metrów strzelał Kukulski, trafił jednak prosto w mur. W 68 min
miała miejsce sytuacja, która miał istotny wpływ na
dalszą część meczu. Tomasz Ciesielki sfaulował
Podgórskiego za co należała mu się żółta kartka.
Sędzia jednak uznał, że faulował Majić,
pokazując mu już drugi żółty kartonik i w konsekwencji
czerwony. Zamieszanie spowodowane tym zajściem rozprężyło
na chwilę obrońców Piasta, co skończyło się
utratą gola. W 70 min, po wyrzucie piłki z autu Staniszewski
dośrodkował piłkę w pole karne, a tam był Bekas, i
mimo że zawodnik z Włocławka był pilnowany aż przez
czterech obrońców, zdołał pierwszy raz trafić w
poprzeczkę, a potem jeszcze skutecznie dobić, zdobywając
zwycięskiego gola dla swojej drużyny. W ostatnich 20 minutach
gliwiczanie bombardowali wręcz bramkę Kujawiaka, ale czynili to
chaotycznie ,a czym bliżej było końca meczu tym większa
nerwowość wkradała się w poczynania gospodarzy.
Wyrównującego gola nie udało się zdobyć i punkty
pojechały do Włocławka. Żalu po końcowym gwizdku sędziego nie
krył Andrzej Bednarz wyróżniający się zawodnik
gospodarzy. Obrońca Piasta przeprosił kibiców za przegraną i
obiecał , że w środę on i koledzy dadzą z siebie
jeszcze więcej. Na pomeczowej konferencji natomiast Bogusław Baniak
komplementował zespół Piasta, mówiąc, że gliwiczanie pod
wodzą Jacka Zielińskiego grają o niebo lepiej niż w
zeszłym sezonie, a zwycięstwo jego podopiecznych było bardziej
szczęśliwe niż zasłużone. Trener jedenastki z Okrzei
za utratę bramki obwiniał obrońców i to jest prawda, że
defensywa w tym momencie zawiodła. Naszym zdaniem jednak
główną przyczyną przegranej były niewykorzystane
sytuacje. Zarówno w pierwszej jak i w drugiej połowie było po kilka
setek, ale gdy nie strzela się z kilku metrów, albo czyni się to
zbyt mało precyzyjnie to trudno myśleć o zwycięstwie.
Mimo to z optymizmem należy patrzeć w przyszłość, bo
taka gra drużyny jaką mieliśmy okazję oglądać
przeciwko Kujawiakowi nie tylko cieszy, ale i musi przełożyć
się na wyniki. O tym jednak czy zapału wystarczy więcej
niż na jeden mecz możemy przekonać się już w
najbliższą środę. W ostatni dzień sierpnia
zespół Piasta podejmować będzie Szczakowiankę Jaworzno. Początek
tego spotkania – godz. 17:00. Piast Gliwice
Ostrowiec ul. Świętokrzyska 11. 19.08.2005
r. g. 19:00 Bramka: 0:1 - 72` Andrzej Bednarz (głową) W trzecim meczu rundy jesiennej Piast
wystąpił na boisku w Ostrowcu, gdzie zmierzył się z
zapowiadającym przed sezonem walkę o czołowe lokaty KSZO.
Był to wyjazd udany i zakończył się zwycięstwem
gliwiczan 1:0. Trzeba od razu zaznaczyć, że na sukces ten
goście w pełni zasłużyli. Gra w pierwszej połowie
przebiegała przy optycznej przewadze gospodarzy, ale zespół z
Gliwic nie pozwolił na stwarzanie pod własną bramką na
groźnych sytuacji. W drugiej części gry goście zagrali
bardzo mądrze taktycznie, opanowali środek boiska, umiejętnie
wyłączając najgroźniejszych zawodników KSZO,
jednocześnie szukając szansy na zdobycie gola. Po jednej z takich
akcji bramkę na wagę trzech, jakże ważnych punktów zdobył
Andrzej Bednarz. W 71 minucie rzut rożny wykonywał Kukulski, ale
piłkę przed pole karne wybił obrońca gospodarzy. Tam
przejął ją Podgórski i skierował na lewą stronę
z powrotem do Kukulskiego, który od razu zacentrował w pole karne.
Dobrze mierzoną piłkę przedłużył
głową Gamla do stojącego na 7 metrze
Bednarza, a ten strzelając również głową nie dał
szans na obronę Kapsie. Zdaniem obserwatorów był to najlepszy mecz
w wykonaniu zespołu Piasta w tym sezonie. Widać, że dobry
rywal wyzwala w zespole dodatkową motywacje. Mecz z Kujawiakiem
zapowiada się więc nam bardzo ciekawie. Piast Gliwice KSZO Ostrowiec
Gliwice, ul. Okrzei – 13.08.2005 r. g. 17:00 Bez porażki, ale też i bez wygranej
pozostaje drużyna Piasta po dwóch kolejkach rozegranych w rundzie
jesiennej sezonu 2005/06. W sobotę podopieczni Jacka Zielińskiego
podzielili się punktami z Górnikiem Polkowice. Niebiesko-czerwoni oprócz
punktów stracili też i dwóch podstawowych zawodników. Poważnych
kontuzji doznali Stanisław Wróbel i Adam Banaś. Tych piłkarzy
prawdopodobnie nie zobaczymy już w tej rundzie na murawie. Brutale Polkowic Klubowe władze, aby pomóc drużynie w
pierwszym w tym sezonie zwycięstwie, zdecydowały się za darmo
wpuścić kibiców na to spotkanie. Przyszło ponad 2,5 tys.
widzów, co jak na wakacyjną porę należy uznać za bardzo
dobry wynik. Piłkarze także bardzo chcieli ten mecz wygrać i
nie tylko dlatego, aby zainkasować premię za zwycięstwo, ale i
zatrzeć nienajlepsze wrażenie jakie zostawili po sobie, po
pierwszym meczu ze Świtem i przegranym spotkaniu pucharowym. Być
może tak by się stało , ale tym razem szyki gliwiczanom
pokrzyżowały kontuzje. Już w pierwszych 30 min boisko
musiało opuścić dwóch kluczowych dla zespołu graczy, co
odbiło się nie tylko na jakości gry, ale i wyniku. Pierwszy kwadrans zdecydowanie należał do
gospodarzy, wśród których wybijającą postacią był
Wróbel. Bardzo aktywny napastnik Piasta już w 4 min był faulowany
przed narożnikiem pola karnego. Sam poszkodowany wykonywał rzut
wolny , dośrodkował mocno, ale piłka przeleciała tuż
nad głowami jego kolegów. W 5 min Solnica strzelał z obrębu
pola karnego, jednak zbyt lekko i Szmatuła
pewnie złapał piłkę. W 9 min Wróbel wpadł w
szesnastkę, obrońcy Górnika w ostatniej chwili zablokowali jego
uderzenie. Goście widząc, że nie są w stanie
zatrzymać miejscowych przepisowymi sposobami, zaczęli grac ostrzej, często na granicy faulu. Feralna dla
Wróbla okazała się 15 min. Wtedy to w walce o piłkę z
Jeziornym, ten ostatni tak uderzył napastnika Piasta, że
spowodował pęknięcie i wgniecenie kości jarzmowej.
Może to i przypadek, ale nie zmienia faktu, że Wróbla czeka
operacja i minimum dwumiesięczna przerwa. Karetka jeszcze nie
zdążyła odjechać do szpitala, gdy boisko przed czasem
musiał opuścić drugi zawodnik Piasta, a był nim Adam
Banaś. Obrońca Piasta został popchnięty przez Tomasza Wróbal, gdy wyskakiwał do piłki i upadł
tak nieszczęśliwie, że uszkodził sobie bark. W jego
przypadku lekarz stwierdził zwichnięcie barku trzeciego stopnia.
Wprawdzie Wróbel po meczu za pośrednictwem Widucha przeprosił
zawodnika Piasta, ale nie zmienia to faktu, że tego gracza także
czeka operacja i trzymiesięczna pauza. Wszystko to wybiło z rytmu
drużynę i pomieszało plany trenerom. W ostatnich 10 minutach
tej połowy gra była wyrównana, ale bez sytuacji bramkowych Remis u siebie to jak porażka, szczególnie gdy
gra się z drużyną, która na pewno jest w zasięgu Piasta.
Po dwóch kolejkach gliwiczanie mają na koncie dwa zdobyte punkty i nawet
jeśli nie będziemy brać pod uwagę ujemnych punktów to i
tak plasuje to jedenastkę z Okrzei w dolnej strefie tabeli. Strata
Wróbla i Banasia to niewątpliwie osłabienie drużyny.
Jeśli chodzi o Banasia to trenerzy maja kilku zawodników w zapasie,
którzy powinni go zastąpić. Zmiennika dla Wróbla będzie jednak
zdecydowanie trudniej znaleźć. Piast Gliwice Górnik Polkowice:
Nowy Dwór Mazowiecki – 06.08.2005 r. g. 19:00 Bramki: 0:1 - 3 min Mirosław Budka, 1:1 - 78 min Adam
Banaś (samobójcza) Z
tygodniowym opóźnieniem rozpoczęli nowy sezon piłkarze Piasta.
W minioną sobotę gliwiczanie zmierzyli się w Nowym Dworze
Mazowieckim z tamtejszym Świtem. Mecz ten zakończył się
wynikiem remisowym 1:1, choć obydwa gole zdobyli goście.
Pierwszą bramkę dla Piasta strzelił Mirosław Budka, a
wyrównujący gol padł po strzale samobójczym Adama Banasia. Remis na inaugurację Do
Nowego Dworu Mazowieckiego gliwiczanie jechali z nastawieniem wywalczenia
kompletu punktów i pierwsze minuty pojedynku ze Świtem wskazywały
na to, że bez problemu uda się wyznaczony cel zrealizować.
Przez pierwszy kwadrans podopieczni Jacka Zielińskiego grali
ciekawą piłkę i strzelili gola, który mógł dać im
zwycięstwo na inaugurację. Kwadrans dobrej gry jednak nie
wystarczy, aby pokonać nawet mocno osłabiony w porównaniu do zeszłego
sezonu Świt. Nowodworzanie wprawdzie w kiepskim stylu, ale konsekwentnie
dążyli do wyrównania i sztuka ta im się udała. W
końcówce meczu jeszcze dopisało im szczęście , kiedy to
po strzałach Solnicy z kilku metrów dwukrotnie udanie interweniował
Misztal. Lepiej
zacząć się nie mogło. Już w 3 min gry goście
przeprowadzili kontratak, który przyniósł im gola. Po przejęciu
piłki na własnej połowie Wróbel długim podaniem
uruchomił Kukulskiego, ten odegrał piłkę na szesnasty
metr . dopadł do niej Budka i pozyskany z Górnika Łęcznej
pomocnik precyzyjnym strzałem wyprowadził swój zespół na
prowadzenie. W 7 min z lewej strony boiska rzut wolny wykonywał
Kukulski, dośrodkował w pole karne, obrońcy Świtu
próbowali wybić piłkę, ta trafiła pod nogi Widucha, który
strzelił bardzo mocno i niewiele zabrakło do tego, aby Misztal po
raz drugi skapitulował. Minutę później bramkarza Świtu
uderzeniem z dystansu próbował zaskoczyć Zadylak,
ale futbolówka przeszła nad poprzeczką. Do 15 min to goście
dyktowali warunki gry, ale potem oddali inicjatywę licząc chyba na
to, że uda im się do końca meczu dowieźć korzystny
rezultat, W 18 min miejscowi po raz pierwszy poważniej zagrozili bramce
Piasta. Po rzucie wolnym egzekwowanym przez Konopkę z kilku metrów
strzelał Bajera, na szczęście niecelnie. W 27 min
bezpośredni strzał z wolnego z 18 metrów obronił Kozik. W 38
min Wróbel celnie uderzył, ale zbyt lekko , aby pokonać Misztala. Na
początku drugiej połowy stroną przeważającą
byli gospodarze,. Jednak jedynym efektem ich poczynań była seria
rzutów rożnych. Mecz zrobił się brzydki, także za
sprawą arbitra, który z aptekarską wręcz
dokładnością odgwizdywał każde przewinienie,
przerywając akcję obydwu zespołów. W 57 min po dobrym podaniu
z głębi pola Kukulskiemu zabrakło pół metra , aby
wyjść na czystą pozycję. Tuż po wejściu na
boisko, prawą stroną rajd przeprowadził Podgórski,
dośrodkował w pole karne, głową strzelił Wróbel, ale
nie trafił światło bramki. Miejscowi w tej części
meczu wykonywali kilkanaście rzutów wolnych i jeden z nich
przyniósł im wyrównującego gola. Z około 35 metrów w
szesnastkę piłkę wrzucał Konopka, poszli do niej Gamla i Banaś, ten ostatni próbował wybić
ją na róg, ale trafił bardzo precyzyjnie pod poprzeczkę nie
dając żadnych szans Kozikowi na obronę. Po stracie gola
gliwiczanie przypomnieli sobie, że przyjechali do Nowego Dworu po
komplet punktów. Solnica dwukrotnie stanął przed szansą zmiany
wyniku. W 87 min po zgraniu piłki przez Ussa
nowy napastnik Piasta strzelał głową z 6 metrów i gdy kibice
widzieli już piłkę w siatce, Misztal wyciągnął
się jak struna i końcami palców wybił ją na róg. Mimo
ataków do ostatniej minuty nie udało się przechylić szali
zwycięstwa na swoja korzyść i wywalczyć na wyjeździe
kompletu punktów. W
spotkaniu tym zadebiutował czterech nowym zawodników. Najlepiej z nich
wypadł Adam Banaś, mimo tego, że strzelił samobójczą
bramkę. Widuch w Katowicach grał na
pozycji defensywnego pomocnika, a w Piaście dostał inne zadania i
widać było, że do nowej roli jeszcze w pełni się nie
dopasował. Budka zdobył gola i za to mu się należą
słowa uznania ale to jeszcze nie było to, na co czekamy. Solnica
kilkakrotnie pokazał, że potrafi urwać się obrońca,
bramki jednak nie zdobył, a tego oczekuje się od napastników. To
był jednak pierwszy, ligowy mecz dla tych piłkarzy, a nawet
najlepszym graczom potrzeba trochę czasu na wkomponowanie się do
zespołu. Mecz pucharowy jest dobrą okazją na
przećwiczenie nowych wariantów i poprawienie stylu gry i pewnie
szkoleniowcy Piasta w pojedynku z Drwęcą będą się
starali to uczynić. Piast Gliwice
|