Drużyna Termaliki nie przyjechała do Gliwic tylko się bronić co sprawiło, że mecz ten był otwarty, a to w konsekwencji przełożyło się na trzy gole i jeszcze kilka bardzo dobrych, niewykorzystanych sytuacji po obu stronach. Ostatecznie górą był Piast i jest to zwycięstwo zasłużone, bo szczególnie w drugiej połowie gospodarze dyktowali warunki na boisku. Mógł więc szkoleniowiec niebiesko-czerwonych odetchnąć z ulgą.

– Wróciliśmy z dalekiej podróży. Po niewykorzystanym rzucie karnym na początku meczu wydawało się, że kontrolujemy przebieg spotkania, że prowadzimy grę, stwarzamy zagrożenie pod bramką przeciwnika, z którego mogła paść co najmniej jedna bramka. Natomiast prosty błąd spowodował, że zeszliśmy do szatni z wynikiem 0-1. Tu brawa dla drużyny za to, że pokazała charakter i odwróciła losy tego spotkania, tym bardziej, że w takich warunkach łatwiej było się bronić niż atakować – analizował po meczu szkoleniowiec Piasta.

Nie mniej ważne od wygranej jest to, że gliwiczanie potrafili odrobić straty z nawiązką, szczególnie, że mecz toczył się w skrajnie trudnych warunkach pogodowych.

– Potrafiliśmy doprowadzić do sytuacji, po których zdobyliśmy dwie bramki i bardzo się z tego cieszymy. Są to bardzo ważne i cenne punkty. Do warunków panujących w meczu trzeba było się błyskawicznie dostosować. Nie było łatwo, bo jesteśmy drużyną, która lubi grać i operować piłką. Było widać, że ta lubiła sprawić psikusa, raz wpadając w poślizg, innym razem zatrzymywała się. Liczy się finał i jesteśmy zadowoleni z tych punktów – ocenił Waldemar Fornalik.

Pluć w brodę mogą natomiast sobie niecieczanie. Prowadzili 1:0, mieli stuprocentową sytuację na początku drugiej połowy na podwyższenie wyniku, a bramki tracili na własne życzenie.

– Jesteśmy piekielnie źli po tym meczu. W pierwszej połowie, gdy boisko było w lepszym stanie, oba zespoły tworzyły składne akcje. Mieliśmy niewykorzystany rzut karny i bramkę na 1-0. Po przerwie boisko było już w gorszym stanie i należało grać prostszymi środkami. Potrzebne było częstsze przenoszenie ciężaru gry na drugą stronę. Kilka razy to zrobiliśmy i zaowocowało to sytuacją sam na sam Kacpra Śpiewaka. Powinniśmy wtedy byli podwyższyć wynik na 2-0. Niestety straciliśmy bramkę ze stałego fragmentu gry na 1-1 i przytrafiły nam się błędy. Jesteśmy bardzo źli, ponieważ po raz kolejny wygrywając nie potrafimy wywieźć trzech punktów z meczu wyjazdowego. Musimy uderzyć się w pierś i zastanowić się jak z tego wyjść – tak podsumował to spotkanie Mariusz Lewandowski – trener Termaliki.

Po tym meczu najwięcej do analizowania będzie miał Jakub Czerwiński. Najpierw to po jego błędzie padł gol dla Termaliki, a potem sam świetnie zachował się polu karnym, zamieniając dośrodkowanie Kądziora na bramkę. Po meczu kapitan Piasta mógł więc odetchnąć z ulgą i odebrać gratulacje za dobry występ, mimo tego jednego błędu.

– To co było najważniejsze przed tym spotkaniem, czyli zwycięstwo i trzy punkty udało się osiągnąć. Widzieliśmy w jakich warunkach przyszło nam rywalizować. Po moim fatalnym błędzie w najgorszym momencie straciliśmy bramkę na 0-1, ale potrafiliśmy się podnieść. Gratulacje z mojej strony i podziękowania dla całej drużyny, że dążyliśmy od pierwszej minuty drugiej połowy do zwycięstwa i osiągnęliśmy ten cel – tak ocenił swój i kolegów występ defensor Piasta.

Patryk Sokołowski już po raz czwarty w tym sezonie wpisał się na listę strzelców. Jego gol tym razem był na wagę trzech punktów.

– Szczególnie w drugiej połowie warunki atmosferyczne determinowały sposób, w jaki grały obie drużyny. Staraliśmy się grać jak najprostszymi środkami, by przedostać się pod bramkę przeciwnika. Wychodziliśmy wysokim pressingiem i wydaje mi się, że zdało to egzamin – powiedział współautor wygranej.

Gliwiczanie nie będą mieli dużo czasu na analizę, bo już we wtorek zagrają z Górnikiem Zabrze. Tym razem to nie będzie spotkanie o punkty, ale o awans do następnej rundy Pucharu Polski. Niewątpliwie oba zespoły potratują ten pojedynek priorytetowo. Początek meczu, godzina 20:45.

Opracowanie: piast.gliwice.pl
Cyt za: piast-gliwice.eu