Jakub Szmatuła w minionym tygodniu przedłużył swoją umowę z Piastem do końca 2020 roku. Tym samym wskoczył do pierwszej 10 zawodników, którzy w całej historii najdłużej reprezentowali klub z Okrzei.

Bramkarz  10 miejsce dzieli razem z Jasiem Szczechem i Grzegorz Żmudą. Wyjątkowość Szmatuły polega jednak na tym, ze do Piasta trafił mając już 27 lat. Był więc doświadczonym już zawodnikiem.

Pierwszy kontakt z drużyną z Okrzei miał w sezonie 2005/06, kiedy to bronił barw Górnika Polkowice.

– Przyznam, że za bardzo nie pamiętam tych spotkań. Za to kojarzę pojedynki z Piastem, jak broniłem w Warcie Poznań.  W Gliwicach zremisowaliśmy  1:1. W Poznaniu przegraliśmy po golu Piotrka Petasza w doliczonym czasie gry. To były dobre mecze. Piast miał sporo sytuacji więc ja miałem dużo  udanych interwencji. Zaraz potem  ówczesny menadżer Piasta –  Janusz Bodzioch zaproponował mi angaż w Piaście. Najpierw był telefon, ale nie odebrałem. Wysłał mi sms, że jest z Piasta i prosi o kontakt. Odbyła się rozmowa i  tak się tu znalazłem – wspomina swój początki golkiper.

Szmatuła do drużyny dołączył, gdy jeszcze nie było wiadomo na jakim poziomie będzie grał Piast. Było to bowiem przed sezonem 2008/09, kiedy to przy zielonym stoliku decydowano o kształcie ówczesnej ekstraklasy. Przypomnijmy, że gliwiczanie zajęli wówczas trzecie miejsce, mieli grać w barażach, ale po degradacji klubów za korupcję ostatecznie wylądowali w Ekstraklasie.

– Jak dołączyłem do zespołu na zgrupowaniu w Kamieniu to nic nie zapowiadało, że Piast wkrótce awansuje do Ekstraklasy. Wszyscy pamiętają te zamieszanie po meczu z Polonią Warszawa. Najpierw awansu miało nie być, potem się okazało, że jednak zagramy. Od tego momentu jakoś to leci – zauważa Szmatuła.

Początki jednak łatwe nie były, bo choć urodzony w Poznaniu piłkarz był przykładem jak należy pracować na treningach, zdyscyplinowany i omijały go poważniejsze kontuzje, to z miejscem w pierwszej jedenastce miał problem.

– Nie zawsze z uśmiechem wychodziło się na trening. Bywały czasy, kiedy nie łapałem się nawet do meczowej osiemnastki nie wiedząc nawet  czemu, choć nie byłem gorszy od moich konkurentów. Zaciskałem  więc zęby i pracowałem, bo wiedziałem, że za darmo nikt mi nic nie da – opowiada Szmatuła.

Po dwóch sezonach pobytu w elicie, niebiesko-czerwoni spadli z Ekstraklasy. Najlepszy bramkarz sezonu 2015/16 nie miał jednak w tym udziału, bo wiosną był wypożyczony do Górnika Zabrze.   Wrócił, a dwa lata później Piast ze Szmatułą w bramce wygrał I ligę w imponującym stylu. Potem przyszły kolejne sukcesy i we wszystkich swój udział miał wychowanek Sokoła Rakoniewice.

– Tak się złożyło, że do każdego tego sukcesu swoją cegiełkę dołożyłem. Było wicemistrzostwo i mistrzostwo Polski, zostałem wybrany najlepszym bramkarzem Ekstraklasy, dostałem „Złote Buty” od „Sportu”, a to dla mnie najbardziej  cenne indywidualne wyróżnienie.  To wszystko tak szybko się wydarzyło. Wcześniej przecież nawet nie byłem w kadrze, grałem w rezerwach, a tu zostaje najlepszym bramkarzem, ale jak ktoś ciężko pracuje to w końcu ta nagroda przyjdzie – wzdycha zawodnik.

W życiu każdego człowieka, a szczególnie sportowca bywają takie chwile, których się nie zapomina do końca życia.

– Dużo tego było, ale wiadomo – pamięta się to co było niedawno. Myślę, że ten końcowy gwizdek sędziego Marciniak po meczu  z Lechem w poprzednim sezonie  jak zostaliśmy mistrzami. Popłynęły łzy, długo to potem do mnie nie docierało. Może kiedyś będzie czas usiąść  i to jakoś wszystko uporządkować – na razie jednak  trzeba trenować i grać  – uśmiecha się

W ciągu ostatnich 11 lat przez pierwszą drużynę przewinęło się kilkunastu bramkarzy nie tylko z Polski. Żaden z nich jednak nie wybił się i nie osiągnął takich sukcesów jak jego byli koledzy. Dziś nie jest pierwszym wyborem dla Waldemara Fornalika, ale szkoleniowiec wie, że może liczyć na tego doświadczonego zawodnika.

– Cieszy to, że w końcu swoją postawą przekonałem do siebie trenerów. Teraz  już mogę przekazywać kolegom swoją wiedzę i doświadczenie. Nawet jak oglądam mecz z ławki to mocno  trzymam za nich kciuki . To co osiągnąłem nikt mi nie zabierze. Awansu do Ekstraklasy, wicemistrzostwa, mistrzostwo, tytułów najlepszego bramkarza, to jest historia, ale ja  mam w to w głowie i pamiątki domu – zaznacza.

W ostatnich 11 latach nie tylko zmieniali się bramkarze, ale też trenerzy. Było ich w tym czasie jedenastu. Który z nich najmocniej zapisał się w pamięci Kuby Szmatuły?

– Wszystkich mile wspominam, bo każdy coś wniósł do mojego rozwoju. Natomiast bardzo pomógł mi Krzysiu Szumski, który też przez moment był pierwszym trenerem i przez długi czas pracował w klubie i z pierwszą drużyną – podkreśla piłkarz.

Jakub Szmatuła swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w klubach z Wielkopolski, ale potem grał na Dolnym Śląsku. Od 11 lat  z rzadka jednak opuszcza Górny Śląsk.

– Rzeczywiście tak jest. W zasadzie pod Poznaniem bywam od święta, gdy jedziemy  odwiedzić rodziców.  Wydaje mi się, ze jestem już gliwiczaninem.. Tu jest moja praca, mój dom z Gliwicami wiąże też swoją przyszłość po zakończeniu kariery zawodniczej – mówi bramkarz mistrza Polski.

Najczęściej piłkarskie buty zawiesza się na kołku w wieku 35-38 lat. Granica ta jest nieco wyższa dla bramkarzy. Wiek jednak nie stanowi przeszkody w zdobywaniu najwyższych laurów, a przede wszystkim realizacji marzeń.  Dino Zoff, jeden z najsłynniejszych golkiperów świata, karierę zakończył mając 41 lat. Czy Szmatuła zamierza też tak długo uprawiać piłkę na profesjonalnym poziomie?

– Chcę grać jak najdłużej, ale powoli trzeba myśleć o zakończeniu kariery.  Ukończyłem niedawno kurs trenera UEFA B, ale jak będzie zdrowie, bo siła i chęci są, to jeszcze będę chciał pomóc chłopakom na boisku i powalczyć o miejsce w składzie – zdradza swoje najbliższe plany 38-latek z Poznania, który czuje się już gliwiczaninem.

W przerwie letniej w drużynie zaszły wręcz rewolucyjne zmiany, choć  miały być kosmetyczne. Odeszło kilku ważnych piłkarzy, ale w ich miejsce przyszło aż 12 nowych. Czy da się z tego zrobić drużynę, która znów powalczy o najwyższe cele.

– Zawiesiliśmy poprzeczkę wysoko i kibice będą w tym sezonie patrzeć na ans przez pryzmat mistrza Polski. Ja uważam, ze to nie jest przypadek i jednorazowy „wybryk:. Jesteśmy klubem, który się rozwija i idzie do przodu. A co do transferów to po takim sukcesie trzeba było się liczyć że ktoś odejdzie. W dobrych klubach to jest normalność, że zarabia się na zawodnikach. W Gliwicach dopiero się tego uczą, ale wszystko jest na dobrej drodze Z  drugiej strony klub ściąga wartościowych  zawodników, dotrenuje ich, wykształci i życzę im aby poszli w górę. To będzie kolejny krok do rozwoju klubu – przekonuje Jakub Szmatuła. Czy tak się stanie – czas pokaże, ale trudno mu nie przyznać racji. Takie są realia

 

Piast Gliwice – występy wg sezonów

Jerzy Apostel – 21
Ryszard Kałużyński – 20
Tadeusz Pawlik – 16
Lesław Dunajczyk – 15
Rudolf Stach – 15
Lesław Gil   – 14
Jarosław Kaszowski – 14
Ryszard Majka – 13
Jan Mirka – 12
Jan Szczech – 11
Jakub Szmatuła 10
Grzegorz Żmuda – 11
Andrzej Śliz – 10
Andrzej Sala – 10
Marcin Żemaitis – 10
Adam Statowski – 10
Stanisław Kwietniowski  -1

Źródło: piast.gliwice.pl