Piast wygrał z Rakowem, zainkasował trzy punkty i tyle można dobrego powiedzieć o tym meczu. Beniaminek narzucił gliwiczanom swoje warunki, stworzył więcej sytuacji, ale zabrakło szczęścia, które dopisało gospodarzom.

W 78 minucie Gliwa nie zdołał opanować piłki po strzale Sokołowskiego, druga dobitka trafiła w rękę Sapeli i sędzia podyktował rzut karny, który na gola zamienił Felix. Na dodatek usunął z boiska pechowego obrońcę Rakowa. Po chwili, przy próbie wybicia futbolówki Skóraś pokonał własnego bramkarza.

Marek Papszun (Raków):
Serce boli, bo uważam, że powinniśmy wygrać ten mecz. Zaprezentowaliśmy się jako drużyna bardzo zorganizowana, zdyscyplinowana. Stworzyliśmy pięć stuprocentowych sytuacji, które należało zamienić na bramki. Szczególnie kiedy prowadziliśmy 1-0, powinniśmy ten mecz zamknąć.
Wydawało się, że nic nam nie grozi, ale kontrowersyjna sytuacja, rzut karny i czerwona kartka podcięły nam skrzydła. W końcówce mogliśmy się jeszcze zachować lepiej i doprowadzić do remisu. Przykre, że tak to się odbyło, nie zrzucam na nikogo winy, sędzia może mieć słabszy dzień. My mieliśmy dobry, ale nie na wiele się to zdało.
Zabrakło nam chłodnej głowy i doświadczenia, ciągle się hartujemy. Graliśmy na terenie mistrza Polski, który w poprzednim sezonie u siebie przegrał jeden mecz, a my dziś nie tylko nawiązaliśmy z nim walkę, ale potrafiliśmy stworzyć klarowne sytuacje – zaznaczył trener Rakowa.

Waldemar Fornalik (Piast):
W wielu spotkaniach my dyktowaliśmy warunki i mieliśmy więcej sytuacji do strzelenia gola, co niekoniecznie przekładało się na wygraną. Tym razem było odwrotnie, Raków miał lepsze sytuacje, ale moi zawodnicy podjęli walkę pomimo tego, że ta gra się nie układała. My wciąż szukamy optymalnego ustawienia po tych  wszystkich zmianach, jakie nastąpiły
Drużyna dążyła do tego by odwrócić losy meczu i to się udało. Najpierw rzut karny i czerwona kartka, a potem drugi gol. Pogratulowałem zawodnikom tych punktów, można powiedzieć wyszarpanych, inaczej tego  nie można tego inaczej nazwać.
Były mecze z Lechem czy Śląskiem, gdzie prowadziliśmy grę i mogliśmy pozamykać te tematy, a tego nie zrobiliśmy, co przyniosło złe konsekwencje dla nas. Teraz to my jesteśmy wygranymi pomimo tego, że nie mieliśmy tylu sytuacji co Raków.
Po to ma się kadrę zawodników, którzy czekają na wejście, aby w tych trudnych momentach pomagali drużynie. Może zabrzmi to lakonicznie, ale nie jest sztuką wejść, kiedy się prowadzi 3-0. Nie jest łatwo wejść, kiedy przegrywasz, ale rezerwowi faktycznie pomogli tym, którzy wcześniej byli na boisku.