Gerard Badia jest nie tylko ulubieńcem kibiców i dziennikarzy, ale też chyba najbardziej rozpoznawalnym z zagranicznych piłkarzy w PKO BP Ekstraklasie.

Katalończyk w Gliwicach jest od początku 2014 roku. Sprowadził tu rodzinę, nauczył się biegle posługiwać językiem polskim. W pierwszych trzech latach pobytu w Piaście jego kariera przebiegała podręcznikowo. Występował regularnie, zaliczał asysty i strzelał bramki. Pierwszy poważny problem pojawił się w połowie 2017 roku. W inaugurującym sezon 2017/18 meczu z Cracovią – Badia w 14 minucie wpisał się na listę strzelców, ale 9 minut później z powodu kontuzji musiał opuścić plac gry. Zawodnik do szatni schodził skacząc na jednaj nodze i zawiązanym kolanem. Nowy wówczas kapitan Piasta żartował, że wystarczy masaż i będzie mógł wrócić do gry, ale uraz okazał się poważny. Pomocnik musiał się poddać operacji kolana. Przerwa w grze trwała 138 dni. Na boisku pojawił się znów na początku grudnia. Potem już występował regularnie.

W sezonie w którym Piast sięgał po mistrzostwo Polski ulubieńcowi gliwickich fanów także przytrafił się uraz. Tym razem mniej poważny bo była to kontuzja mięśnia przywodziciela, ale przerwa trwała dwa miesiące. Po powrocie Badia mało biegał po boisku, mimo to zdobył kilka ważnych bramek w tym chyba najcenniejszą, bo dającą zwycięstwo nad Legią w Warszawie. Gol ten przesądził o tym, że gliwiczanie potem sięgnęli po mistrzostwo Polski.

Miniony sezon dla Katalończyka też nie był w pełni udany. Znów bowiem przydarzył mu się uraz i to pod koniec rozgrywek, kiedy Piast grał decydujące mecze. Wychowanek CD Tortosa zniknął na 10 kolejek. Rozgoryczony tym faktem Badia wahał się czy zostać w Gliwicach czy wrócić do ojczyzny i zająć się biznesem. „Kusiła” go bowiem teściowa chcąc przekazać mu w zarządzanie warsztat oponiarski.

– Wiemy, jak jest dla nas ważny, dlatego powiedzieliśmy, że chcemy przedłużyć z nim umowę. Tutaj wchodzą jednak w grę sprawy osobiste Gerarda i to do niego teraz należy decyzja. Powiedziałem, że jeśli nie będzie chciał zostać, nikt nie będzie go zmuszał. Ale powtarzam mu: „Masz 30 lat. Opony możesz sprzedawać, jak będziesz miał 40, 50 i 60 lat. A w piłkę już wtedy nie pograsz”. Jeszcze raz podkreślam – uszanujemy decyzję Gerarda jakakolwiek ona będzie – mówił wówczas Bogdan Wilk – dyrektor sportowy Piasta i przekonał kapitana niebiesko-czerwonych, aby został na następny sezon.

– Dużo myślałem o mojej przyszłości. Rozmawiałem z rodziną i wspólnie zdecydowaliśmy, żeby zostać kolejny rok w Gliwicach. Jestem zadowolony, że tak się stało, bo znam tutaj wszystko i dobrze się tu czuję. Czuję się ważną osobą w szatni i myślę, że to jest najlepsza decyzja, którą mogłem podjąć – powiedział po podpisaniu kontraktu Badia.

Wydawało się, że będzie już tylko lepiej, ale obecna kampania także źle się dla niego zaczęła. Wystąpił w jednym meczu pucharu Polski zagrał w eliminacjach do Ligi Europy i 2 kolejce przeciwko Pogoni Szczecin. Niestety znów na miesiąć kontuzja wykluczył go z gry. Wrócił w starciu z Lechem Poznań. Na murawie zameldował się w 46. minucie. Nie dotrwał jednak do końca, bo w końcówce spotkania w pewnym momencie, biegnąc do piłki, złapał się na nogę, a po chwili musiał się położyć i poprosić o pomoc medyków. Tuż po zejściu za linię boczną boiska, Badia rozpłakał się, wiedząc, że znowu czeka go przerwa w grze.

– Moje ciało nie pozwala mi grać i trenować. To męczące psychiczne. W karierze miałem kilka poważnych kontuzji, dwie operacje kolan, uraz kostki. Teraz wszystko wychodzi – mówił przed kamerą stacji Canal+ tuż po zejściu z boiska Badia.

Ból, kontuzja i sportowa złość przelała czarę goryczy. W emocjonalnym wystąpieniu Katalończyk odniósł się też do zmian jakie zachodzą w zespole, które mogą mieć wpływ na wynik.

– Każdy patrzy na siebie. Taka jest teraz piłka nożna. Ktoś ma dobry sezon, chce zarabiać więcej pieniędzy. Wszyscy mówią, że grają w piłkę, bo ją kochają. Kochasz piłkę, ale kochasz też pieniądze. Wszyscy chcemy zarabiać więcej, więcej i więcej. Zarabiasz 10, chcesz zarabiać 20. Zarabiasz 20, chcesz zarabiać 30. Kiedy będziesz zadowolony? – pytał retorycznie kapitan drużyny z Okrzei.

Wywiad ten odbił się szerokim echem. Pojawiło się mnóstwo komentarzy i domysłów. W konsekwencji Gerard Badia już za pośrednictwem oficjalnej strony klubu próbował wyjaśnić co miał na myśli.

– Kiedy mówiłem te słowa, nie wiedziałem, że zrobi się z tego taki szum. Dużo osób widziało tę rozmowę, a jeszcze więcej otrzymałem później wiadomości i telefonów. Na Twitterze też była dyskusja na ten temat. Byłem w szoku. Chyba wszyscy kibice i drużyny Ekstraklasy wysłali do mnie wiadomość, że piękny wywiad, że wysyłają wyrazy wsparcia dla mnie. Zaskoczyło mnie to, bo wydawało mi się, że wypowiedziałem się tak jak zawsze, powiedziałem co wtedy myślałem i czułem. Dla mnie nie było tam nic kontrowersyjnego. Problem polega na tym, że w piłce nożnej dla piłkarzy i ludzi związanych ze sportem tematem tabu są pieniądze. Nie chcemy dotykać tego wątku i zarobków, ale kurczę, wszystko co powiedziałem, było prawdziwe. Życie piłkarza jest krótkie – mówił na łamach piast-gliwice.eu Badia.

Sportowa przyszłość 30-latka stoi teraz pod dużym znakiem pytania i nie wyklucza, że to może być koniec jego pieknej przygody z profesjonalną piłką.

– Jestem zadowolony z pobytu w tym klubie. Ale jestem zadowolony, gdy jestem zdrowy i mogę pomagać drużynie. Muszę podjąć jakąś decyzję na chłodno. Czy to koniec mojej kariery? Nie wiem, zobaczymy, ale jeśli ból nie będzie pozwalał mi grać, to jestem pewien, że to skończę. Jestem zadowolony, gdy mogę trenować bez bólu, a teraz nie mogę – powiedział na koniec Gerard Badia.

Na okres pobytu Gerarda Badia w Gliwicach przypadają największe sukcesy klubu. Na swoim koncie ma już trzy medale mistrzostw Polski. To przy Okrzei dane mu było wysłuchać hymnu Ligi Mistrzów przed meczem z Bate Borysow. Jako kapitan prowadził drużynę do historycznych zwycięstw i miejmy nadzieję, że mimo wszystkich problemów to nie koniec jego przygody z klubem z Okrzei.

Opracowanie: piast.gliwice.pl
Cyt za Canal+, piast-gliwice.eu