Określenie „Rycerze wiosny” przylgnęło do Piasta jeszcze w latach 70-tych XX wieku. Wtedy to dość często, choć nie tylko w przypadku klubu z Okrzei, używano tego sformułowania w stosunku do drużyn, które w drugiej części sezonu spisywały się nadspodziewanie dobrze.

Pierwszy raz w mediach pojęcie te pojawiło się prawdopodobnie po wygranym przez ŁKS Łódź meczu z Górnikiem Zabrze 5:1. Wówczas na łamach Przeglądu Sportowego – Jerzy Zmarzlik napisał „Panowie, kapelusze z głów – tak grają Rycerze Wiosny. Pięć bramek strzelił ŁKS drużynie gwiazd”.

Tych przykładów na przestrzeni kolejnych lat znalazłoby się więcej. W ostatnich trzech sezonach jednak bez wątpienia zasłużył na nie Piast. Najbardziej spektakularną wiosnę gliwiczanie zaliczyli w sezonie mistrzowskim. Podopieczni Waldemara Fornalika, po jesieni 2018 roku zajmowali 6. miejsce ze stratą 11. punktów do prowadzącej Lechii i 8. do uważanej za faworyta do tytułu Legii. Gliwiczanie wiosnę rozpoczęli od porażki z Cracovią, przez co strata do dwóch pierwszych drużyny powiększyła się odpowiednio, do 14. i 11. oczek. Nikt wtedy pewnie nie postawiłby nawet przysłowiowej złotówki na drużynę z Okrzei. Jednak już w następnej serii spotkań, gliwiczanie rozbili Lecha Poznań 4:0 i rozpoczęli marsz w górę tabeli. W dziewięciu meczach kończących sezon zasadniczy zdobyli aż 22. punkty. Po podziale na grupy zajmowali trzecie miejsce w tabeli. Nawet wtedy jednak nikt jeszcze nie stawiał ich jako kandydatów do tytułu mistrzowskiego. Legia i Lechia wydawały się poza zasięgiem, bo miały 7. punktów przewagi. Potem zdarzyło się, co jeszcze w polskiej Ekstraklasie nie miało miejsca. Z siedmiu finałowych spotkań meczach Piast wygrał sześć, w siódmym zremisował i pierwsze Mistrzostwo Polski w historii klubu stało się faktem.

Podobno nic nie zdarza się dwa razy i początek kolejnego sezonu zdawał się to potwierdzać. Zaangażowani w grę o europejskie puchary gliwiczanie w lidze spisywali się słabiej, ale na koniec roku udało się zebrać 31. punktów, co dawało wówczas 6. miejsce w tabeli. Średnia wyniosła 1,5 pkt. na mecz. Gdyby zachowali takie tempo zdobywania punktów, skończyliby sezon w środkowej strefie tabeli.

Po raz drugi jednak podopieczni Waldemara Fornalik „wrzucili szósty bieg”. Już w pierwszym meczu pokonali Zagłębie Lubin 2:0, jeszcze przed zakończeniem rundy zasadniczej powiększyli ten dorobek do 53. oczek, co dało im drugie miejsce przed rundą finałową. Znów zaczęła pracować wyobraźnia i podniosły się głosy, że gliwiczanie włączą się do gry o tytuł mistrzowski. Niestety w dwóch pierwszych kolejkach rundy zasadniczej Piast musiał uznać wyższość rywali. Dopiero w 34. serii udało się odnieść pierwsze na tym etapie zwycięstwo. Ostatecznie jednak gliwiczanie zakończyli sezon na trzecim miejscu co bezdyskusyjnie i tak było dużym sukcesem.

Początek obecnej kampanii nie był udany dla Piasta. Gliwiczanie przez pewnie czas nawet zamykali tabelę, ale w nowy rok weszli z przytupem i szybko dogonili czołówkę. W 9. meczach udało się im zdobyć już 20 punktów, co pozwoliło przesunąć się na 4. lokatę w tabeli. W tym sezonie do rozegrania pozostało jeszcze 7. spotkań. Do zdobycia jest więc 21. oczek. Wygranie wszystkich meczów do końca sezonu jest mało realne, ale jeśli uda się zdobyć 17. punktów to niewątpliwie po raz trzeci z rzędu gliwiczanie staną na podium i w pęłni zasłużyliby sobie na miano „Rycerzy wiosny”. Piast jest też w grze o Puchar Polski, a sięgnięcie po to trofeum z pewnością dałoby podopiecznym Wlademara Fornalik powód nie tylko do dumy, ale także satysfakcję finansową. Przypomnijmy, że w tym roku zdobywca Pucharu Polski otrzyma 5. mln zł premii. Niewątpliwie spora kwota z tego trafi na konta trenerów i piłkarzy. Jest więc o co grać.

Opracowanie: piast.gliwice.pl