Wrocław, stadion miejski – 10.03.2017 r., 18:00
Śląsk Wrocław – Piast Gliwice 3:4 (0:1)
Bramki:
0:1 – 7` Gerard Badia (asysta: Patryk Mraz)
0:2 –  47` Uros Korun (asysta: Gerad Badia)
1:2 – 56` Aleksandar Kovačević,
1:3 – 56` Gerard Badia (asysta Sasza Zivec)
2:3 – 58` Róbert Pich
2:4 – 71` Gerard Badia (asysta Maciej Jankowski)
3:4 – 86` Róbert Pich

Po sześciu przegranym z rzędu Piast wreszcie zwycięski. Gliwiczanie pokonali na wyjeździe Śląsk Wrocław 4:3!.

W tym szalonym meczu hat-tricka skompletował Gerard Badia. Czwartego gola dla niebiesko-czerwonych strzelił Uros Korun. To było prawdziwe odrodzenie Piasta!

Dariusz Wdowczyk, tak jak obiecywał dokonał zmian w składzie na mecz ze Śląskiem. Od początku w wyjściowej jedenastce znaleźli się Bukata, Szeliga i Żivec. W pierwszej jedenastce zabrakło natomiast Murawskiego, który narzekał ostatnio na uraz.   Biorąc pod uwagę to, że od początku zagrali też Papadopulos i Badia, to można powiedzieć, że Wdowczyk rzucił do boju wszystkich ofensywnych zawodników, który miał do dyspozycji w tym dniu i był  to dobra decyzja.

Gliwiczanie mądrze rozpoczęli ten pojedynek. Nie rzucili się na rywala, tylko pozwolili wrocławianom się wyszaleć i wykorzystali pierwszą stworzoną przez siebie okazję. W 7 min Mraz wyłuskał piłkę spod nóg gracza gospodarzy, zagrał do Badii – Hiszpan podciągnął z futbolówką kilkanaście metrów i uderzył z lewej nogi zupełnie zaskakując źle ustawionego Kamenara. Szybko zdobyta bramka ustawiła ten mecz. W następnej fazie przeważali gospodarze, ale wynikało to też z taktyki gości. Gliwiczanie spokojnie grali w obronie, czekając na okazje do kontry. W 15 min po takiej akcji była okazja, aby podwyższyć wynik, ale strzał Vranjesa w ostatniej chwili został zablokowany. W 18 min mogło być 1:1. Roman dograł piłkę ze skrzydła do Zwolińskiego, ten jednak zbyt długo zastanawiał się co z nią zrobić i zdążyli zareagować obrońcy Piasta.  Kolejne minuty upłynęły pod znakiem optycznej przewagi drużyny Śląska, ale większego zagrożenia pod gliwicką bramką nie stworzyli. W końcówce tej połowy inicjatywę przejęli podopieczni Dariusza Wdowczyka i może nawet by zdobyli drugą bramkę, ale w 41 min z powodu kontuzji plac gry musiał opuścić Mraz. W jego miejsce wszedł Mójta, który za chwilę zapędził się pod bramkę gospodarzy, ale został sfaulowany przez Pawelca. Po rzucie wolnym Żivec próbował uderzać, ale został zablokowany i zaraz potem arbiter zakończył tę połowę.

Druga połowa zaczęła się dla Piasta jeszcze lepiej niż pierwsza. Już w 46 min Badia dośrodkował w pole karne, a tam Korun wyskoczył przed obrońców i podwyższył wynik na 2:0! Ostatni raz Piast tak wysoko prowadził w pamiętnym meczu z Górnikiem Łęczną. Tym razem jednak nie zanosiło się, że gliwiczanie wypuszczą wygraną z rąk, bo grali dobrze. Tymczasem w 54 min Pietrowski sfaulował Zwolińskiego na 17 metrze. Precyzyjnie uderzył Kovacević i zrobiło się 2:1. Dokładnie w tej samej minucie po świetnym zagraniu Żivca, Badia wyszedł sam na sam i podcinką po raz drugi w tym meczu pokonał Kamenara. Po kolejnych 60 sekundach było już 2:3. Tym razem w sytuacji sam na sam znalazł się Pich i pewnie to wykorzystał. Mecz zrobił się coraz bardziej otwarty. Akcje szybko przenosiły się z jednej strony na drugą, co ożywiło kibiców. W 65 min na pokerowe zagranie zdecydował się Dariusz Wdowczyk, który na raz wymienił dwóch graczy. Plac gry opuścili Żivec i Bukata, a na murawie zameldowali się Masłowski z Jankowskim. W 71 min Badia otrzymał doskonałe podanie z głębi pola, Hiszpan zabrał się z piłką po raz kolejny, uderzył zza linii pola karnego w przepiękny wręcz sposób, kompletując hat-tricka. Wrocławianie nie mieli już nic do stracenia i rzucili wszystkie siły do przodu, ale Piast długo odpierał ataki miejscowych. W końcu jednak w 86 min Pich strzałem głową po raz drugi w tym spotkaniu zdobył kontaktową bramkę. Trzy minuty sędzia doliczył do tego pojedynku i było to trzy najdłuższe minuty w tym sezonie, ale Piast tym razem nie dał sobie wbić gola i wreszcie zainkasował trzy punkty. Już po końcowym gwizdku nerwy puściły zawodnikom obu zespołów, doszło do bijatyki w wyniku której Madej  i Hebert zobaczyli czerwone kartki.

Wygrana ta ma potrójne znaczenie. Piast przerwa fatalną serię porażek, odbił się od dna tabeli, a miejmy też nadzieję że Piast: będzie to ważny czynnik psychologiczny, który pozwoli zawodnikom uwierzyć, że potrafią grać i zwyciężać.

Śląsk: 1. Ľuboš Kamenár – 30. Kamil Dankowski, 3. Piotr Celeban, 17. Mariusz Pawelec, 28. Mateusz Lewandowski – 7. Joan Román, 8. Aleksandar Kovačević (76, 32. Ostoja Stjepanović), 18. Łukasz Madej, 10. Ryota Morioka, 16. Róbert Pich – 11. Łukasz Zwoliński (72, 19. Kamil Biliński).
W rezerwie: 23.Paweł Zieliński, 5.Augusto Pereira Loureiro, 14.Alvarinho Gomes, 9.Mario Engels
Trener: Jan Urban

Piast: 1. Jakub Szmatuła – 26. Bartosz Szeliga, 88. Uroš Korun, 5. Marcin Pietrowski, 91. Hebert, 2. Patrik Mráz (42, 17. Adam Mójta) – 82. Martin Bukata (66, 15. Michał Masłowski), 23. Stojan Vranješ, 12. Saša Živec (66, 7. Maciej Jankowski), 21. Gerard Badía – 27. Michal Papadopulos
W rezerwie: 25.Aleksandar Sedlar, 22.Tomasz Mokwa, 17.Adam Mójta, 31.Dobrivoj Rusov
Trener: Dariusz Wdowczyk

żółte kartki: Pawelec, Morioka – Badía, Pietrowski.
czerwone kartki: Łukasz Madej (po meczu, Śląsk) – Hebert (po meczu, Piast).

Sędziowali: Szymon Marciniak - Tomasz Listkiewicz i Kamil Wójcik - Tomasz Marciniak (Płock).

widzów: 6262.