W drużynie Rakowa nie ma znanych piłkarzy, ale jest gra, która może się podobać. Częstochowianie operują piłką, potrafią narzucić swóje warunki, stosują pressing już na połowie rywala.

Piast długo nie wiedział jak sobie z tym poradzić. Dopiero ułańska szarża Badii przełożyła się na wyrównującego gola. Bardzo przytomnie też  w polu karnym zachował się Tuszyński, który zaliczył bezpośrednią asystę przy samobójczym trafieniu Skórasia. Gdyby jednak gracz rakowa nie skierował piłki do bramki, to pewnie zrobiłby to Badia, który już czekał na zagranie Tuszyńskiego. Piłkarzem meczu  w zespole z Gliwic jednak należy uznać Jorge Feliksa. Hiszpan miał duży udział w akcjach zarówno przy wywalczonym karnym, którego zamienił na bramkę, jak  i drugim golu. Nic dziwnego, ze po meczu gracze Rakowa byli mocno niepocieszeni.

Patryk Tuszyński (Piast):
Nie wiem, czy zasłużone zwycięstwo. Raków  podyktował nam ciężkie warunki. Trzeba sobie uczciwie powiedzieć, ze było to najsłabsze spotkanie od kiedy ja jestem w Piaście, a może i nawet  w tym sezonie. Charakter zespołu pokazuje jednak końcowy wynik, a my zdołaliśmy najpierw odrobić stratę, a potme jeszcze dołożyć gola, który dał nam zwycięstwo,

Gerard Badia (Piast):
To jest futbol. Trzeba grać przez pełne 90 minut, walczyć i pracować i wierzyć do końca. Cieszymy się z wygranej, ale to nei był dobry mecz w naszym wykonaniu. Widać, że to nie są zawodniczy, którzy dopiero zaczynają grać w piłkę. To bardzo poukłada i profesjonalnie przygotowana drużyna. Maja bardzo dobrych zawodników. Wszyscy zakładają, że jak jesteśmy mistrzami Polski, to łatwo będziemy wygrywać takie mecze po 5:0, ale to tak nie działa. Dziś najważniejsze są trzy punkty, ale to już historia. Trzeba już myśleć o kolejnym meczu.

Sebastian Musiolik (Raków):
Niestety taka czasem bywa piłka. W mojej opinie przez 80 minut tego meczu byliśmy zespołem lepszym, później wszystko się zmieniło przez ten rzut karny.  Skoro sędzia zagwizdnął to pewnie karny był, nie mnie to oceniać. Na gorąco trudno mi ocenić co się tam wydarzyło. Oprócz karnego była jeszcze czerwona kartka dla Igora i sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Piast poczuł krew, poszedł zaciosem, strzelił drugą bramkę, ciżko było to już grając w 10 odrobić. Piast nas nie zaskoczył, chociaż my  po prostu  graliśmy swoje. Już w I lidze przyzwyczailiśmy wszystkich, ze chcemy dominować, dyktować warunki. Tak też było dzisiaj, ale nie udało nam się tego przełożyć choćby na remis.

źródło: piast.gliwice.pl