W meczu dwóch najsłabszych drużyn początku tego sezonu Warta zremisowała z Piastem 0:0. Wynik w pełni odzwierciedla przebieg tego spotkania. W całym meczu oba zespoły oddały po dwa celne strzały.

W pierwszej połowie „zęby zgrzytały” od oglądania tego, co działo się na murawie. W drugiej już było trochę ciekawiej. Waldemar Fornalik słaba postawę swojego zespołu tłumaczył problemami kadrowymi, jednocześnie staral się wskazać, co było dobre. Bardziej zadowolony był trener Warty, bo jego drużyna zdobyła pierwszy punkt po awansie do Ekstraklasy. Na ten moment „Zieloni” to główny kandydat do spadku, a gliwiczanie maja o czym myśleć przed kolejny meczem w eliminacjach do Ligi Europy.

Waldemar Fornalik (Piast):
Przy naszych problemach kadrowych tylko fragmentami potrafiliśmy złapać swój rytm. To było spotkanie z gatunku „kto strzeli gola, ten prawdopodobnie wygra”. Mieliśmy kilka swoich szans. Głową uderzał Tomek Jodłowiec, Arek Pyrka próbował z ostrego kąta, a w pierwszej połowie okazję miał Dominik Steczyk. Patrząc całościowo, to tych sytuacji nie było zbyt dużo. Stare porzekadło mówi „meczu, którego nie można wygrać, powinno się zremisować” i tak też się stało. Nasz przeciwnik grał agresywnie i był dobrze zorganizowany.

Piotr Tworek (Warta):
To było brzydkie spotkanie, szczególnie w pierwszej połowie. W drugiej części gry było więcej emocji i stworzyliśmy sobie więcej sytuacji. Ten mecz mógł się zakończyć jednobramkową wygraną każdej ze stron. Jesteśmy zadowoleni z jednego punktu, bo to chyba jedyna pozytywna rzecz w tym starciu. Martwi brak strzelonego gola, ale cieszyć może też żelazna defensywa, bo dobrze broniliśmy akcje Piasta. W ten mecz weszliśmy chyba ze zbyt dużym respektem do naszego rywala, po przerwie wyglądało to zdecydowanie lepiej. Dopisujemy sobie pierwszy punkt, a to pozytyw.

Opracowanie: puast.gliwice.pl
Cyt. za: piast-gliwice.eu