O grze we Włoszech marzy każdy piłkarz, bo tam są pieniądze, pełne stadiony kibiców i przyjazna przez cały rok aura do grania. Jeszcze pół roku temu miał tam trafić Piotr Parzyszek.      Napastnika chciała pierwszoligowa Frosinone. Kluby nie doszły do porozumienia odnośnie do kwoty transferu. Dziś zawodnik mistrzów Polski może odetchnąć z ulgą, że nie trafił do Włoch.

– Wiele razy rozmawiałem na ten temat z żoną. Są dwa powody, dla których możemy się cieszyć, że nic nie wyszło z tego transferu. Dzień po zamknięciu letniego okna transferowego Patty miała robione badania krwi. Wyniki pokazały, że ma toksoplazmozę. Była w ciąży, to choroba bardzo groźna dla dziecka. Od razu musiała przyjmować antybiotyki – mówi piłkarz. – Gdybyśmy polecieli do Włoch, pewnie tych badań by nie zrobiła, a na pewno nie tak wcześnie. I nie wiadomo, jak rozwijałaby się nasza córeczka, w jakim stanie przyszłaby na świat – tłumaczy piłkarz Piasta, który w listopadzie po raz drugi został ojcem. Na świat przyszła Lena.

– Drugi powód to oczywiście koronawirus, z którym mierzylibyśmy się we Włoszech. W sierpniu 2019 denerwowałem się, że nic z tego transferu nie wyszło, bo sądziłem, że to dla mnie duża szansa. Dziś sądzę inaczej. Całe szczęście, że zostaliśmy w Polsce. Wiem, że z góry czuwa nad nami mama – mówi Parzyszek.

Włochy aktualnie są największym ogniskiem epidemii w Europie. Bardzo trudna sytuacja jest również w Hiszpanii. W tym kraju także koronowirus dopadł piłkarzy.

Źródło: piast.gliwice.pl/fakt.pl