Na początku poprzedniego sezonu nic nie wskazywało na, że Piast sięgnie po mistrzostwo Polski i zgarnie większość nagród dla najlepszych zawodników Lotto Ekstraklasy.

Joel Valencia odbijał się od rywali niczym pingpongowa piłeczka,  Parzyszek regularnie pudłował, Kirkeskov i Hateley dopiero wchodzili na wyższy poziom. Z każdym, kolejnym meczem jednak zespół krzepł i grał coraz lepiej. W rundzie finałowej gliwiczanie w zasadzie nie mieli sobie równych. Kulminacją był mecz wyjazdowy z Legią. Po golu Gerard Badii  -Piast wygrał 1:0 i w praktyce zapewnił sobie mistrzostwo Polski. Potem była radość i feta po zdobyciu złotego medalu, a gdy opadły emocje kibice i eksperci zaczęli się zastanawiać czy uda się utrzymać kluczowych zawodników.

Pierwszy odszedł Sedlar. Serb przeniósł się do hiszpańskiej Primiera Division. O tyle to było bolesne, że za tego obrońcę Piast nie otrzymał żadnych profitów. Do swoich klubów z wypożyczeń wrócili Jodłowiec i Tomczyk. Piast zrezygnował z usług Maka i Papadopulosa. Reszta drużyny jednak przystąpiła do rywalizacji w europejskich pucharach.

Joel Valencia nie zagrał już przeciwko Rydze. Oficjalnie podano, że był kontuzjowany, ale już wtedy trwały ostatnie ustalenia w sprawie jego transferu. Ekwadorczyk przeprowadził się  do Brentford, angielskiego klubu grającego w Championship. Na koniec okna transferowego do Lazio przeszedł Patryk Dziczek. Wydawało się, że więcej ubytków nie będzie, ale z powodu kontuzji wypadł Czerwiński. Przy Okrzei nie ma już Byrtka i Stanka, jednak obaj należeli do głębokich rezerwowych.

Wydawało się, że trudno będzie wypełnić luki powstałe po tych zawodnikach, tymczasem klub systematycznie ściągał nowych piłkarzy. Największe nadzieje wiązano z napastnikiem  Dani Aquino  (AÉK Larnaka). Hiszpan miał bardzo ciekawe CV, ale szybko złapał kontuzję i nie wiadomo, kiedy wróci do gry. W ataku też może grać Dominik Steczyk. Młodzieżowiec występujący w 1.FC Nürnberg miał być zmiennikiem Parzyszka. Steczyk na razie jednak nie spełnia pokładanych w nim nadziei. W tej sytuacji zdecydowano się zatrudnić Patryka Tuszyńskiego, który nie miał miejsca w składzie Zagłębia Lubin.

Jeszcze zanim Czerwiński nabawił się kontuzji ściągnięto Tomása Huka (FC Dunajská Streda). Defensywę miał też wzmocnić Jakub Holúbek (MŠK Žilina). Włodarze mieli też świadomość, że odejdzie Dziczek, ściągnięto więc z Zagłębia Sosnowiec Sebastiana Milewskiego. Młodzieżowy reprezentant Polski szybko wbił się do pierwszego składu.

Kłopoty zdrowotne i obawy, że może zabraknąć piłkarzy do gry w obronie jeszcze zmotywowały trenera Waldemara Fornalika i dyrektora sportowego Bogdana Wilka by poszukać zawodników na te pozycję. Z Korony ściągnięto i to za darmo Rymaniaka i Malarczyka. To znane nazwiska w krajowej piłce. Ten pierwszy zresztą z marszu wbił się do pierwszej jedenastki. Cały czas też trwały poszukiwania zastępcy Valencii i w końcu udało się ściągnąć Tiago Alvesa. Portugalczyk ostatnio występujący w Olimpii Grudziądz zbierał bardzo pochlebne recenzje. Na koniec okna transferowego kibiców spotkała miła niespodzianka. Z Legii Warszawa został wykupiony Tomasz Jodłowiec. Na tym piłkarzu bardzo zależało Waldemarowi Fornalikowi, u kibiców też ma wysokie notowania. Do tych wszystkich transferów jeszcze należy doliczyć powroty  Denisa Gojki i Łukasza Krakowczyka. Obaj to ofensywni  zawodnicy. Nastąpiła też zmiana na pozycji bramkarza nr 3. Dybowskiego zastąpił Królczyk.

Podsumowując, jeśli doliczymy przesuniętego z rezerw do pierwszego składu Rakowieckiego, to łącznie przybyło aż 13 zawodników na wszystkie pozycje. Odeszło natomiast 10 graczy. Biorąc pod uwagę liczby, zmiany można określić jako rewolucyjne. Zresztą Waldemar Fornalik nie raz podkreślał, ze to jest już inna drużyna i buduje ją na nowo.

Trudno jest w tym momencie powiedzieć, czy  Piast jest mocniejszy czy słabszy. Historia uczy, że transfery, które dawały duże nadzieje często nie sprawdzały się, ale też nierzadko bywało w drugą stronę. Zweryfikuje to boisko. Na razie wygląda to obiecująco.

Opracowanie: piast.gliwice.pl