We wtorek mija dokładnie rok od największego sukcesu w historii gliwickiej piłki. 19 maja 2019 roku Piast wygrywając z Lechem Poznań sięgnął po mistrzostwo Polski.

– Piast to mniejszy klub, którego nikt nie stawiał w roli faworyta, zespołu, który może powalczyć o coś więcej niż tylko czołową ósemkę. Tworzymy fantastyczny kolektyw, jesteśmy bardzo dobrą drużyną nie tylko na boisku. Przed sezonem byłem przekonany, że zagramy o coś więcej niż utrzymanie. Stawialiśmy sobie kolejne cele. Absolutnie zasługujemy na miejsce, jakie teraz zajmujemy, które nie jest przypadkowe. Jesteśmy w fantastycznej formie, mamy za sobą świetną wiosnę i po prostu na koniec nie chcemy tego zepsuć – mówił przed tym spotkaniem Jakub Czerwiński.

Przed tym wielki finałem gliwiczanie byli w komfortowej sytuacji. Mieli dwa punkty przewagi nad Legia i do zdobycia tytułu wystarczył im remis. Nic więc dziwnego, że na trybunach zasiadł komplet widzów, a co najmniej drugie tyle zostało pod stadionem.

Przed meczem z Lechem  nie brak jednak  było głosów, że drużyna z Poznania zwyczajnie  się podłoży. Już od początku było jednak widać, że zawodnicy „Kolejorza” chcątym twierdzeniom zaprzeczyć. To poznaniacy narzucili swoje warunki i stwarzali sobie sytuacje, ale  bardzo dobrze grał defensywa Piasta. Pewnie też bronił Jakub Szmatuła.  Gospodarze przetrwali ten napór  i  w 12. minucie rozgrywający kapitalne spotkanie Joel Valencia zagrał do Jorge Félixa, a ten oddał strzał sprzed pola karnego, który  Putnocký jednak obronił. Osiem minut później hiszpański skrzydłowy uderzył jeszcze raz, ale znowu górą był bramkarz Lecha. W 27. minucie Martin Konczkowski zagrał do Piotra Parzyszka, pilnujący go Janicki widział biegnącego Putnockiego i zostawił mu piłkę. Parzyszek uprzedził jednak Słowaka i bez problemu skierował futbolówkę do pustej bramki.

– Trener mi zawsze powtarza, abym nie szedł na ślepo na bramkarza, ale tym razem go nie posłuchałem i opłaciło się. To był najważniejszy gol w mojej karierze – przyznał potem Piotr Parzyszek.

Gol Piotra Parzyszka przypieczętował tytuł mistrza Polski

„Kolejorz” spróbował odpowiedzieć i było blisko. Po rzucie wolny piłka odbiła się od głowy niefortunnie interweniującego Parzyszka, ale na szczęście dla Piasta trafiła jedynie w słupek.

Kibice nie tylko trzymali kciuki za Piasta, ale też śledzili wynik w Warszawie, a ten po pierwszej połowie był korzystny dla drużyny z Okrzei, bo Legia przegrywała z Zagłębiem Lubin 1:2. Dopiero w samej końcówce warszawianie wyrównali, ale ten gol dał im tylko drugie miejsce.  Czym było bliżej końca tego spotkania, tym odważniej poczynali sobie gliwiczanie niesieni potężnym dopingiem prawie 10 tysięcy kibiców obecnych na stadionie. Sędzia do tego spotkania doliczył trzy minuty, a po końcowym gwizdku zaczęła się wielka feta na stadionie.

– Spełniło się moje marzenie. Jestem dumny z całej drużyny, z kibiców, z całego miasta, bo wszyscy trzymali za nas kciuki. Jeszcze nie wierzę, ze to się to zrobiliśmy. Teraz będziemy imprezować i się cieszyć, bo stało się coś wspaniałego – powiedział zaraz po meczu Gerard Badia – kapitan Piasta.

– Przeżyliśmy przepiękną przygodę zakończoną happy endem. Rozpoczynając te rozgrywki nikt nie myślał, że będzie tytuł w Gliwicach. Przy tej formie rozgrywek najpierw gra się o wejście do ósemki, później pojawia się szansa zagrać o europejskie puchary. A gdy tak się stało, apetyt rósł w miarę jedzenia. Chcieliśmy wejść na podium, a mecz w Warszawie wydaje mi się był takim przełomowym, po którym wszyscy zaczęli głośno mówić, że gramy o mistrzostwo Polski. Finał jest wspaniały! Napisaliśmy cudowną historię dla Gliwic – tak podsumował tamten sezon Waldemar Fornalik

Po kilkunastu minutach świętowania z kibicami rozpoczęła się ceremonia dekoracji. Medale otrzymali nie tylko trenerzy i piłkarze, ale tez ludzie, którzy przyczynili się do tego sukcesu. Potem mistrzowie Polski wsiedli do odkrytego autokaru i wyruszyli w podróż ulicami Gliwic, gdzie czekali na nich kibice pozdrawiając i ciesząc się z tego sukcesu do białego rana….

Przed sezonem na Piasta nikt by nie postawiał złotówki. Runda jesienna, choć dobra w wykonaniu niebiesko-czerwonych, nie zapowiadała jednak sukcesu.  Forma mistrzowska przyszła w rundzie finałowej w której to Piast wygrał sześć spotkań, a tylko jedno zremisował.  W tym sezonie gliwiczanie też liczą się w grze o najwyższe cele. Z niecierpliwością więc czekamy na wznowienie rozgrywek.

SKRÓT MECZU I RADOŚĆ PO ZDOBYCIU TYTUŁU

19 maja 2019, 18:00 – Gliwice, ul Okrzei
Piast Gliwice – Lech Poznań 1:0 (1:0)
Bramka:
1:0 – Piotr Parzyszek (asysta Martin Konczkowski)
Piast: 1. Jakub Szmatuła – 5. Marcin Pietrowski, 4. Jakub Czerwiński, 25. Aleksandar Sedlar, 2. Mikkel Kirkeskov – 20. Martin Konczkowski (80, 3. Tomasz Jodłowiec), 6. Tom Hateley, 10. Patryk Dziczek, 17. Joel Valencia, 11. Jorge Félix (90, 21. Gerard Badía) – 9. Piotr Parzyszek (71, 27. Michal Papadopulos).
W rezerwie: Karol Dybowski, Patryk Sokołowski,, Uros Korun, Tomasz Mokwa
Trener: Waldemar Fornalik

Lech: 30. Matúš Putnocký – 37. Marcin Wasielewski, 26. Rafał Janicki, 13. Nikola Vujadinović, 77. Piotr Tomasik – 17. Maciej Makuszewski, 20. Mateusz Skrzypczak (79, 36. Filip Marchwiński), 7. Maciej Gajos, 10. Darko Jevtić, 22. Wołodymyr Kostewycz (66, 34. Tymoteusz Klupś) – 21. Krzysztof Kołodziej (63, 29. Kamil Jóźwiak).

W rezerwie: Karol Szymański, Robert Gumny, Wiktor Pleśnierowicz, Filip Marchwiński
Trener: Dariusz Żuraw

Sędziowali: Szymon Marciniak (Płock) – Paweł Sokolnicki i Tomasz Listkiewicz – Albert Różycki.
VAR. Tomasz Kwiatkowski oraz Michał Obukowicz.